Złoto, srebro i koniec Aniołków Matusińskiego? "Zaraz będziemy płakać"

Łukasz Jachimiak
- Ja bym chciał, żeby one były szczęśliwe - mówi Aleksander Matusiński. Trenera mistrzyń i wicemistrzyń olimpijskich ze sztafet 4x400 metrów pytamy czy po igrzyskach w Tokio pożegna się z kilkoma zawodniczkami.

Natalia Kaczmarek, Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik i Justyna Święty-Ersetic zdobyły ostatni, 14., medal dla Polski na igrzyskach olimpijskich w Tokio. Aniołki Matusińskiego zajęły drugie miejsce w sztafecie kobiet. Tydzień wcześniej razem z Dariuszem Kowalukiem, Karolem Zalewskim i Kajetanem Duszyńskim sprawiły sensację, wygrywając sztafetę mieszaną 4x400 m, przy okazji bijąc dwa razy rekord Europy i olimpijski.

Zobacz wideo Polski boks czeka na medal olimpijski od 1992 roku. "Potrzebne są systemowe zmiany"

Tokio 2020. Bartosz Kurek po porażce z Francją w ćwierćfinale igrzyskEmocjonalny wpis Bartosza Kurka do kibiców. "Będzie bolało"

Łukasz Jachimiak: Jak się Pan czuje jako trener mistrzyń i wicemistrzyń olimpijskich?

Aleksander Matusiński: Czuję się z tym wspaniale. Przez lata mieliśmy w głowach medal olimpijski, bo dziewczyny zdobywały medale mistrzostw świata i mistrzostw Europy, robiły wiele dla kraju, ale to, co najważniejsze robi się na igrzyskach. Tylko medalem olimpijskim, i to najlepiej złotym, przechodzi się do historii.

Dociera już do Pana, że dziewczyny będą legendami polskiego sportu? Więcej medali olimpijskich wybiegały tylko Irena Szewińska i Teresa Ciepły.

- Tak. Dla mnie one są najlepsze. To fantastyczne walczaki. My mieliśmy w tym roku tak dużo perypetii zdrowotnych, każda się borykała z kontuzjami, przeszkadzał nam covid, a one z tego wszystkiego wyszły obronną ręką i pokazały wielkie serca do walki. Osiągnęły więcej niż papier mówił, że mogą osiągnąć.

Co mówił papier?

- Że w sztafecie kobiet będzie walka o brąz. Ale dziewczyny się nastawiły na walkę z Jamajkami o srebro i tę walkę wygrały. A chciały walczyć nawet z Amerykankami, choć to na razie tylko iluzja, że można. Najważniejsze, że dziewczyny nie chciały się zadowolić brązem. Były nastawione tak, że każda z nich pobiegła idealnie. Nie na 100, a na 1000 procent.

Jak to zrobiliście, że po igrzyskach w Rio de Janeiro przez pięć kolejnych lat zdobyliście medale na wszystkich mistrzostwach świata, mistrzostwach Europy i teraz na igrzyskach?

- Rio nas zdecydowanie zabolało. Gdyby dziewczyny pobiegły w Rio w finale to samo, co w eliminacjach, to już tam mielibyśmy medal i spokojne dusze. Wtedy do następnych zawodów podchodzilibyśmy spełnieni. Medalu nie było, więc nie było spełnienia. Nie było go nawet po tym, jak tu, w Tokio, dziewczyny zdobyły złoto w sztafecie mieszanej. Po tym wielkim sukcesie starałem się im przekazać, że one tu przyjechały po medal w sztafecie 4x400 metrów i że to jest nadal nasz cel. Dziewczyny też czuły, że złoto w miksie nie ma znaczenia. Super, przeszły do historii, ale też tamta sztafeta przeszła do historii. Mistrzynie olimpijskie odcięły się od tego, że nimi są i dalej walczyły dla siebie i dla Ani Kiełbasińskiej. Dla siebie o kolejny medal, a dla Ani o pierwszy. Ona super pobiegła w eliminacjach, ale - niestety - w finale nie biegała. To nie są łatwe sytuacje. Moje decyzje są bardzo trudne, czasami bardzo kontrowersyjne. Natomiast ja zawsze widzę na końcu sukces albo optymalizację możliwego sukcesu. W tym wypadku wszystko się udało. Ania też jest usatysfakcjonowana. Nie biegła w finale, ale bez jej udziału w eliminacjach nie byłoby medalu. Wtedy Natalia Kaczmarek nie byłaby wypoczęta i nie pobiegłaby tak świetnie. Dzięki zmianom wszyscy mieliśmy spokojne głowy.

Abdi Nageye motywuje swojego kolegę Bashira Abdiego na IO w Tokio. Źródło: twitterTuż przed metą maratonu Nageeye się odwrócił. "Miał tylko jedną myśl w głowie"

Przez lata doprowadził Pan do sytuacji, w której ma kłopot bogactwa.

- Tak, chociaż bardzo nam brakuje Patrycji Wyciszkiewicz. Dwa lata temu na MŚ w Dausze pobiegła w sztafecie poniżej 50 sekund. Była świetna. To jest przykre, że nie wszyscy mogą stać teraz na olimpijskim podium. O Patrycji pamiętamy, bo jesteśmy jedną drużyną.

Dlaczego ustawił Pan na pierwszej zmianie Natalię Kaczmarek, a na ostatniej Justynę Święty-Ersetic? Natalia jest w tym roku najszybsza, ma złoto mistrzostw Polski, ale bała się kończyć? Pytałem ją i tak mi powiedziała.

- Dla mnie Natalia jest w tej chwili liderką. Jest najlepsza. I moim zdaniem mamy srebro dzięki temu, że Natalia biegła jako pierwsza. Ona nam świetnie ustawiła sztafetę, mogliśmy sobie dalej spokojnie biegać. Jeśli się nie mylę, oddała pałeczkę jako pierwsza.

Jako druga, ale tylko 0,1 s za Amerykanką.

- Ważne, że była wyraźnie przed wszystkimi, którzy chcieli nas gonić. Mogliśmy później spokojnie biegać, spokojnie zmieniać. Nie widziałem innej możliwości ułożenia tej sztafety. Tylko Natalia Kaczmarek mogła tak mocno zacząć. Po biegach indywidualnych [Kaczmarek startowała indywidualnie jako jedyna i odpadła w półfinale] była tak wkurzona, tak agresywna, tak rozeźlona, że źle pobiegła - jej zdaniem źle, bo moim bardzo dobrze, w granicach rekordu życiowego - że dla sztafety oddała całe serce.

Ogólnie bieg dziewczyn wyglądał bardzo pewnie, one ten medal wygrały spokojnie. A ile nerwów Pana kosztowały igrzyska i przygotowania do nich?

- Dużo.

Najwięcej sytuacja z Justyną? Kilka dni przed pierwszymi biegami Justyna płakała w rozmowie z TVP Sport, bała się, że przez kontuzję w Tokio nie wystartuje.

- Z Justyną było źle od zimy, od halowych mistrzostw Europy. Ona tam pobiła halowy rekord Polski i zdobyła srebrny medal, ale miała też naderwanie mięśnia czworogłowego w dwóch miejscach. Zaraz też zachorowała na covid. Z powikłaniami. A miesiąc temu znów naderwała mięsień czworogłowy. Ona nie była w Tokio optymalnie przygotowana. Nie była w formie na swoje wyniki. Ale inne dziewczyny, choć też się borykały z kontuzjami w ostatnich miesiącach, były przygotowane super. I dzięki nim skończyliśmy igrzyska ze złotym i srebrnym medalem, z rekordami Polski, a nawet z rekordem olimpijskim.

Koleżanki zdjęły z Justyny presję?

- Na Justynę rzuciły się media, ale ona jest taką osobą, że dała sobie z tym radę. Oddzieliła to od swojej sytuacji zdrowotnej, skupiła się na tym, żeby wrócić do zdrowia na tyle, na ile mogła i to zrobiła. Justyna od lat daje sztafecie pewność. Jej brak mocno obniżyłby morale. To zawodniczka, która ma nie tylko walory wynikowe, nie tylko super biega, ale też walczy tak, że i bez nogi pobiegnie. Koleżanki to widzą i bardzo Justyny potrzebują. Natomiast wynikowo najlepsza jest teraz Natalia, co jeszcze raz podkreślam.

Bał się Pan na te 7-10 dni przed pierwszymi startami czy Justyna pobiegnie? Zrobiliście wtedy jakieś badania, które tak zdołowały Justynę?

- Ona wtedy wychodziła na trening i robiła go nie w pełni swoich możliwości, ale go robiła. Natomiast na drugi dzień przychodziła i nie potrafiła zrobić rytmu, szybszego biegania. Wtedy ją bolało. To był problem. Ale były też dni, gdy potrafiła pobiec jak najlepsze dziewczyny. Wiedziałem, że jest przygotowana i że ma świetne cechy wolicjonalne, więc byłem przekonany, że mimo wszystko da radę. Plus jeszcze w wiosce olimpijskiej doktor od siatkarzy, Jak Sokal, zrobił USG i wyszło, że Justyna jest po przebytym urazie i że nic się jej nie stanie. Taką dostaliśmy informację. I wtedy się odważyliśmy wejść z mocniejszymi treningami.

Czy kontuzję Justyny mogły spowodować nowe superkolce? Pytam, bo Marcin Lewandowski podejrzewa, że jego łydka nie wytrzymała właśnie biegania w tym sprzęcie.

- Justyna pierwszy raz biegła w tych butach na mistrzostwach Europy w hali i pobiła rekord Polski. Wcześniej ich nie miała. Później w nich trenowała i nie miała problemów ani z łydkami, ani ze stopami. A zarzuty do tych butów są właśnie o kontuzje łydek i stóp.

Co dalej będzie z Waszą sztafetą? Będzie Pan ją dalej prowadził, tylko odmłodzoną?

- Nie wiem, nie rozmawiałem z dziewczynami. Ja mam siłę i chęci dalej tę drużynę prowadzić. Jestem szczęśliwym człowiekiem. Ale teraz wracam do domu, jedziemy z rodziną na wakacje. I wyłączam telefon. Odcinam się od mediów.

Zimą Pan nie da rady. Będzie szaleństwo, pewnie będzie dla Pana tytuł trenera roku.

- Zobaczymy, co będzie, a czego nie będzie.

Złota i srebra na igrzyskach nie wywalczył żaden inny trener.

- Dla mnie najważniejsze było, żeby Iga Baumgart-Witan, Justyna Święty-Ersetic, Gosia Hołub-Kowalik, Natalia Kaczmarek, Ania Kiełbasińska i Patrycja Wyciszkiewicz, która była z nami wcześniej, a której niestety teraz z nami nie ma, żeby te wszystkie dziewczyny były medalistkami olimpijskimi. Dźwignąć coś takiego to jest straszny ciężar. Widzimy, jak strasznie trudno jest zdobyć medal na igrzyskach.

Caeleb Dressel i Emma McKeonIgrzyska w Tokio mają Cesarza i Cesarzową! Państwo Młociarstwo zaszalało

Tak strasznie trudno, że polska lekkoatletyka zdobyła ich dziewięć!

- Nie wiem, jak się stało. Naprawdę! Chyba mamy dobre zarządzanie i idziemy falą, motywujemy się nawzajem, napędzamy się, jesteśmy dobrą drużyną. Ale proszę uwierzyć, medal igrzysk jest bardzo ciężki gatunkowo.

Bo wszystkie wcześniejsze, z mistrzostw świata i Europy, nakładały na Was presję?

- Tak, chociaż ja się od tamtych medali odciąłem. Tak samo jak od niespodziewanego złota w miksie. Powiedziałem dziewczynom, że mają być głodne, że tamtego medalu nie ma. One wiedziały, że muszą zdobyć medal dla Ani Kiełbasińskiej, która była w superformie a przeszła bardzo trudną drogę. Dziewczyny postąpiły tak, jak chciałem. Mogły się czuć usatysfakcjonowane i tylko zaliczyć występ. Ale nie - one są głodne, są zawzięte, zażarte, krwiożercze.

To jak Pan z nimi wytrzymuje?

- Właśnie zrobię sobie długie wakacje, a później zobaczymy, jakie będą ich decyzje.

Na gorąco powiedziały nam, że wycofują wcześniejsze deklaracje i o ewentualnych odejściach będą decydowały za rok.

- Naprawdę? To wy wiecie więcej niż ja.

To teraz poważnie: jeśli zapytają: "Olek, co robić?", to do czego będzie je Pan namawiał? Żeby biegły dalej czy żeby wreszcie pożyły?

- Ja bym chciał, żeby one były szczęśliwe. To jest dla mnie najważniejsze.

Zaraz będziemy płakać.

- Naprawdę zaakceptuję każdą decyzję dziewczyn. Pewnie jeszcze powinny potrenować, bo na fali sukcesu mogą jeszcze więcej zdobyć i ustawić się życiowo, finansowo. Ale to są ich życia i życia ich rodzin. Nigdy bym nie chciał z żadnej z nich wycisnąć wszystkiego.

Więcej o: