Piłko nożna - patrz, tak można! "Do kryminału by mnie zamknęli"

Łukasz Jachimiak
Karolina Naja, Anna Puławska, Justyna Iskrzycka i Helena Wiśniewska mówią dzień dobry Polsko i prezentują brązowe medale olimpijskie! Nasza kajakarska czwórka dopłynęła tam, gdzie przez lata nie mogła. Cztery razy Polki kończyły igrzyska na czwartych miejscach. Skoro nie mogły liczyć na szczęście, to trener wprowadził reformy, którymi mógłby się zainspirować nasz futbol.
Zobacz wideo "Jeśli Fajdek zmieni szlafrok na habit, to wystartuje na IO w 2032 roku"

Na trze Sea Forest Waterway na zmianę lało i popadywało. Tuż przed finałem czwórek raczej popadywało. Idąc na trybunę prasową spotkałem trenera Kryka. Zapytałem, czy deszcz może naszym kajakarkom w czymkolwiek przeszkodzić. - To nie ma znaczenia. Trenowaliśmy i w takie burze, że jakbyście to sfilmowali, to do kryminału by mnie zamknęli! - uśmiechnął się trener.

Tej czwórce nic nie mogło przeszkodzić. Szybciej od niej popłynęły tylko Węgierki i Białorusinki. Nasze dziewczyny wiedziały, że w końcu dogonią tu medal w najbardziej prestiżowej konkurencji.

W trakcie dekoracji trener planował kolejną dekorację

Cztery dni temu Naja i Puławska zdobyły srebro w dwójce. Kiedy szykowały się do medalowej dekoracji, Iskrzycka i Puławska były już w drodze do wioski olimpijskiej. - Dwójka to już historia. Już ją chowamy do pokrowca i zajmujemy się czwórką. Tak, nie pozwoliłem dziewczynom obejrzeć dekoracji koleżanek. Powiedziałem im, że zobaczą sobie w telewizji, żeby już jechały do wioski odpoczywać, bo już są po dwóch treningach - mówił nam wtedy Tomasz Kryk.

Czy przesadzał? No nie przesadzał. Ani trochę nie przesadzał! W najbardziej prestiżowym kajakarskim wyścigu liczą się tylko te drużyny, które wytrzymają naprawdę morderczy sprint. 500 metrów to niby nie jest dużo. Ale trzeba je przewiosłować w idealnie równym rytmie i z maksymalną mocą. Żeby tak było, wszystkie cztery kajakarki muszą uderzać swoim wiosłem w wodę po 120, a nawet po 125 razy na minutę. Czyli po dwa razy na sekundę - po razie z każdej strony kajaka. Wyścig trwa prawie 100 sekund. Przemnożyć łatwo - musi być 200 perfekcyjnych ruchów. Ruchów całego ciała, nie tylko rąk. Trener powtarza, że tu nogi są nawet ważniejsze. Pracuje więc całe ciało i nie ma, że boli, że przez zakwaszenie się usztywnia. Nieważne, że pod koniec prawie odcina prąd. Trzeba pójść w trupa. Trzeba i już.

Polki były na to gotowe. Kryk tylko się uśmiechnął, gdy po srebrze dwójki jeden z dziennikarzy powiedział: "Trenerze, czyli nie dał Pan zostać Justynie i Helenie na dekoracji koleżanek, bo liczy Pan, że będą miały swoją dekorację". - Ja tego nie powiedziałem - stwierdził po chwili zastanowienia.

Wielka kumulacja

Jednak nie trzeba było wielkiej umiejętności czytania między wierszami, żeby wyczytać, jak bardzo Kryk nastawił się na tę czwórkę. I jak bardzo nastawiły się jego zawodniczki.

Puławska i Naja ze swojego srebra cieszyły się jak z dobrego dnia w biurze. Nie bardziej. - My kumulujemy emocje, bo przed nami wyścig K4. Jesteśmy bardzo szczęśliwe, ale przed nami jeszcze praca w czwórce, więc wyścig dwójki już wyłączamy - tak brak wybuchu radości tłumaczyła Puławska.

To tak można? W polskim sporcie, w którym sukcesów jest tak mało, że trudno schować radość do kieszeni? - dziwiliśmy się. - Tak trzeba, bo czwórka też jest top - uśmiechała się Ania, olimpijska debiutantka.

Dobra zazdrość nie jest zła

Dzień później ze stołem konferencyjnym w wiosce olimpijskiej Puławska i Naja siadły razem z Anitą Włodarczyk i Malwiną Kopron, które zdobyły dla Polski złoto i brąz w rzucie młotem. Widząc za tym jednym stołem Anitę, trzykrotną złotą medalistkę olimpijską, i Karolinę, wtedy trzykrotną medalistkę olimpijską, zapytałem naszą kajakarkę czy Anicie zazdrości. Wiedziałem, że odpowie szczerze. - Tak, zazdroszczę. Ale to taka dobra zazdrość. Złoto najmocniej pociąga sportowców. To nie tak, że nie doceniam tego, co już zrobiłam. Ale złoto to złoto - powiedziała.

Olimpijskiego złota polskie kajaki nie zdobyły nigdy, chociaż miejsca na podiach zajmują już od 1960 roku. A od roku 1988 nie było igrzysk, z których nasi kajakarze wróciliby bez medalu. Seul, Barcelona, Atlanta, Sydney, Ateny, Pekin, Lonyn, Rio i teraz Tokio - świetna jest ta seria. Ale aż nie do uwierzenia, że żaden z 21 medali nie był z najszlachetniejszego stopu.

Trudno. Nie wybrzydzajmy. Nasze kajaki w końcu na to złoto sobie zapracują. W Tokio kapitalną passę podtrzymała dwójka. Ona stanęła na olimpijskim podium szósty raz z rzędu. Sydney brąz, Ateny brąz, Pekin srebro, Londyn brąz, Rio brąz, Tokio srebro - naprawdę coś pięknego. A czwórka wreszcie zerwała tu ze swoją serią nieszczęść. W Sydney była czwarta, w Atenach czwarta, w Pekinie czwarta, w Londynie oczywiście znowu czwarta, mimo że w półfinale ustanowiła nieoficjalny rekord świata.

Po tych wszystkich przegranych o tysięczne sekundy walkach o podium na igrzyskach w Rio czwórka miała wreszcie popłynąć po swoje. Wszyscy zapowiadali, że jest mocniejsza niż kiedykolwiek. Skończyło się tylko na finale B. Co z tego, że wygranym. - Co ja mam powiedzieć? Jestem załamany, nie wiem co się stało. Nie umiem tego wytłumaczyć, po cichu myślałem o złotym medalu. Kompletnie nie rozumiem tej sytuacji - komentował wtedy dla Sport.pl Kajetan Broniewski, ówczesny sekretarz generalny Polskiego Związku Kajakowego.

"Trzeba było mówić prawdę"

Nikt nie rozumiał, co się stało. W tamtej czwórce siedziały Naja i Beata Mikołajczyk, które kilka dni wcześniej wypływały brąz w dwójce. A razem z nimi wiosłowała Marta Walczykiewicz, wicemistrzyni tamtych igrzysk w jedynce. Tak mocna trójka wspólnie z Edytą Dzieniszewską-Kierklą były skazywane na sukces.

- Wydawało się, że może być tylko bardzo dobrze. Ta czwórka od dawna nie schodziła z podium Pucharów Świata, a ostatni, w Montemor, wygrała - załamywał ręce Broniewski.

- Tak naprawdę teraz, po czasie, można powiedzieć, że to był wstyd, że nie weszłyśmy tam do finału - mówiła nam niedawno Beata Mikołajczyk. https://www.sport.pl/inne/7,64998,26498793,lekarz-postawil-sprawe-jasno-dlaczego-trzykrotna-medalistka.html - Każda z nas wie i trener wie, co się stało. Trzeba było mówić sobie bardziej szczerze, mówić prawdę - dodawała. - Ale zostawmy Rio - prosiła w końcu, zapewniając, że wnioski z tamtej porażki zostały wyciągnięcie.

Piłko nożna! Patrz, tak można!

Przez pięć lat od Rio do Tokio trener Kryk czwórkę odmłodził. Najstarsza jest 31-letnia Naja. Puławska to rocznik 1996, Iskrzycka 1997, a Wiśniewska 1999. Coraz młodsze dziewczyny wsiadają w nasz kajak i dają ogień, bo od coraz młodszych lat są na to przygotowywane.

- W czwórce kluczem jest technika. Dlatego Węgrzy od lat są tak skuteczni. Tam jest inna kultura treningu. Ale ja nie narzekam. Z trenerem juniorek postanowiliśmy ujednolicić styl wiosłowania (piłko nożna - patrz, tak można!). To działa. Już rywalizujemy na treningach, młode dziewczyny już się bardzo szybko uczą - mówił nam trener po srebrze dwójki.

No to się nauczyły. A trener Kryk - oryginał i profesjonalista, jakich w polskim sporcie za mało - ma piąty medal olimpijski. I system szkolenia też na piątkę. Z plusem.

Więcej o: