Róża Kozakowska przeżyła koszmar. "Leżałam w kałuży krwi. To potwór"

Róża Kozakowska zdobyła dla Polski złoty medal i srebrny medal na igrzyskach paraolimpijskich w Tokio, ale więcej niż o jej sukcesie mówi się o wstrząsającej historii 32-latki, która kilka razy cudem uchodziła z życiem, ratując się po potwornych atakach ojczyma. Na domiar złego w ostatnich kilkunastu miesiącach mocno pogorszył się jej stan zdrowia. A wszystko przez zwykłe, jak by się mogło wydawać, ugryzienie przez kleszcza.

W ostatni piątek Róża Kozakowska została mistrzynią paraolimpijską w rzucie maczugą w klasie F32. Polka w swojej najlepszej próbie uzyskała 28,74 m i poprawiła tym samym rekord świata. Z kolei w środę sięgnęła po drugi medal. W finale pchnięcia kulą w kategorii F32 uzyskała 7,37 metra i to dało jej srebro. Polka przez moment cieszyła się nawet z rekordu świata, ale najlepszy wynik w historii odebrała jej Ukrainka Moskalenko.

To sukces wielki o tyle, że jeszcze dwa lata temu Róża skakała w dal i była w tym jedną z najlepszych na świecie. Choroba zmusiła ją jednak do zmiany dyscypliny. Kozakowska zawsze była bardzo wysportowana. W czasach szkolnych trenowała biegi i wyróżniała się na tle rówieśniczek. Niestety, z pozoru niewinne ukąszenie przez kleszcza sprawiło, że jej życie mocno się skomplikowało. Można by nawet powiedzieć, że zamieniło się w piekło, gdyby nie to, że piekłem było już wcześniej.

Zobacz wideo "Nie ukrywam, że chciałabym wystartować na igrzyskach w Paryżu"

Wstrząsająca historia polskiej mistrzyni

Wstrząsająca historia Kozakowskiej została zauważona w reportażu zrealizowanym przez Alarm w TVP Info. Mistrzyni olimpijska wychowywała się w katastrofalnych warunkach. Przez lata z Różą i jej matką mieszkał też ojczym, który dziś jest w więzieniu. To on sprawił, że życie zawodniczki zamieniło się w koszmar i to na długo przed kolejną chorobą. - Jestem taka wysportowana, bo musiałam uciekać przed ojcem. Przeskakiwałam przez wszystko, co napotkałam na drodze, żeby mnie nie dopadł. Ale gdy nie zdążyłam przeskoczyć przez bramę, to potem leżałam w kałuży krwi - mówiła Kozakowska w rozmowie z portalem Onet Sport.

Natalia Partyka na igrzyskach olimpijskich w TokioJest kolejny medal na igrzyskach paraolimpijskich! Wielki sukces Natalii Partyki

- Dał nam popalić w życiu niemało. Tak mnie maltretował, że nieraz ledwo z życiem człowiek uszedł – mówiła Kozakowska w reportażu i wspomina sytuację, gdy pewnego razu wróciła do domu z pucharem. Nie czekały na nią jednak gratulacje. - Wbił mi siekierę w kolano, bo nie chciał, żebym chodziła - przypomniała ze łzami w oczach. I dodała: - Już kiedy zaczęłam chorować, kolega zabrał mnie na festyn. Tam, znienacka, ojczym złapał za nóż i próbował wbić mi w plecy. Przy wszystkich ludziach, którzy byli w szoku. Pewnie, gdyby nie ten kolega, już bym nie żyła. Nie ukrywam, że miałam chwilę załamań. Jako ośmiolatka byłam już w takim stanie, że prosiłam Boga, by mnie zabrał z tego świata. Nie miałam już siły - wspominała. 

Sama zawodniczka boi się jednak, że koszmar może szybko powrócić, dlatego, że ojczym niedługo znowu wyjdzie na wolność. - Jestem teraz mniej sprawna. Za to jestem teraz bardziej odważna niż wtedy, kiedy byłam małym dzieckiem. Mógł ze mną wówczas zrobić, co tylko chciał. Rzucał mną jak workiem treningowym. Teraz mam 31 lat i potrafię się postawić, choć jestem słaba. Pewnie wewnętrznie się boję, ale nie mogę tego okazywać. To byłoby najgorsze, bo on by wtedy triumfował. To chory człowiek z odchyłami, który ma zawsze nóż przy sobie - mówiła ostatnio w rozmowie z Onet Sport.

Ukąszenie kleszcza, które zwaliło z nóg na lata

Życie nie oszczędzało Polki, która od dawna walczy z genetyczną wadą krwi, choruje na endometriozę, a jej zdrowie mocno pogorszyło się po ukąszeniu przez kleszcza, które doprowadziło do neuroboreliozy stawowo-mózgowej. Ta szybko przełożyła się na problem z niedowładem ręki, a stan Kozakowskiej bardzo pogorszył się w czasie mistrzostw świat sportowców niepełnosprawnych w 2019 roku. To właśnie tam Polka zajęła znakomite czwarte miejsce w skoku w dal, a do medalu zabrakło jej 23 centymetry. Niestety, choroba postępowała szybko i kilka dni później lekarz kadry zabronił jej nawet startować w biegu na 100 metrów. 

Neuroborelioza potrafi dosłownie zmieść człowieka z nóg i dziś Róża porusza się z dużymi problemami. Ma porażone mięśnie, co przekłada się na olbrzymie problemy, głównie z prawą nogą.  Ale sport daje jej wielką siłę i to w nim Kozakowska pokazuje wielki charakter, dlatego trenerzy szybko znaleźli jej dyscyplinę wykonywaną z siedziska. Istnieje jednak szansa, że dzięki odpowiedniej kuracji medycznej i zabiegom zawodniczka znowu będzie chodzić. 

Sky Brown ma 10 lat i wkrótce może przejść do historii w Tokio 2020Haniebne. Burza wokół nowej dyscypliny olimpijskiej. Rozrywka ważniejsza od zdrowia dzieci

Mistrzyni olimpijska żyje w kontenerze. "Jest dla niej jak Hilton"

Jakby tego było mało, Kozakowska wychowywała się w domu, który trudno nazwać domem. Był właściwie przeciekającą wiatą przykrytą eternitem. Konstrukcja od lat grozi zawaleniem, a grzyb był wszechobecny. W pewnym momencie trafiła nawet do rodziny zastępczej. - [Ten dom] to była masakra nad masakrami. Nawet nie wiem, jak to nazwać - mówiła w reportażu Justyny Szubert-Kotomskiej.

Dziś mieszka jednak w kontenerze, który udało jej się zorganizować z pomocą matki. Najbliżsi pomogli jej go wykończyć, choć - jak przyznaje sama lekkoatletka - nie było to proste i nadal nie ma w nim wody. Ale jest już przynajmniej ogrzewanie i nie trzeba wracać myślami do dni, gdy spało się na zimnym strychu przy temperaturze sięgającej minus 25 stopni na dworze. Po dwóch latach jest też prąd. 

Kozakowska żaliła się jednak w rozmowie z reporterką TVP, że choć wielokrotnie pisała do wójta Sędziejowic, długo nie było żadnego odzewu. Wójt pojawił się jednak na nagraniu materiału i zapowiedział pomoc w przygotowaniu specjalnego podjazdu dla wózka inwalidzkiego, który miałby pomóc Kozakowskiej w dostępie do kontenera. Dalej nierozwiązana jest również sprawa jej mieszkania, choć sama Róża twierdzi, że kontener jest dla niej teraz jak dobry hotel, bo doskonale pamięta warunki sprzed lat. 

Uruchomiona na początku pandemii zbiórka pieniędzy miała na celu zebranie 160 tysięcy złotych na pomoc dla Róży. Dziś na liczniku tej zbiórki są 193 tysiące złotych, które mogą jej pomóc. To właściwie jeden z niewielu sposobów na zarobek dla mistrzyni paraolimpijskiej.  - Nie zarabiam. Otrzymuję tylko 640 złotych zasiłku za stopień niepełnosprawności. Ratuję się zatem zbiórkami. Pomagają mi też znajomi. Ile jestem zatem w stanie kupić leków, tyle kupuję. Nie zawsze jest mnie stać na wszystkie medykamenty. Jeden kosztuje ponad 200 złotych, a ja tych lekarstw mam 20 albo i więcej - dodawała w rozmowie z Onetem.

Więcej o: