"Marzył o złotym medalu igrzysk. Nie zdążył, żył za krótko. Nie mogę w to uwierzyć"

Konrad Ferszter
Choć Pawieł Karielin do ścisłej czołówki skoczków narciarskich nigdy nie należał, wszyscy i tak widzieli w nim kandydata na jednego z faworytów do medalu na igrzyskach w Soczi. Sezon 2010/11, w którym w jednym konkursie wyprzedził na podium Adama Małysza, był zarazem najlepszym i ostatnim w karierze rosyjskiego skoczka. Zginął tragicznie w wieku 21 lat w 2011 roku w spowodowanym przez siebie wypadku.

Przypominamy tekst z 9 października 2021 roku

- Paszka tak marzył o złotym medalu igrzysk olimpijskich. Nie zdążył, żył za krótko. Nadal nie mogę w to uwierzyć. Mogę tylko obiecać, że zrobimy wszystko, by jego sukcesy nie poszły na marne. Włożymy całe serce i duszę w to, by sport, który kochał, rozwijał się i by w przyszłości święcił sukcesy, o jakich marzył Paszka - po tragicznej śmierci Pawieła Karielina powiedział ówczesny prezydent rosyjskiej federacji skoków narciarskich i kombinacji norweskiej, Aleksandr Uwarow.

- Wciąż zadaję sobie pytanie, czy mogliśmy zrobić coś więcej, czy mogliśmy go uratować. Za to, że się nie udało, ponoszę częściową odpowiedzialność - dodał. Druga część wypowiedzi Uwarowa może szokować. Jednak choć to tylko gdybanie, do tragedii może by nie doszło, gdyby nie konflikt i niejasna sytuacja w rosyjskiej federacji.

Zobacz wideo Horngacher rozpętał prawdziwą wojnę tuż przed IO. "Perfidne zbliżenia"

Szybki rozwój i krótki kryzys

Karielin był wielką nadzieją rosyjskich skoków narciarskich. Jego kariera rozwijała się bardzo szybko. W Pucharze Kontynentalnym zadebiutował w grudniu 2003 roku, cztery miesiące przed 14. urodzinami. Pierwsze punkty zdobył w kolejnym sezonie w Sapporo. Latem 2007 roku Karielin został włączony do seniorskiej kadry rosyjskich skoczków i klasyfikacji generalnej Letniego Grand Prix zajął 23. miejsce. W październiku tamtego roku po raz pierwszy stanął na podium w rywalizacji seniorów. Było to w Klingenthal, gdzie triumfował Gregor Schlierenzauer

Od sezonu 2007/08 Karielin był już stałym członkiem rosyjskiej kadry. Pierwszy sezon w Pucharze Świata ukończył na 32. miejscu, zdobywając łącznie 129 punktów. W konkursie w Bischofshofen udało mu się nawet przebić do pierwszej dziesiątki - zajął 9. miejsce. Karielin dobrze wypadł też w Ruce, Zakopanem czy Sapporo, gdzie zajmował odpowiednio 15., 14. i 13. miejsce.

Kolejne dwa sezony już tak dobre nie były. Poza dwoma miejscami na podium w konkursach drużynowych Karielin nie błyszczał, a sezony 2008/09 i 2009/10 kończył odpowiednio na 42. i 57. miejscu.

Snyder oskarżony o molestowanie"Miliarder nieznający granic" w tarapatach. Nowe, wstrząsające zeznania

Wyprzedził Małysza

Na igrzyskach olimpijskich w Vancouver w konkursach indywidualnych Karielin zajął 33. i 38. miejsce. W konkursie drużynowym był 10. Znacznie lepiej miało być cztery lata później w Soczi. To właśnie igrzyskom we własnym kraju Karielin podporządkował swój plan przygotowań.

Już sezon 2010/11 pokazał, że Rosjanin naprawdę może być kandydatem do medalu. To wtedy osiągnął najlepsze wyniki w karierze. Na mistrzostwach świata w Oslo zajął 23. i 17. miejsce. W Pucharze Świata był 23., po raz pierwszy zajmując w nim miejsce na podium. W noworocznym konkursie w Garmisch-Partenkirchen Karielin był drugi, przegrywając jedynie z Simonem Ammannem. Na podium Rosjanin wyprzedził Adama Małysza.

Tak dobrze Karielin nie skakał nigdy. Konkursy Pucharu Świata trzykrotnie kończył w pierwszej dziesiątce. W drugiej dziesiątce był pięciokrotnie. Na zakończenie sezonu w Planicy ustanowił rekord życiowy, skacząc 208,5 metra. Forma szła w górę, Karielin znów nawiązywał do łatki wielkiego talentu.

Jego postępy potwierdziły występy w 2011 roku. Letnie GP zaczął od 2. miejsca w Wiśle, potem była 5. pozycja w Hinterzarten czy 6. miejsce w Ałmatach. Wtedy nikt nawet nie pomyślał, że występ w Kazachstanie może być ostatnim w karierze Karielina.

Dymisja owiana tajemnicą

Pod koniec lata 2011 roku w wyniku konfliktu w rosyjskiej federacji z funkcji trenera kadry skoczków zrezygnował Aleksander Swiatow. Dla zawodników to był szok. Dlaczego Swiatow zrezygnował z posady, do dziś nie wiadomo. Szkoleniowiec napisał jedynie list do federacji, w którym zaznaczył, że rezygnuje z własnej woli. W udzielonym później wywiadzie powiedział jednak, że z tak zaszczytnej funkcji "nigdy nie rezygnuje się bez przymusu".

Michał Listkiewicz uderza w Sousę i Bońka. 'To było jakieś zaniedbanie i zaniechanie'Boniek i Klepacka reagują na "aferę mailową". Opublikowali wymowne wpisy

Odejście Swiatowa okazało się kluczowe dla Karielina. Skoczek nie miał zamiaru pozostać w kadrze i trenować z nią. Karielina interesowała jedynie indywidualna praca ze Swiatowem. Na to nie godziła się rosyjska federacja, przez co skoczek nie znalazł się w kadrze na ostatnie zawody Letniego Grand Prix.

W dniu śmierci zawodnika, kilka godzin przed tragicznym wypadkiem, rosyjska federacja poinformowała, że Karielin nie wziął udziału w zawodach z powodu choroby, jednak przebywał na obozie w Oberstdorfie. Szybko okazało się, że było to kłamstwo.

- Pracujemy nad sytuacją zawodnika. Mamy nadzieję, że zostanie rozwiązana w ciągu miesiąca. Pawieł to utalentowany skoczek i wszystkie strony powinny być zainteresowane jak najszybszym załatwieniem sprawy - 4 października 2011 roku powiedział ówczesny dyrektor wykonawczy federacji, Dmitrij Dubrowski.

Uwarow, prezes federacji, przyznał później, że rozmawiał z Karielinem na temat jego indywidualnych treningów, jednak była to tylko okolicznościowa dyskusja, a nie konkretny plan, który zakładał uczestnictwo zawodnika w konkursach Pucharu Świata.

Spowodował wypadek, poduszki powietrzne nie zadziałały

Relacje z federacją i niepewna przyszłość w Pucharze Świata doprowadziły Karielina do depresji. 9 października 2011 roku skoczek zginął tragicznie w wypadku samochodowym w Niżnym Nowogrodzie. Prowadzone przez Karielina auto uderzyło w tył stojącej w korku ciężarówki. Poduszki powietrzne kierowcy nie zadziałały, Karielin zginął na miejscu. Jadący z nim kolega wyszedł z wypadku ze złamanym nosem. 

Historia Karielina jest poruszająca, tym bardziej że w niemal identycznych okolicznościach zginął jego ojciec. Jadący z tyłu dwuletni Karielin tamten wypadek sprzed lat przeżył, ojciec tyle szczęścia nie miał.

Śledztwo przeprowadzone na miejscu tragedii wykazało, że Rosjanin prowadził pod wpływem alkoholu. To miało wpływ na jego opóźnioną reakcję, która doprowadziła do tragedii. Okazało się też, że Karielin prowadził bez prawa jazdy. Dokument zabrano mu dwa miesiące wcześniej, gdy został zatrzymany przez policję i odmówił badania alkomatem. 

- Podczas naszego ostatniego spotkania Pawieł powiedział rzecz, która na zawsze utknęła mi w pamięci. "Przyjdzie zima i wszystko się wyprostuje, zmieni na lepsze". Nie doczekał. Mieliśmy się spotkać za kilka dni. Spotkamy się szybciej, na jego pogrzebie - mówił przyjaciel Karielina z rosyjskiej kadry, Iwan Łanin.

"Byłoby lepiej, gdyby był z nami"

Tragiczna śmierć Karielina wstrząsnęła środowiskiem skoków narciarskich. Kondolencje dla rodziny i bliskich skoczka napływały z całego świata. Wszyscy podkreślali zgodnie, że Karielin był dobrym i ciepłym człowiekiem oraz bardzo utalentowanym sportowcem, którego marzenia o medalu olimpijskim naprawdę mogły się spełnić.

- Pawieł był najbardziej utalentowanym i najbardziej obiecującym rosyjskim skoczkiem. Staliśmy przecież razem na podium, co pokazuje skalę jego talentu. Wiosną niespodziewanie spotkaliśmy się na wakacjach na Dominikanie. Tam poznałem jego bliskich i wspólnie spędziliśmy naprawdę cudowny czas. To wielka strata i trudno mi wyjść z szoku - tuż po śmierci Karielina powiedział Ammann.

- Paszka był mi bardzo bliski. Do kadry wszedł w bardzo młodym wieku, ale od razu wszyscy zauważyliśmy, że ma wielkie możliwości. Zawsze mieszkaliśmy w jednym pokoju. Zawsze był obok mnie. Traktowałem go jak młodszego brata - powiedział Dmitrij Wasiljew.

Corrado PesceDrony namierzyły ciało himalaisty. "Śmierć następuje po dwóch godzinach"

I zakończył: - Wciąż do mnie nie dociera, że muszę o nim mówić w czasie przeszłym. Nie mogę uwierzyć, że już go z nami nie ma. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że byłoby lepiej, gdyby był z nami i trenował wśród przyjaciół, a nie sam, z dala od kadry.

Więcej o: