Od pierwszych minut to Hamedi dominował w finałowym pojedynku. Reprezentant Arabii Saudyjskiej zaprezentował skuteczne kopnięcie lewą nogą, na skutek którego Ganjzadeh upadł nieprzytomny na matę. Saudyjczyk był przekonany, że w ten sposób wygrał pojedynek i sięgnął po pierwszy w historii swojego kraju złoty medal na igrzyskach olimpijskich.
Po krótkiej naradzie sędziowie podjęli jednak decyzję o dyskwalifikacji Hamediego za hansoku, czyli poważne naruszenie zasad. Później okazało się, że powodem tego był zakaz używania błyskawicznych uderzeń w olimpijskiej wersji karate. Sędziowie tłumaczyli, że tego typu ciosy mogłyby być akceptowane w mieszanych sztukach walki lub w kickboxingu, ale w przypadku karate są one zbyt niebezpieczne.
Zamiast stworzyć nową historię, 23-letni Hamedi opuścił matę we łzach. - Jeśli pytasz mnie, czy się zgadzam, czy nie, oczywiście się nie zgadzam, ponieważ zdobycie złotego medalu było moim marzeniem. Ale jestem zadowolony z osiągniętego przeze mnie poziomu podczas tego występu i akceptuję decyzję sędziów. Nie mam zastrzeżeń. Myślę jednak, że dobrze się zaprezentowałem. To wszystko, co mogę powiedzieć - mówił po pojedynku Saudyjczyk.
Zwycięzca finałowego pojedynku dowiedział się o swoim zwycięstwie poza matą, tuż po odzyskaniu świadomości. Irańczyk niedługo później wrócił na odebranie medalu. - Żałuję, że finałowy pojedynek musiał odbyć się w taki sposób - powiedział.
Srebrny medal Hamediego jest dopiero drugim w historii zdobytym przez sportowca z Arabii Saudyjskiej. Na całe szczęście reprezentant Iranu nie miał za złe swojemu rywalowi nokautującego ciosu. Obaj zawodnicy podczas dekoracji podziękowali sobie za rywalizację.