Mistrzyni olimpijska mogła startować dla Polski. "Babcia nauczyła mnie hymnu"

Dominik Senkowski
Jeszcze rok przed igrzyskami łączyła wioślarstwo z pracą w odzieżowej sieciówce. W Tokio Kasia Gruchalla-Wesierski - Kanadyjka z polskimi korzeniami - sięgnęła jednak po historyczne złoto. Na podium mogłaby jednak odśpiewać i polski hymn. - Uczyła mnie go babcia - opowiada Sport.pl.

Śledzę zawody wioślarskie w Tokio, czekając na występ kolejnych reprezentantów naszego kraju. Słyszę, że w finale "ósemek" zwyciężyły Kanadyjki, a wśród nich m.in. Kasia Gruchalla-Wesierski. Polsko brzmiące imię i nazwisko sprawiają, że postanowiłem odezwać się do złotej medalistki.

Zobacz wideo "Nie ukrywam, że chciałabym wystartować na igrzyskach w Paryżu"

Fajnie mieć tak popularne imię

- Rodzina mojego taty ma polskie podchodzenie. Trochę rozumiem po polsku, ale nie mówię zbyt wiele w tym języku. Z kolei rodzina mamy jest z Włoch. Moje imię jest całkowicie polskie. Nawet na igrzyskach zaczepiali mnie sportowcy z Polski i mówili: "Masz polskie imię!". Fajnie mieć tak popularne imię w Polsce. Mama nie chciała mnie nazwać "Katarzyna", by w Kanadzie nie mieć większych problemów z wymową imienia. Dlatego zostało "Kasia", to lepsza opcja - śmieje się 30-letnia Gruchalla-Wesierski.

Rozmawiamy po angielsku. Dowiaduję się, że dziadkowie zawodniczki ze strony jej taty emigrowali po drugiej wojnie światowej do Londynu, a następnie do Kanady. - Mój tata urodził się w Toronto. Zawsze miałam sporo związków z Polską. Moje najlepsze przyjaciółki z liceum miały polskie korzenie. Byłam w Polsce cztery razy, m.in. w Zakopanem. Gdy dwa lata temu startowałam w Poznaniu na zawodach wioślarskich, przyjechał także mój tata. Pokazał mi okolice Poznania, gdzie urodził się mój dziadek. To było wspaniałe przeżycie. Choć nie porozumiem się za bardzo po polsku, w miarę dobrze znam polski hymn. Uczyła mnie go babcia - opowiada mistrzyni z Tokio.

Wybór reprezentacji

Czy Gruchalla-Wesierski myślała kiedyś o tym, by reprezentować Polskę? - Mój tata to sugerował, Polska ma bardzo bogate tradycje wioślarskie. Myślałam o wszystkich opcjach, ale moim marzeniem było reprezentowanie Kanady. Tam się urodziłam. Ale przyznam, że występy dla Polski przeszły mi przez myśl - przyznaje.

A czy polski związek wioślarski kiedykolwiek się do niej odzywał? Nie. Nie wiem nawet, czy wiedzieli o moich polskich korzeniach. Szkoliłam się w ramach kanadyjskiego systemu - tłumaczy.

Gruchalla-Wesierski zaczęła uprawiać wioślarstwo dopiero siedem lat temu, a dziś już świętuje olimpijskie złoto. - Rzeczywiście ten okres nie trwał długo, ale pamiętajmy, że jestem sportowcem od piątego roku życia. Uprawiałam wiele dyscyplin: nie tylko narciarstwo, ale także pływanie, kolarstwo, piłkę nożną. Te wszystkie aktywności przygotowywały mnie do późniejszych startów na wiosłach - wskazuje.

Przerwana kariera narciarska

Do 17. roku życia Gruchalla-Wesierski była skupiona na narciarstwie alpejskim. Wszystko zmieniła kontuzja, Kanadyjka złapała nogę. - W 2007 r. zakończyłam karierę narciarską. Nie wiedziałam, co dalej ze mną. Wioślarstwem zainteresowałam się dopiero sześć lat później. Poszłam drogą mojej koleżanki z liceum, która też zaczynała od nart, a później startowała na wiosłach - przyznaje.

- Po tym, jak złamałam nogę, nie myślałam, że kiedykolwiek wystartuję na igrzyskach, nie mówiąc o złotym medalu. Obawiałam się, że to może być mój koniec z profesjonalnym sportem. Dostałam jednak drugą szansę od życia i nie chciałam jej zmarnować - mówi.

Kajetan Duszyński na mecie w Memoriału Wiesława Maniaka w Szczecinie"Kajetano Kapitano" odpalił rakietę! Kapitalny bieg dwóch złotych medalistów IO

Praca poza łódką

Kanadyjska "ósemka" wywalczyła kwalifikację olimpijską w 2019 r., zajmując czwarte miejsce na mistrzostwach świata w Austrii. To był pierwszy wioślarski sukces Gruchalli-Wesierski na arenie międzynarodowej. Dwa lata później zadebiutowała na igrzyskach w Tokio. Zanim wywalczyła złoto w Japonii, łączyła wiosła z pracą w firmie odzieżowej Lululemon.

- Pracowałam na część etatu do stycznia 2020. Wtedy zdecydowałam, że skupiam się wyłącznie na wioślarstwie. Potrzebowałam wsparcia, zwłaszcza że przed igrzyskami nie miałam wielu wyjątkowych wyników. W czasie pandemii mogłam wrócić do stypendium i zyskałam dużo komfortu. Zawsze potrzebowałam czegoś obok wioślarstwa. Byłam w firmie Lululemon przez półtora roku. Bardzo mi pomogli - przyznaje.

40 dni przed rozpoczęciem igrzysk Gruchalla-Wesierski zaliczyła wypadek na rowerze. Na tyle poważny, że jeden z lekarzy zasugerował, że może zapomnieć o występie w Tokio. - Usłyszałam, że przez rok nie będę mogła startować i mam szczęście, że żyję. To nie był mój osobisty lekarz ze związku. Mimo to miałam obawy. Zyskałam dzięki temu świadomość, jak dużym sukcesem był mój medal olimpijski, biorąc pod uwagę takie problemy na końcu przygotowań do igrzysk - wskazuje.

Kamil Stoch trafił na stół operacyjny. 'Przypadłość skoczka...'Michal Doleżal przekazał świetne informacje ws. Kamila Stocha

Wyjątkowy sukces Kanady

W Tokio Gruchalla-Wesierski wraz z koleżankami z osady zdobyły pierwszy złoty medal w wioślarstwie dla Kanady od 1992 r. - Nie mogłam uwierzyć, że udało nam się tego dokonać. Jestem dumna z drużyny. Wierzyłyśmy w siebie przez cały rok, ale nie oczekiwałyśmy złotego medalu. Wiedziałam, że jesteśmy w stanie popłynąć w Japonii po dobry wynik - mówi.

Kanadyjczycy są zachwyceni sukcesem wioślarek. Po powrocie do kraju czekały na nie tłumy kibiców na lotnisku. - Reakcja fanów jest niesamowita. Słyszałam wiele razy głosy, że wioślarstwo umiera w Kanadzie. Przyszłość tej dyscypliny była bardzo niepewna. To się teraz zmieniło. Ludzie znów docenili wiosła, wiedzą, że możemy być najlepsi. Dla mnie to najważniejsze, że tym złotym medalem uświadomiliśmy kibicom, że nasze wioślarstwo nadal żyje - kończy Gruchalla-Wesierski.

Więcej o: