Niemka rozpłakała się, będąc na koniu, a trenerka: "No uderz go dobrze!". Dyskwalifikacja i burza

"Niemiecki dramat we współczesnym pięcioboju to teraz także okrucieństwo wobec zwierząt!" - krzyczy w tytule "Bild", który opisuje historię Anniki Schleu. Niemki, która musiała wycofać się z konkursu skoków przez przeszkody. Przez konia, który w kluczowym momencie nie chciał z nią współpracować.

Annika Schleu to pięciokrotna mistrzyni świata. W piątek straciła szanse na olimpijski medal. Niemka po dwóch konkurencjach - pływaniu na 200 m stylem dowolnym i szermiece - przewodziła w stawce. Była już niemal pewna medalu, ale wszystko zmieniło się po skokach przez przeszkody. Tam wylosowała konia Saint Boy, który w ogóle nie chciał z nią współpracować. I zamiast na olimpijskim podium, Schleu wylądowała na 31. miejscu.

Zobacz wideo

Tokyo Olympics Canoe Sprint"Karolina to nasza mamusia, traktuje nas jak swoje córeczki". Polskie medalistki we łzach

Annika Schleu: Przeczytałam w sieci mnóstwo paskudnych wiadomości 

Schleu, będąc już na grzbiecie konia, rozpłakała się i desperacko próbowała uderzać go batem. "Wszystko na próżno" - pisze "Bild" i zauważa, że Niemce próbowała także pomóc jej trenerka Kim Raisner, która podbiegła do płotu i najpierw sama uderzyła konia pięścią, a po chwili tego samego zażądała od Schleu: - No uderz go dobrze! Uderz! - podpowiadała Raisner, która za swoje zachowanie została zdyskwalifikowana i odsunięta od udziału w olimpijskim turnieju pięcioboistek w Tokio.

Od razu pojawiły się zarzuty, że bicie wyraźnie zestresowanego konia to nic innego jak okrucieństwo wobec zwierząt. "Bild" zwraca także uwagę, że Schleu zachowała się niewłaściwie, bo własną nerwowość przeniosła na konia. Po konkursie prezenter ARD Alexander Bommes powiedział w studio, że zachowanie Niemki było niepokojące z punktu widzenia zwierzęcia.

Co na to Schleu? - Przeczytałam już w sieci mnóstwo paskudnych wiadomości na swój temat. Myślę, że dobrze radzę sobie z koniem. Ale to zawsze jest trudne, gdy on jest nieznany, a ktoś inny już na nim siedział wcześniej - odpierała po zawodach zarzuty w rozmowie z Eurosportem.

Święty Chłopiec przyzwyczaić się nie chciał

Saint Boy, czyli - o ironio - Święty Chłopiec, był nieznany Schleu. Ale tak się dzieje, bo pięcioboiści nie startują w zawodach na własnych koniach. Losują je z puli przygotowanej przez organizatorów. Przed zawodami koń i zawodnik mają tylko 20 minut na przyzwyczajenie się do siebie. A Święty Chłopiec przyzwyczaić się nie chciał. Nie tylko do Schleu, ale także wcześniej do rosyjskiego pięcioboisty Gulnaza Gubaydullina, któremu też odmówił pokonania ostatniej przeszkody.

- Widziałam, że Gulnaz miał problemy. Już nawet chciałam odpuścić start, bo też czułam, że to nie będzie miało sensu - mówi Schleu, która ostatecznie wystartowała. I jest teraz za to bardzo krytykowana. Ale nie przez wszystkich, bo Niemkę w obronę biorą też inne pięcioboistki, m.in. jej rodaczka Lena Schoenborn, mistrzyni olimpijska z 2008 roku na igrzyskach w Pekinie. - Byłam zaskoczona, że Annice nie zaproponowano innego konia - powiedziała Schoenborn, która podobną historię przeżywała pięć lat temu na igrzyskach w Rio, gdzie też skończyła jazdę konną z zerową punktacją.

Kolejne złote medale dla Polski? Plan startów na sobotę 7 sierpnia"Tu się dzieją taaakie rzeczy!". Sztafeta 4x400 ma prośbę do kibiców. Bardzo mocny finał

"Konie w pięcioboju są traktowane przedmiotowo"

Oświadczenie wydały też Niemiecka Konfederacja Sportów Olimpijskich (DOSB) oraz Niemieckie Stowarzyszenie Pięcioboju Nowoczesnego (DVMF). Obie organizacje domagają się zmiany przepisów. "Kolejna taka sytuacja pokazuje, że najwyższy czas, by się nad tym pilnie pochylić. W centrum uwagi musi być dobro zwierząt i uczciwa rywalizacja dla sportowców" - pisze DVMF, które informuje, że Międzynarodowa Unia Pięcioboju Nowoczesnego (UIPM) dostała już nawet projekt zmiany przepisów, w których miałby zostać dopuszczone starty na własnych koniach.

UIPM - jak pisze "Bild" - jednak broni się przed ich wprowadzeniem. A krytycznych głosów jest więcej. - Pięciobój nie ma nic wspólnego z jazdą konną. Konie są tylko środkiem transportu, z którym sportowcy nie mają żadnego związku. Równie dobrze mogliby startować na rowerze lub hulajnodze - mówi Isabell Werth, siedmiokrotna mistrzyni olimpijska w jeździectwie.

Ma tyle medali co Stoch i Małysz, a nie poznasz jej na ulicy. Ma tyle medali co Stoch i Małysz, a nie poznasz jej na ulicy. "Niedoceniana"

Werth, która zdobyła złoto w drużynowym konkursie ujeżdżenia w Tokio, kontynuuje: -  Na krótko przed zawodami w pięcioboju konie są wwożone na stadion. Żaden jeździec ich wcześniej nie widział. Czyli nie jest to rozwinięta relacja. A ta jest konieczna w sporcie z tak wrażliwymi istotami, które w pięcioboju są traktowane przedmiotowo, jak zwykły środek do celu.

O tym, że jazda konna to najbardziej loteryjna konkurencja w pięcioboju nowoczesnym przekonała się też na tych igrzyskach Anna Maliszewska. Polka ostatecznie zajęła 20. miejsce, a marzeń o medalu pozbawił ją niezbyt posłuszny koń Discastino. Po złoto w olimpijskiej rywalizacji w pięcioboju nowoczesnym (pływanie, bieg przełajowy, strzelanie, szermierka oraz jeździectwo) sięgnęła Brytyjka Kate French. Srebro przypadło Litwince Laurze Asadauskaite, a brąz Węgierce Sarolcie Kovacs.

Więcej o: