"Zrobiłem sobie selfie przed katedrą i zacząłem otrzymywać groźby na tle religijnym"

Dominik Senkowski
Sportowcy z olimpijskiej reprezentacji uchodźców nie zdobyli w Tokio medalu, ale zdobyli serca kibiców na całym świecie. - Najważniejsze jest, że MKOl daje nam nową szansę, by skupić się na sporcie. Uciekłem z Iranu, nie mógłbym reprezentować ojczyzny - mówi nam jeden z zawodników.

Za początek obecnego kryzysu migracyjnego uznaje się 2015 rok. Kilkanaście miesięcy później olimpijska reprezentacja uchodźców zadebiutowała na igrzyskach w Rio de Janeiro. Kadra liczyła wtedy 10 sportowców. Po pięciu latach w Tokio udało się wystawić aż 29 zawodników.

Zobacz wideo

Morhad Amdouni"Największy dupek igrzysk". Maraton, upał i wtedy do akcji wkroczył Amdouni

Reprezentanci ROT (Refugee Olympic Team) nie zdobyli w Tokio medalu, ale zdobyli serca kibiców na całym świecie. W ich przypadku najważniejsza jest zasada wygłoszona przez Pierre de Coubertina, ojca nowożytnego ruchu olimpijskiego, który powiedział kiedyś: "Istotą igrzysk nie jest zwyciężyć, ale wziąć nich udział. Nie musisz wygrać, bylebyś walczył dobrze".

Spośród 29 zawodników siedmiu startowało w lekkoatletyce, jeden w badmintonie, dwóch w boksie, jeden w kajakach, dwóch w kolarstwie, sześciu w judo, dwóch w karate, jeden w strzelectwie, dwóch w pływaniu, trzech w taekwondo, jeden w podnoszeniu ciężarów i zapasach. Historia każdego z nich dowodzi, że nigdy nie można się poddawać.

Z Syrii przez Bałkany do Niemiec

Alaa Maso ma 20 lat i urodził się w Aleppo. Tam od czwartego roku życia ojciec uczył go pływać. Został jego pierwszym trenerem. W Tokio Maso startował na dystansie 50 m stylem dowolnym. Odpadł po pierwszym biegu, ale i tak jest szczęśliwy. - To najważniejsza impreza mojego życia. Jestem trochę rozczarowany, że nie byłem w stanie pobić rekordu życiowego. Zdobyłem jednak wielkie doświadczenie i nauczyłem się tyle, że jeśli będę miał jeszcze kiedyś szansę wystartować na igrzyskach, poprawię się - mówi Maso w rozmowie ze Sport.pl.

Do reprezentacji uchodźców dołączył pod koniec 2019 roku. Cztery lata wcześniej jego rodzina zdecydowała się uciekać z Syrii, w której od 2011 roku trwa wojna domowa. Bezpośrednim powodem tej dramatycznej decyzji był fakt, że jego młodszy brat osiągała pełnoletność i mógł już zostać powołany do wojska. Ucieczka z Syrii nie była łatwa. - Zanim dotarłem do Niemiec, gdzie mieszkam, podróżowałem przez kilka krajów, m.in. Turcję, Grecję, Serbię i Austrię - wspomina. Od pięciu lat jego dom jest w Hanowerze.

- Nigdy nie poddawaj się, walcząc o to, w co wierzysz. Jeśli tylko masz wiarę, że możesz osiągnąć swój cel, trzeba czekać. Nigdy nie wiesz, kiedy los przyjdzie ci z pomocą - apeluje do innych uchodźców.

Wielka odpowiedzialność

Ahmad Alikaj startował w judo w kategorii 73 kg. Odpadł po pierwszej walce w rywalizacji indywidualnej i drużyn mieszanych (olimpijski debiut tej konkurencji).  - Walka indywidualna nie poszła tak, jak sobie życzyłem. Jednak występ drużyn mieszanych wspominam dobrze. Przegrałem z najlepszym zawodnikiem z Niemiec dopiero w ostatnich sekundach - wspomina.

Alikaj podobnie jak Maso urodził się w syryjskim Aleppo. Zrujnowane miasto stało się symbolem trwającej do dziś wojny domowej. Alikaj także mieszka w Niemczech, ale w Hamburgu. Do judo przyciągnął go ojciec, który był trenerem kadry narodowej Syrii. - Mój udział w igrzyskach ma stanowić przesłanie dla wszystkich uchodźców na całym świecie, aby nie ograniczali swoich ambicji i nie tracili nadziei. Życzę im, by wierzyli, że ich marzenia pewnego dnia się spełnią i dadzą przykład innym - powiedział nam.

Po tym, jak został wybrany do reprezentacji uchodźców na igrzyska w Tokio, Alikaj wydał wspólne oświadczenie wraz z Sandą Aldass i Muną Dahouk, które także są z Syrii i także startowały na igrzyskach w judo. - "Czujemy, że spoczywa na nas wielka odpowiedzialność. Będziemy reprezentować nasz sport, judo, ale także całą społeczność uchodźców. Jesteśmy bardzo dumni. Mamy nadzieję, że miliony uchodźców na całym świecie będą chciały przezwyciężyć swoje trudności w oparciu o to, co osiągnęliśmy" - czytamy.

Jak Alikaj trafił do drużyny uchodźców? - Byłem częścią projektu Międzynarodowej Federacji Judo, który pozwolił nam rywalizować w zawodach międzynarodowych. Dzięki temu mogłem wystąpić dwukrotnie m.in. na mistrzostwach świata. To tam dostrzeli mnie obserwatorzy z Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOI), który jest odpowiedzialny za wyłonienie członków reprezentacji na igrzyska. Wybrano mnie na podstawie moich występów z ostatnich dwóch lat - tłumaczy nam.

Ryszard CzarneckiCo Ryszard Czarnecki robił w Tokio? Już tłumaczy: Dobra wiadomość

Najważniejsze dostać szansę

21. miejsce w kajakarskich "jedynkach" zajął urodzony w Iranie Saeid Fazloula. 29-latek wypadłby pewnie lepiej, gdyby nie pozytywny wynik testu na COVID, który sparaliżował mu ostatnie dni przygotowań do igrzysk. - To nadwerężyło moje ciało i psychikę. Mimo to myślę, że pokazałem, że jestem dobrym zawodnikiem. Pokonałem sześciu kajakarzy, którzy tak jak ja wywalczyli przepustkę do Tokio - mówi w rozmowie ze Sport.pl.

Dlaczego musiał uciekać z ojczyzny? - W 2015 roku byłem na mistrzostwach świata w Mediolanie. Zrobiłem sobie selfie przed katedrą i zacząłem otrzymywać groźby na tle religijnym - przyznaje. Było ich tak dużo, że musiał opuścić Iran. W Niemczech został uznany za uchodźcę politycznego. Tam wrócił do kajakarstwa.

- Najważniejsze jest to, że MKOl daje nam nową szansę, by skupić się na sporcie. Dziękuję za to. Uciekłem z Iranu, nie mógłbym reprezentować mojej ojczyzny. Zdobyłem kwalifikację w Niemczech, ale nie mam niemieckiego paszportu i nie mogłem reprezentować Niemiec na igrzyskach. Możliwość startu w ramach reprezentacji uchodźców bardzo mi pomogła - przyznaje.

Więcej o: