"Jak do tego doszło? Nie wiem". A my wiemy! Polska stała się potęgą

Łukasz Jachimiak
9 z 14, czyli 64 procent - tyle polskich medali na igrzyskach olimpijskich w Tokio zdobyli lekkoatleci. To historyczny rekord chyba już nie do pobicia! "Jeszcze nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak nielicznym" - aż chce się cytować Winstona Churchilla. Choć Dawid Tomala woli inny cytat. - Jak do tego doszło? Nie wiem - śmieje się mistrz olimpijski. A my wiemy.

Najpierw powspominajmy. Tokio 1964: pięknie biegała i skakała Irena Kirszenstein jeszcze nie Szewińska. Znakomicie współpracowały nasze sztafety. Wspaniale skakał Józef Szmidt. I polscy lekkoatleci, jak na Wunderteam przystało, zdobyli osiem olimpijskich medali. Dwa złote, cztery srebrne, dwa brązowe.

Zobacz wideo Polski boks czeka na medal olimpijski od 1992 roku. "Potrzebne są systemowe zmiany"

Caeleb Dressel i Emma McKeonIgrzyska w Tokio mają Cesarza i Cesarzową! Państwo Młociarstwo zaszalało

O powtórce nawet nie marzyliśmy. Tymczasem na igrzyskach Tokio 2020 dostaliśmy więcej niż spełnienie marzeń. Cztery złota, dwa srebra, trzy brązy - w sumie dziewięć medali. Popis, dominacja. Lepsi od polskich lekkoatletów byli tylko Amerykanie i minimalnie Włosi oraz Kenijczycy.

Tokio - tabela medalowa z lekkiej atletykiTokio - tabela medalowa z lekkiej atletyki screen

Robert Korzeniowski podaje dane, w które aż trudno uwierzyć

W tej tabeli nie widać Francji. Jest 31. Zdobyła jeden medal - srebro wywalczył dziesięcioboista Kevin Mayer. Tymczasem świetnie znający tamtejsze realia Robert Korzeniowski (czterokrotny mistrz olimpijski w chodzie) przekazał nam, że we Francji lekkoatletykę trenuje 300, a w Polsce - tylko 10 tysięcy ludzi.

My wykorzystujemy na 100 procent wszystko, co mamy. Tak, medale w Tokio mogli zdobyć jeszcze Marcin Lewandowski (wielka szkoda, że kontuzja łydki nie dała mu dobiec do mety półfinału 1500 metrów) czy Piotr Lisek. Ale generalnie nasza królowa sportu od paru ładnych lat ma tę piękną cechę, że tu nasz faworyt wygrywa, tu nasz kandydat do niespodzianki ją sprawia, tu nasz młody-zdolny uczy się tak pilnie, że szybko zmienia się w młodego i już utytułowanego.

Kiedyś się kisili, teraz są światowcami

Jak to działa? - Rozwijamy się, jesteśmy coraz lepsi. Nie mamy kompleksów, normalnie pracujemy, mamy wszystko dobrze poukładane, dlatego tak nam idzie - mówił nam Tomasz Majewski trzy lata temu, po mistrzostwach Europy w Berlinie. Tam z 12 medalami (7 złotych, 4 srebrne i 1 brązowy) zajęliśmy drugie miejsce w końcowej klasyfikacji. Za Wielką Brytanią (w Tokio jej lekkoatleci wywalczyli trzy srebra i trzy brązy).

- Po gwiazdach przychodzą następni, uczą się. Mamy dobrą koniunkturę, coraz więcej dobrych zawodów, jest gdzie startować. Zawodnicy więcej też startują na świecie, czego kiedyś brakowało. Jeszcze kiedy byłem zawodnikiem, to my się głównie kisiliśmy we własnym sosie, na duże mityngi jeździło niewielu ludzi od nas. Teraz szeroko wysyłamy ludzi, oni startują, zdobywają doświadczenie i dzięki temu później bez kompleksów walczą w imprezach głównych - tłumaczył dalej wiceprezes Polskiego Związku Lekkoatletyki, a chwilę wcześniej dwukrotny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą.

Allyson FelixZaszła w ciążę, wtedy gigant ją zdradził. W Tokio stała się najwybitniejsza w historii

Oni już wcześniej nauczyli się zdobywać medale

To wszystko prawda. To wszystko wprowadziliśmy na jeszcze wyższy poziom. Do Tokio pojechała kadra ludzi świetnie przygotowanych i pewnych swoich umiejętności. Mieliśmy w niej aż 29 medalistów mistrzostw świata i Europy.

Miał rację szef misji olimpijskiej Marcin Nowak, kiedy przed igrzyskami przekonywał na Sport.pl, że tacy ludzie - wiedzący już jak szturmować podium - w Tokio będą umieli wykorzystywać swoje szanse.

- Wiem, jak ważne jest dla sportowca, że już ma jakiś medal - podkreśla Majewski. Były mistrz dobrze wie również, jak ważne jest, że sportowcy mają dobre kontrakty. A prawie cała czołówka naszych lekkoatletów jest wspierana przez najbogatszą polską firmę, czyli Orlen. Coraz zawodników ma też etaty w wojsku.

Dobre zarządzanie. I fala

- Jak do tego doszło? Nie wiem - żartował sensacyjny mistrz olimpijski w chodzie na 50 km, Dawid Tomala. Akurat on do towarzystwa pasował słabo. Jeszcze w grudniu ubiegłego roku trenował po pracy. Po różnych pracach - na budowie, w szkole, w klubie fitness.

Dwaj panowie ze sztafety mieszanej 4x400 metrów - Kajetan Duszyński i Dariusz Kowaluk - też dopiero w Tokio przedstawili się szerszej publiczności. Ta trójka to dowody ciężkiej pracy połączonej z wiarą, że skoro mogą i koledzy i koleżanki, to my też możemy.

- Chyba mamy dobre zarządzanie i idziemy falą, motywujemy się nawzajem, napędzamy się, jesteśmy dobrą drużyną - tak tajemnicę sukcesu tłumaczy Aleksander Matusiński, trener złotych i srebrnych medalistek z Tokio, czyli Aniołków ze sztafet 4x400 m.

Jaką drużynę tworzy lekkoatletyczna polska - widzieliśmy na konkursie Marii Andrejczyk. Oszczepniczka, która między igrzyskami w Rio a tymi w Tokio przeszła cztery operacje, zdobyła srebro. A w klubie medalistów wielkich imprez witali ją m.in. multimedaliści igrzysk, MŚ i ME - Paweł Fajdek, Wojciech Nowicki, Szymon Ziółkowski, Piotr Lisek i wielu innych.

Tokio 2020. Bartosz Kurek po porażce z Francją w ćwierćfinale igrzyskEmocjonalny wpis Bartosza Kurka do kibiców. "Będzie bolało"

Afer(k)a o fizjoterapeutę

Srebrna Marysia wywołała w Tokio burzę, skarżąc się, że PZLA nie ułatwił jej drogi po medal. - Nie chciał mi dać fizjoterapeuty, a ja potrzebuję fizjoterapeuty non-stop. Przez ostatnie pięć lat wydawałam wszystkie swoje oszczędności, żeby znaleźć najlepszych specjalistów w Polsce - usłyszeliśmy.

Ta sprawa jest dowodem, że nie wszystko działa idealnie. Ale też oceniając ją, trzeba zachować spokój. Andrejczyk od igrzysk w Rio była naszą dużą nadzieją na sukcesy. Tam trzech centymetrów zabrakło jej do brązowego medalu. Ale też w kolejnych sezonach żadnego medalu międzynarodowej imprezy nie zdobyła (nie ze swojej winy - miała problemy ze zdrowiem), a związek jasno ustalił zasady - najlepsze warunki dla gwiazd. I właśnie to próbował w tej trudnej sytuacji z wicemistrzynią olimpijską tłumaczyć na Sport.pl dyrektor sportowy PZLA, Krzysztof Kęcki.

Wstaliśmy z trawników

Ktoś powie, że to afera? Afery to mieliśmy kilkanaście lat temu. Na igrzyskach w Pekinie w 2008 roku na terenie wioski olimpijskiej znaleziono pijanego wiceprezesa PZLA, który spał na trawniku. Działacza trzeba było wysłać do Polski na wytrzeźwienie.

Tam nasi lekkoatleci zdobyli dwa medale - złoty Tomasz Majewski w pchnięciu kulą i srebrny Piotr Małachowski w rzucie dyskiem. To i tak był niezły wynik dyscypliny na tle innych sportów. Na tamtych igrzyskach Polska zdobyła 11 medali. Czyli lekkoatleci wywalczyli 18 proc. medalowego dorobku całej kadry.

W Tokio ten procent wynosi aż 64. Nigdy, na żadnych igrzyskach, żadna dyscyplina nie zrobiła dla całej polskiej kadry czegoś takiego. Nie licząc oczywiście igrzysk Londyn 1948, gdzie mieliśmy tylko jeden medal - brąz w boksie.

Dzieci patrzą i podziwiają

Na koniec kilka słów o przyszłości - od kilku lat działa w Polsce program "Lekkoatletyka dla każdego", który związek skierował do uczniów szkół podstawowych. Przybywa też obiektów, na których lekkiej atletyki można się uczyć. I coraz więcej dostajemy wielkich imprez, których organizacja i których wygrywanie zapewnia promocję dyscypliny. Również wśród dzieci, które patrzą, podziwiają i też chcą być jak Justyna Święty-Ersetic czy Patryk Dobek. Albo jak młociarze. Tak, warto być jak oni.

Polska lekkoatletyka z każdym rokiem przyspiesza. To się naprawdę dzieje. Pewnie też dlatego, że z naszej drogi usuwane są dopingowe przeszkody przez lata stawiane przez nieuczciwych rywali. Ale to już opowieść na inny, długi tekst.

Więcej o: