Sensacyjny mistrz olimpijski z Polski: Trzy lata temu zrezygnowałem. Na budowie było ciężko

Dominik Senkowski
Dawid Tomala zaskoczył wszystkich, zdobywając w Tokio złoty medal olimpijski w chodzie na 50 km. - Trzy lata temu zrezygnowałem z chodu, bo nie miałem pieniędzy na życie. Gdy jechałem teraz do Japonii myślałem, że jeśli nie wyjdzie, to będzie koniec - powiedział Tomala.

To najbardziej zaskakujący medal dla Polski podczas igrzysk w Tokio. Dawid Tomala trzeci raz w życiu wystartował w chodzie na 50 km, bo wcześniej preferował dystans 20 km. Drugi raz doszedł do mety na 50 km i od razu zdobył złoty medal olimpijski. Jak to wytłumaczyć?

Zobacz wideo Polski boks czeka na medal olimpijski od 1992 roku. "Potrzebne są systemowe zmiany"

Gong LijiaoBurza po wywiadzie ze złotą medalistką. "Męska kobieta" to dopiero początek

Zaskoczył starych wyjadaczy

- Powinienem powiedzieć jak w piosence: jak do tego doszło, nie wiem. Nie mam pojęcia, jak to się stało. Starzy wyjadacze, z którymi trenowałem, nie mogą wyjść z podziwu. Zrobiłem swoje, jestem zadowolony. Momentami było bardzo szybkie tempo, porównywalnie z chodem na 20 km - przyznał Tomala.

31-latek jest ostatnim mistrzem Polski na 50 km oraz mistrzem olimpijskim na tym dystansie. Konkurencja wypada z programu kolejnych igrzysk w Paryżu w 2024 roku i innych zawodów. Na przyszłorocznych mistrzostwach świata w USA zadebiutuje chód na 35 km. - Przyjmuję to, co jest. Jest mi żal, bo nie spróbuje już tego więcej. Nie dowiem się, czy bym się utrzymał na tym szczycie. 35 km to kolejne wyzwanie. Żyjemy w świecie transmisji telewizyjnych, mi to nie przeszkadza - przyznał Tomala.

- Nie oglądałem powtórek swojego startu. Nie miałem na to czasu. Wywiady trwały wczoraj zdecydowanie dłużej niż mój start. Aż do wieczora coś się działo. Myślę, że wrócę kiedyś do tego występu. 50 km to wbrew pozorom dystans, na którym potrafi się dużo dziać. Tego już nie doświadczymy, ale zobaczymy, co przyniesie 35 km - powiedział.

Kryscina CimanouskaCimanouska może zmienić reprezentację. "Polskie władze zbudziły się w środku nocy"

Nie będzie musiał wreszcie martwić się o pieniądze

Tomala ma świadomość, że medal zmieni jego życie. - Na razie tak podejrzewam, ale nie wiem, jak będzie. Każdy mi to mówi. Osoby, które zdobyły już medale, powiedziały, że ich życie zmieniło się diametralnie - przyznał. Na pewno zmieni się jego sytuacja finansowa, która dotychczas nie zawsze była różowa. Teraz jako mistrz olimpijski może liczyć na wsparcie ministerialne.

- Bardzo martwiłem się o pieniądze. Bałem się, że nie będę w stanie normalnie żyć. Bez fajerwerków, po prostu żyć i trenować. To było bardzo trudne. Musiałem szukać pracy, pomocy. Teraz będę miał ogromny komfort, którego całe życie nie miałem. Zawsze musiałem walczyć na każdym kroku i było to bardzo męczące. Uwierzcie mi, że gdy jechałem na igrzyska do Tokio, postawiłem wszystko na jedną kartę. Myślałem, że jeśli tutaj nie wyjdzie, to będzie koniec. A teraz jest to początek czegoś nowego - powiedział.

Podobne myśli miał już wcześniej. - Ze 3 lata temu po sezonie, w którym zostałem mistrzem Polski, będąc w czołówce, zrezygnowałem z chodu, bo nie miałem pieniędzy na życie. Poszedłem do pracy, w ogóle nie trenowałem przez pół roku. Pochodziłem wtedy na siłownię, zrobiłem z siebie lekkiego koksa, ogólnie jestem szczupły, ale chciałbym być nieco bardziej umięśniony. Przerwa pozwoliła mi odzyskać świeżość umysłu. Dzięki pracy miałem większy komfort finansowy, nie poddałem się i teraz jestem mistrzem - stwierdził.

Annika SchleuNiemka rozpłakała się, będąc na koniu, a trenerka: "No uderz go dobrze!". Dyskwalifikacja i burza

Pracował na budowie, w szkole

Tomala wymienił, gdzie pracował: na budowie, w fitness klubie, w szkole jako nauczyciel wf-u, jako masażysta oraz trener przygotowania motorycznego. - Były takie dni, że pracowałem po 12 godzin i nie byłem już w stanie wykonać treningu. Kosztowało mnie to dużo zdrowia psychicznego i fizycznego. Przykładowo gdy pracowałem jako masażysta 8 godzin przy kozetce, pojawiał się ból pleców. Na budowie to już w ogóle było ciężko, dźwiganie ciężarów bardzo wyczerpuje. Ale nie wspominam tego źle, to dla mnie doświadczenie, które motywowało mnie jeszcze mocniej do walki. Wiem, ile kosztowało mnie to, by być w tym miejscu, w którym teraz jestem.

Kiedy postawił wszystko na treningi i zrezygnował z pracy? - W grudniu 2020. Wiedziałem, ze mam odłożone pieniądze na przygotowania. To był moment, gdy uznałem, że chce wejść na najwyższym poziom. Nie chciałbym wyjść do dziennikarzy na igrzyskach po starcie i powiedzieć, ze coś mógłbym zrobić lepiej. Wiem, że nawet gdybym nie zdobył tu medalu, nic bym nie mógł zrobić lepiej.

Ostatni taki mistrz

Chód na 50 km odbywał się w oddalonym o 800 km na północ od Tokio Sapporo. Medaliści zostali przetransportowani przez organizatorów na stadion olimpijski w stolicy kraju. - To moje drugie igrzyska, bo pierwsze były w Londynie w 2012 roku. Pierwszy raz jestem na stadionie olimpijskim i odbieram złoto. Jak dostałem medal, myślałem, że się roztopię. Ta wilgotność powietrza niszczy. Myślałem też, że całe życie na to pracowałem i zapisuję się jako ostatni mistrz na 50 km - przyznał.

Co dalej? - Biba - śmiał się nasz mistrz. Po chwili dodał: W głowie mam tylko, żeby odpocząć. Odczuwam skutki startu i treningów. Czuję, że w Polsce będzie jakaś masakra z reakcją kibiców, rodziny, znajomych. Nie wiem, jak będzie, ale spodziewam się niespodziewanego. Zrobiłem taką niespodziankę wszystkim, z jakiej sam nie zdawałem sobie sprawy - kończy.

Więcej o: