"Nie wiedziałem, czy jestem żywy, czy martwy. Tułaczka była przerażająca"

- Nie wiedziałem, czy jestem żywy, czy martwy - wspomina Ibrahim Al Hussein. Syryjski pływak w 2012 r. omal nie zginął od wybuchu bomby. Stracił prawą nogę od połowy łydki, ratując przyjaciela przed snajperem. Potem wielokrotnie narażał życie, by znaleźć schronienie od bomb. Dziś, niemal po 10 latach od tamtych zdarzeń, marzy o medalu na igrzyskach paraolimpijskich w Tokio.

Syryjska wojna domowa zabrała mu marzenia o byciu zawodowym pływakiem. Ibrahim Al Hussein stracił w tamtym momencie nie tylko nogę. Metalowy odłamek z bomby utkwił w jego nosie, policzku i ramieniu. - W tamtej chwili nie wiedziałem, czy jestem żywy, czy martwy - mówi Syryjczyk o traumatycznej przeszłości.

Zobacz wideo Mateusz Bieniek: Paradoksalnie dobrze wyszło, że igrzyska nie były ostatnim turniejem sezonu

Tokyo 2020 ParalympicsTrening grozy przed igrzyskami paraolimpijskimi. Nagle wyleciała z wody. "Storpedowana"

Ucieczka z Syrii pochłoniętej wojną domową. "Tułaczka była przerażająca"

W Syrii nie miał warunków do leczenia. W prowizorycznym szpitalu polowym zdołano tylko oczyścić ranę i podać niemal umierającemu Ibrahimowi leki przeciwbólowe. Dlatego Al Hussein postanowił wraz z kilkoma przyjaciółmi obmyślić plan ucieczki. – Szliśmy w nocy. Wiedzieliśmy, że armia syryjska patroluje okolicę, a Turcy też mieli siły zbrojne. Mieliśmy nadzieję, że mała łódź pozostanie niezauważona – wspomina.

Dzięki pomocy innych osób Al Hussein przemieszczał się między trzema miastami w południowej Turcji, desperacko szukając pomocy. Niektórzy ludzie byli w stanie zakładać mu świeże opatrunki, ale brakowało antybiotyków, a zwłaszcza pieniędzy na nie. - Leczenie w Turcji wcale nie było dobre – mówi Al Hussein.

– Jeden szpital dał mi protezę nogi, ale musiałem nosić ze sobą narzędzia, ponieważ śruby wypadały na ulicę co 100 metrów. Czułem ból, gdy je nosiłem. A to powodowało dalszą infekcję, bo metalowe materiały przebijały mi skórę i dotykały kości - kontynuuje.

Al Hussein był coraz bardziej zdesperowany. W Stambule liczył na lepsze życie, ale czuł jedynie rozczarowanie. - Wiedziałem, że Europa jest moją jedyną opcją. Ludzie radzili, żebym wrócił do Izmiru, na południe, gdzie mogli mnie zabrać przemytnicy. Ta tułaczka była przerażająca, próbując znaleźć przystań, a następnie negocjować z przemytnikami.

Osiadł w Grecji. Lekarz zapłacił za wykonanie protezy dla Al Husseina

27 lutego 2014 r. Al Hussein wsiadł na pokład małego pontonu, aby dotrzeć na wyspę Samos w Grecji. Średnio każdego roku przybywa tam ponad 8 tys. uchodźców. Choć próbuje o wiele więcej... Al Hussein doskonale zdawał sobie z tego sprawę. - Widziałem strach na twarzach innych podróżnych, ale byłem bliski śmierci w 2012 r., gdy zostałem ranny, więc gdybyśmy zatonęli na środku morza, uważałbym to za najszybszy sposób na śmierć – mówi dalej. – Walczyłem o znalezienie leczenia i o lepsze życie. Wiedziałem, że jeśli dam radę, to jutro będzie lepsze – wspomina.

Al Hussein po dotarciu na Samos został zatrzymany przez policję i umieszczony w obozie dla uchodźców. Dziś mówi, że to najlepszy dzień w jego życiu. Dostał pozwolenie na pobyt w Grecji przez sześć miesięcy, a jego celem były Ateny. – Nie miałem pieniędzy, ale ludzie widzieli, że w połowie poruszam się na wózku inwalidzkim, a w połowie używam laski. Byli sympatyczni i kupili mi bilet na prom – dodaje Al Hussein. 

– To były bardzo ciężkie czasy – wspomina. - Nie miałem pieniędzy, nie znałem języka i musiałem mieszkać i spać na ulicach w miejscach, gdzie policja nie mogła nas znaleźć. Podczas niektórych nocy nie miałem jedzenia i musiałem szukać owoców na drzewach lub jeść trawę z parku – opowiada.

Później los się do Al Husseina uśmiechnął. Spotkał on bowiem innego emigranta, który z Syrii wyjechał 20 lat wcześniej. Mężczyzna zaoferował Al Husseinowi schronienie i zorganizował spotkanie z lekarzem Angelosem Chronopoulosem, który specjalizował się w leczeniu osób z amputowanymi kończynami.

"Zarabiałem pieniądze, ale czegoś mi brakowało"

– Kiedy lekarz zobaczył, że jeżdżę na wózku inwalidzkim, powiedział, że to nie jest sytuacja, którą mógłby zaakceptować – wspomina Al Hussein. - Z własnej kieszeni zapłacił ponad 12 tys. euro za wykonanie drewnianej protezy, za fizjoterapię, która pomogła mi nauczyć się chodzić bez laski, oraz za leki. Lekarz dał mi wszystko. Byłem bardzo szczęśliwy – ujawnia Al Hussein, który nie mówił po grecku i podjął jedyną dostępną na tamtą chwilę pracę - sprzątanie toalet w lokalnej kawiarni. Pracował każdego dnia tygodnia bez przerwy, biorąc długie zmiany i był dumny z tego, że sam się utrzymuje. 

– Zarabiałem pieniądze, co oznaczało, że mogłem kupować jedzenie, wynajmować mieszkanie. Ale czegoś mi brakowało - sportu – mówi.

Hussein już jako dziecko próbował sił w pływaniu. Trenował go ojciec, dwukrotny mistrz Azji. Początkowo Ibrahim wolał judo, ale przekonał się do pływania. Gdy w 2011 r. wybuchła wojna, obiekty sportowe zostały zamknięte, ale po tym czasie Ibrahim wrócił do aktywności, gdy dotarł do Grecji.

Marcin Polak (z lewej) i Michał Ładosz z brązowymi medalami na igrzyskach paraolimpijskichAleż wyścig i emocje! 0,3 sekundy i Polska ma pierwszy medal na igrzyskach paraolimpijskich

- Klub pływacki dał mi pozwolenie na trenowanie na ich obiekcie. Kiedy spojrzałem na adres, zdałem sobie sprawę, że to Ateńskie Centrum Sportów Wodnych – mówi Al Hussein, który w wieku 16 lat oglądał igrzyska olimpijskie w 2004 r. – Oglądanie tych igrzysk dało mi motywację do uprawiania sportu i chociaż był to powrót do przeszłości, było to także spojrzenie w lepszą przyszłość, ponieważ dotarłem na basen, o którym zawsze marzyłem – tłumaczy.

Przez większą część 2015 r. rano pływał, popołudniami grał w koszykówkę na wózkach, a następnie pracował w kawiarni do późnego wieczora. W tym samym roku otrzymał status uchodźcy i pozwolono mu pozostać w Grecji. Treningi na pływalni przyniosły skutek. Na początku 2016 r. zdobył dwa medale na mistrzostwach Grecji w Para Swimming. Ludzie zaczęli na niego zwracać większą uwagę. - Lokalni dziennikarze zaczęli pisać o tym, jak uchodźca ranny w wojnie syryjskiej przybył do Aten i tutaj trenował – mówi Al Hussein. - Chciałem im powiedzieć, jak ważny był sport, który pomógł mi zintegrować się z greckim społeczeństwem, a także mentalnie poradzić sobie ze wszystkim, przez co przechodziłem - dodaje.

Miesiąc później ONZ i Grecki Komitet Paraolimpijski, które chciały podnieść świadomość sytuacji uchodźców w tym kraju, poprosiły Al Husseina, aby niósł znicz olimpijski na początku podróży z Aten do Rio, miasta-gospodarza w 2016 r. Z wdzięcznością przyjął tę propozycję. Powiedział potem, że "choć byłoby to niemożliwe", pokazał, "co mogą osiągnąć uchodźcy".

Poruszony jego niesamowitą podróżą, zaledwie 10 dni później Międzynarodowy Komitet Paraolimpijski zaproponował Al Husseinowi miejsce w pierwszej "Niezależnej Drużynie Paraolimpijskiej". W Rio startował na 50 i 100 metrów stylem dowolnym.

"Moim przesłaniem dla uchodźców na całym świecie jest, aby nigdy się nie poddawać"

Dziś Al Hussein ma 32 lata i jest chętny do występu i rozpowszechniania historii, którą zaczął opowiadać pięć lat temu. – Tokio to ważny moment dla jedności i nadziei, ale moim przesłaniem dla uchodźców na całym świecie jest, aby nigdy się nie poddawać – mówi Al Hussein, który w czwartek weźmie udział w wyścigu na 100 m stylem klasycznym podczas igrzysk paraolimpijskich w Tokio. - Podczas mojej podróży było wiele cierpienia, ale mam nadzieję, że ludzie, którzy mnie widzą lub czytają o mnie, zdają sobie sprawę, że nawet jeśli jesteś uchodźcą lub jesteś niepełnosprawny, życie się nie zatrzymało. Bez względu na to, z jakimi trudnościami zmagasz się w życiu, wciąż jest tyle dobrego, co możesz zrobić i tak wiele osiągnąć - kończy Al Hussein.

Więcej o: