Polka pobiła rekord świata, ale nie ma medalu. "Zasługiwała bardziej niż ja"

Aleksandra Mirosław zajęła czwarte miejsce we wspinaczce na igrzyskach w Tokio. Do tego pobiła rekord świata w czasówce. - Najśmieszniejsze jest to, że ten czas przyśnił mi się miesiąc temu. To coś, co sobie wyśniłam - śmiała się nasza reprezentantka. Jej wypowiedzi po finale imponują nie mniej niż sam występ.

Do medalu zabrakło jej niewiele. Polka zostawiła po siebie świetne wrażenie. W pierwszej części rywalizacji pobiła rekord świata w czasówce. - Na początku to do mnie nie docierało. Najśmieszniejsze jest to, że ten czas przyśnił mi się miesiąc temu. Dokładnie 6,84 s. Wyobrażałam sobie później ten wynik. Bardzo się ucieszyłam, jak go zobaczyłam. To coś, co sobie wyśniłam - śmiała się Aleksandra Mirosław.

Zobacz wideo Polski boks czeka na medal olimpijski od 1992 roku. "Potrzebne są systemowe zmiany"

Maria Andrejczyk uderza w PZLA po medalu w Tokio. Mamy odpowiedź związkuMaria Andrejczyk uderza w PZLA po medalu w Tokio. Mamy odpowiedź związku

-To fajne uczucie. Tym bardziej, że jest to też historyczny rekord olimpijski, pierwszy. Zostanie rekordem przez najbliższe trzy lata. Mam nadzieję, że w Paryżu także będę mogła go poprawić - dodała.

Jak Anita Włodarczyk

Rekordy świata w wykonaniu polskich sportowców na igrzyskach nie zdarzają się często. Ostatni taki przypadek to Anita Włodarczyk, gdy w Rio 2016 rzuciła 82,29 m. Teraz w jej ślady poszła Mirosław. - Na ten rekord świata czekałam 10 lat. W 2011 roku zbliżyłam się do niego na 0,1 s. Przez kolejne lata byłam blisko, ale nie udawało się. Dwa lata temu na mistrzostwach świata zabrakło 0,02 s. Tu w Tokio w eliminacjach zabrakło 0,01 s. Wiedziałam jednak, że jestem gotowa, by pobić rekord, a nie ma lepszego miejsca na to niż igrzyska - przyznaje nasza zawodniczka.

Poprzedni rekord świata wynosił 6,96 s. Polka twierdzi, że może być jeszcze szybsza. - Patrzyłam na moją reakcję startową w finale. Miałam 0,23 s, co oznacza, że co najmniej 0,1 s. mogę z tego urwać. Muszę poczekać na mistrzostwa świata w Moskwie - tłumaczyła. Te ruszają już za sześć tygodni. Mirosław jest dwukrotną mistrzynią świata w czasówce.

Odpowiednie nastawienie

Słuchając jej można być dumnym, jak dobre nastawienie do sportu ma reprezentantka Polski. - Nigdy nie myślę o rekordzie. Zawsze myślę, żeby pobiec precyzyjnie i szybko. O rekordzie myślę dopiero po biegu, a nie przed - mówi. A czy żałuje, że nie zdobyła medalu w Tokio? - Akiyo Noguchi bardziej zasługiwała na ten medal niż ja. Jest bardziej doświadczona - odpowiedziała. Ile w niej pokory!

Jednocześnie Mirosław przyznaje, że celem w Tokio było dojście do finału. - Wiedziałam, że finał otwiera wiele dróg w kontekście przygotowań do Paryża. Chodzi m.in. o wsparcie ministerialne. Mimo że nie mam medalu, to rekord świata i czwarte miejsce powinny mi pomóc. Jestem jedyną Polką, która tutaj zakwalifikowała się. Uważam, że zrobiłam dobrą robotę. Jestem z siebie zadowolona. Czwarte miejsce na igrzyskach olimpijskich to duży wynik - przyznaje.

W Paryżu będzie medal?

Dlaczego tak dużo było pytań o igrzyska w Paryżu? Bo wówczas jej koronna konkurencja czasówka będzie samodzielną dyscypliną olimpijską. Nie będzie połączona z bulderingiem i prowadzeniem, w których Polka była w finale olimpijskim dwa razy ostatnia, ósma. Szansa na medal we Francji będzie większa niż w Japonii, a i w Azji jak widać nie brakowało wiele do podium. - Nasza międzynarodowa federacja nie miał jak podjąć innej decyzji. Dostaliśmy jeden komplet medali. Można było albo wybrać jedną z konkurencji albo to połączyć. Wybrano połączenie - wyjaśnia, dlaczego czasówka, która jest tak inna została połączona z pozostałymi elementami wspinaczki.

-Nie liczyłam na spektakularny wynik. Jeśli chodzi o buldering i prowadzenie to moje przygotowania zostały mocno ograniczone przez kontuzję, której doznałam w listopadzie zeszłego roku. Do treningów zaczęłam wracać dopiero w marcu - mówiła.

Imponuje spokojem

Mirosław sprawia wrażenie bardzo uporządkowanej. - Mam 27 lat. Uważam, że w Paryżu będę w dobrym wieku. Powinna być gotowa fizycznie i psychicznie, by walczyć o medale. Czy będę tam czuła presję? Wydaje mi się, że tak do Paryża, jak i teraz do Tokio pojadę z dużymi oczekiwaniami, ale wobec siebie. Myślę, że ta presja z zewnątrz nie będzie aż tak duża, jak moja własna - zapewnia.

Finisz biegu 4x100 m mężczyznWielka sensacja w sztafecie 4x100 metrów! Zadecydowało 0,01 sekundy [WIDEO]

Polka starała się nie przejmować, że występuje na igrzyskach. - Chciałam podejść do tego, jak do każdego innego startu. Wydaje mi się, że bardzo dobrze poukładałam to sobie wszystko w głowie jeszcze przed startem. Duża w tym zasługa mojego trenera. Przyjechałam tutaj spokojna. Wiedziałam, jak jestem w stanie biegać - kończy.

Więcej o: