Afganistan umarł. "Sprzedali nas". "Zacytuj mnie z nazwiska. Moje życie jest zagrożone"

Dramatyczna relacja z Afganistanu oczami afgańskich sportowców. - Afganistan umarł. Nie chcę tu dłużej zostać. Gdzie jest Bóg? Gdzie nasz prezydent, który sprzedał Afgańczyków Talibom? - mówi nam pływak Mahdi Ibrahimi, który przebywa w Kabulu.

Na niedawnych igrzyskach w Tokio startowało kilku sportowców z Afganistanu. Choć nie zdobyli medali, sprawiali wrażenie najszczęśliwszych sportowców na świecie. Sama możliwość reprezentowania kraju na igrzyskach była dla nich wielkim wyróżnieniem. Niecały miesiąc później radość zamieniła się w strach. Powrót Talibów do władzy oznacza dla nich stałe zagrożenie i niepewną przyszłość.

Zobacz wideo "Nie ukrywam, że chciałabym wystartować na igrzyskach w Paryżu"

O nadziejach, których już nie ma

- Sytuacja w Afganistanie jest zła, szczególnie dla kobiet. Obawiam się o ich życie, zdrowie. O marzeniach już dawno zapomniały. Potrafię sobie wyobrazić, co czują moi znajomi, którzy pozostali w Kabulu i okolicach. Próbuję się z nimi kontaktować - mówi w rozmowie ze Sport.pl lekkoatletka Kimia Yousofi, która w Tokio biegła na 100 metrów. Yousofi dramat ojczyzny obserwuje z bezpiecznej odległości. Kilka lat temu przeprowadziła się do Iranu.

W gorszym położeniu są nasi pozostali rozmówcy. Mahdi Ibrahimi to obiecujący pływak, który co prawda nie startował jeszcze w Tokio, ale rozpoczął już przygotowania do kolejnych igrzysk w Paryżu. Przygotowania, o których teraz może zapomnieć.

- Wraz z powrotem Talibów runęły moje wszelkie nadzieje. Ćwiczę pływanie od siódmego roku życia. Za rok miałem startować w igrzyskach azjatyckich w Chinach. Co teraz? Afganistan umarł. Nie chcę tu dłużej zostać. Gdzie jest Bóg? Gdzie nasz prezydent Aszraf Ghani? Kraj nie radził sobie za jego rządów, ale był naszym prezydentem. Gdzie się podział? - pyta Ibrahimi.

Szczęśliwy ten, kto zdołał uciec. "Zacytuj mnie z nazwiska"

Talibowie śledzą internet, a Ibrahimi przebywa w Kabulu, dlatego zapytałem go, czy nie woli wypowiadać się anonimowo. - Zacytuj mnie z nazwiska. Nie mam nic do stracenia. Może nasze dramatyczne relacje pomogą Afgańczykom. Chciałbym opuścić Afganistan, ale w tej chwili nie mam jak. Talibowie nas nie przepuszczają. Moje życie jest zagrożone, cała moja rodzina zdążyła uciec, zostałem tu sam - przyznaje.

Światowe media alarmują od wielu dni o dramatycznej sytuacji na lotnisku w Kabulu. Zdesperowani ludzie próbują opuścić Afganistan. Australijskiemu rządowi udało się ewakuować 50 afgańskich piłkarek, które ukrywały się w ostatnich dniach. - Te młode kobiety, zarówno jako zawodniczki, jak i aktywistki, znalazły się w sytuacji zagrożenia. Dziękujemy społeczności międzynarodowej za przybycie im z pomocą - napisała w oświadczeniu Międzynarodowa Federacja Piłkarzy Zawodowych (FIFPro).

Gdy w 1996 roku Talibowie pierwszy raz przejęli władzę w Afganistanie kobiety nie mogły chodzić do szkoły po ukończeniu 10. roku życia, a wiele z nich było zmuszanych do zawierania małżeństw we wczesnym wieku. O sporcie mogły zapomnieć.

Talibowie rządzili Afganistanem do 2001 roku. Wówczas to po zamachu 11 września Amerykanie odsunęli ich od władzy i chcieli stworzyć ramy demokratycznego państwa. Gdy kilka miesięcy temu międzynarodowe siły wojskowe pod wodzą USA wycofały się z Afganistanu, Talibowie poczuli swoją szansę. W ostatnich dniach afgański rząd upadł, prezydent zbiegł za granicę.

Krytyka USA i prezydenta

- Jestem bardzo rozczarowany postawą USA, ponieważ ludzie nie znają prawdziwej historii. Stany Zjednoczone stworzyły talibów, by pozbyć się Rosjan w latach 80 ubiegłego wieku. A potem talibowie zostali, a Amerykanie oficjalnie „próbowali" ich zlikwidować, ale to fałsz. Było w tym dużo polityki, w tle Rosja i Chiny, kwestia narkotyków. Właściwie nie wierzę, że USA próbowało pomóc - przekonywał nas niedawno Omran Haydary, afgański piłkarz występujący w Lechii Gdańsk.

Ibrahimi inaczej na to patrzy. - Nie chce zajmować się wielką polityką. USA zawsze nam pomagało. Dzięki Ameryce zostałem profesjonalnym zawodnikiem, nauczyłem się pływać. To prezydent Ghani sprzedał wszystkich Afgańczyków Talibom, uciekając z ojczyzny - uważa. Ghani przebywa obecnie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Tłumaczył, że opuszcza Afganistan, bo bojownicy zagrozili, że dopóki przebywa w stolicy, mieszkańcy Kabulu będą mordowani.

O sytuacji w Afganistanie mówił nam również Farzad Mansouri, olimpijczyk, który w Tokio niósł afgańską flagę. - Moja ojczyzna cierpi. Znajdujemy się w fatalnej sytuacji, a zapowiada się, że będzie jeszcze gorzej, Nie chcę nawet myśleć o przyszłości naszego sportu, bo dla Talibów nie ma on żadnego znaczenia - przyznaje. Także prosi, by cytować go z nazwiska.

Mansouri to kolejny sportowiec, który nie może wydostać się z Kabulu. - Nasz rząd upadł, Talibowie przejęli kontrolę nad państwem, straciliśmy nadzieje, nie wiemy, co będzie dalej. Nie widzę przyszłości, jak mają rządzić nami ludzie, którzy nie są wyedukowani? Wracamy do 2001 roku - mówi.

Sport na cenzurowanym

Na igrzyskach Mansouri startował w taekwondo. Był jednym z pięciu olimpijczyków z Afganistanu, którzy rywalizowali w stolicy Japonii. W Tokio trwa teraz paraolimpiada, ale bez Afgańczyków. Zawodniczka taekwondo Zakia Chudadadi miała być pierwszą reprezentantką Afganistanu na igrzyskach paraolimpijskich, ale z powodu odwołanych połączeń lotniczych nie miała jak opuścić kraju.

Powrót Talibów wywołał powszechny strach w Afganistanie, przywracając wspomnienia brutalnego pierwszego okresu ich rządów, gdy narzucili surową interpretację prawa islamskiego. Zakazano wtedy większości form rozrywki, w tym wielu wydarzeń sportowych, a stadiony pełniły funkcję publicznych miejsc egzekucji. - Gdy w latach 90. Talibowie opanowali Afganistan, sport wpisali na szczyt czarnej listy. Rywalizacja wywoływała grzeszne emocje. Dziś historia się powtarza - z marzeniami żegnają się afgańskie koszykarki i cenieni na świecie krykieciści - pisał Kacper Sosnowski z portalu Sport.pl.

Więcej o: