Rywale prowadzili 41:26. Popovich wziął czas i ruszył amerykański walec

Jeśli ktoś sądził, że po ćwierćfinale z Hiszpanią Amerykanów czeka prosta droga do finału, to się rozczarował. Choć prędzej: oczarował - piękną grą Australii na początku półfinału igrzysk. Ale tylko na początku. Potem Amerykanie po rywalach się przejechali. I do finału awansowali po wygranej 97:78.

O gładkim zwycięstwie w półfinale amerykańscy koszykarze nawet nie marzyli. Pokory nabrali przed wylotem do Tokio, gdy Boomers – to przydomek australijskiej kadry – ograli ich w sparingu 91:83.

Zobacz wideo Nowicki zdobył złoto i wyszedł z cienia Fajdka. "To był dla niego konkurs-marzenie"

To drużyna koszykarzy z wysokiej półki: w NBA grają Patty Mills, Joe Ingles, Matisse Thybulle, Dante Exum. Ale prawdziwymi gwiazdami stają się w dopiero kadrze. Przez Igrzyska mknęli bez porażki, w ćwierćfinale ograli wicemistrzów świata, Argentynę, 97:59. To musi robić wrażenie.

Świetny początek Australii i... tyle

Robiło z pewnością na Greggu Popovichu i jego graczach, ale członkowie USA Team z pewnością nie spodziewali się tak trudnego – przynajmniej na początku – zadania. Australijczycy ćwierćfinałowe starcie zaczęli znakomicie. Nie wystraszyli się rywali. Byli skoncentrowani.

Przede wszystkim w obronie. Odcinali od rzutów najlepszych strzelców: Kevina Duranta, Devina Bookera czy Jasona Tatuma. Dość powiedzieć, że ekipa Popovicha pierwszą trójkę trafiła pod koniec pierwszej połowy, zaczęła od dziewięciu pudeł z dystansu. Takim gwiazdom to nie przystoi.

A Australijczycy byli napędzeni. Wygrywali 16:8, 18:10, 24:18 i 41:26 – po pięknej asyście nad kosz Millsa i wsadzie Jocka Landale’a. Ale wtedy o czas poprosił Popovich. I znalazł sposób, by nakłonić swoich graczy do lepszej gry.

Ostatni fragment pierwszej połowy Durant i spółka wygrali 16:4. W końcu wykorzystując swoje największe atuty: za trzy trafił Booker, nie do zatrzymania był Durant, któremu koledzy pozwalali grać akcje izolacyjne. Australijczycy wyglądali na wyczerpanych.

Czy Słowenia lub Francja zatrzymają USA?

Nie zmienił tego kwadrans przerwy przed trzecią kwartą – to wtedy Amerykanie już nie odskoczyli, a wprost rywalom odjechali. Tę część meczu wygrali aż 32:10. To był prawdziwy popis ich dominacji – w ataku, ale przede wszystkim w obronie. Australijczycy nie mieli już otwartych pozycji, popełniali straty, gubili się pod presją. Czwarta kwarta nic nie zmieniła. A raczej potwierdziła, że Amerykanie na grę w finale zwyczajnie zasłużyli. Gdy Jason Tatum trafił za trzy po dwóch minutach ostatniej części gry, na tablicy wyników były już 23 punkty przewagi jego drużyny. Choć były momenty, gdy gracze z USA delikatnie tracili koncentrację, a Australijczycy zmniejszali przewagę do 18 punktów, to amerykański pociąg odjechał im na dobre. 15 minut świetnej gry i 25 przeciętnej lub bardzo słabej? To na Amerykanów zdecydowanie za mało.

Dla Amerykanów to będzie czwarty kolejny mecz o złoto igrzysk – w Pekinie, Londynie i Rio byli najmocniejsi. Jak będzie w Tokio?

W finale spotkają się z lepszym w starciu Francji ze Słowenią (godz. 13). Ci pierwsi już Amerykanów w Tokio ograli, w barwach tych drugich szaleje Luka Doncić. Może wśród nich odnajdą się tacy, którzy będą umieli powstrzymać USA Team. Australia dawała radę, ale tylko przez (niecałe) dwie kwarty.

Półfinał igrzysk, USA – Australia 97:78 (18:24, 24:21, 32:10, 23:23)

Więcej o: