Co Ryszard Czarnecki robił w Tokio? Już tłumaczy: Dobra wiadomość

- Do Tokio przyleciałem jako przedstawiciel ścisłych władz Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Dobra wiadomość: koszty przyjazdu nie są pokrywane przez polskiego podatnika - mówi europoseł PiS Ryszard Czarnecki.

W trakcie ćwierćfinału z Francją (2:3) oklaskiwał polskich siatkarzy. Podczas finałowej wspinaczki Aleksandry Mirosław machał polską flagą i głośno dopingował. Choć w teorii igrzyska były dla kibiców zamknięte, Polska miała w Tokio swojego przedstawiciela – w osobie Ryszarda Czarneckiego.

Zobacz wideo Kto nowym prezesem PZPS? Ryszard Czarnecki wśród kandydatów

Europoseł PiS kilkakrotnie był pokazywany przez realizatora olimpijskich transmisji – w biało-czerwonej maseczce, olimpijskiej koszulce i z flagą. Obecność w Tokio tłumaczył serwisowi Sportowe Fakty.

– Do Tokio przyleciałem jako przedstawiciel ścisłych władz Polskiego Komitetu Olimpijskiego. MKOl zaprosił przedstawicieli narodowych komitetów, ja przyleciałem wraz z innymi członkami prezydium i zarządu PKOl – mówił. "Pan jest członkiem tego zarządu?" – dopytywał dziennikarz. – Tak, od czterech lat. Wszedłem do niego jako przedstawiciel Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Od trzech lat jestem w prezydium PKOl – dodawał Czarnecki.

Na początku sierpnia pojawiła się informacja, że Czarnecki w Tokio przebywa jako przedstawiciel Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Polityk jest wiceprezesem PZPS ds. międzynarodowych od 2018 r. Rzecznik PZPS Janusz Uznański zaprzeczył jednak, by Czarnecki był w Tokio członkiem ich delegacji.

– W Tokio, poza tym, że byłem obecny na zawodach sportowych, miałem szereg spotkań o charakterze dyplomatycznym. Między innymi będę miał rozmowę z ministrem sportu Turcji. Turcja jest ważnym krajem dla siatkówki, zwłaszcza kobiecej. Nie chcę jednak zdradzać agendy tego spotkania przed jego rozpoczęciem. To byłoby niewłaściwe – zdradzał w niedzielę Czarnecki.

"Zaproszenie na igrzyska dostali wszyscy Członkowie Prezydium Zarządu PKOl i każdy z nich, który wyraził taką chęć, wyjechał do Japonii. To praktyka od lat obowiązująca w PKOl i innych Narodowych Komitetach Olimpijskich" – informował PKOl w komunikacie dla Onetu.

Polityk dodał jednak, że za jego pobyt w stolicy Japonii nie zapłacił polski podatnik.

Więcej o: