Prezes polskich żagli wyjaśnia, o co chodziło w proteście Francuzek. "Powrót do historii wojen"

Jolanta Ogar-Hill i Agnieszka Skrzypulec ze srebrem igrzysk w żeglarskiej klasie 470! Wyniki przez chwilę nie były pewne, bo Francuzki złożyły protest. - Możemy wrócić do historii wojen brytyjsko-francuskich. To najlepsze określenie - mówił Tomasz Chamera, prezes Polskiego Związku Żeglarskiego.

- Były nerwy. Skłamałbym, gdybym powiedział, że było inaczej. Bałem się o falstart, inne historie. To był najważniejszy wyścig czterolecia i emocje opanowały wszystkich: kibiców, działaczy także - przyznał Chamera po medalowym wyścigu w klasie 470. Polki zajęły w nim czwarte miejsce, co wystarczyło do srebra olimpijskiego.

Zobacz wideo Królowa jest tylko jedna. "Osiągnięcia Anity Włodarczyk są kosmiczne"

Walka do końca

- Mieliśmy trochę szczęścia, że udało nam się wyprzedzić jeszcze jedną łódkę na ostatnim znaku kursowym. Finalnie mamy srebrny medal, a nie brązowy, na który zanosiło się wcześniej - przyznał.

Przed ostatnim wyścigiem Polki były na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej. Obawialiśmy się, czy nie zostaną wyprzedzone przez Słowenki, bo przewaga nad nimi stopniała z 26 punktów do dziewięciu. Jednocześnie do drugich Francuzek nasze zawodniczki traciły cztery punkty.

W finałowym wyścigu najlepsze były Szwajcarki. Polki na ostatnich metrach wyprzedziły Brytyjki, które skończyły piąte (były już pewne złota). Szóste miejsce zajęły Francuzki, a siódme Słowenki. To sprawiło, że finalnie srebro przypadło Polsce, a brąz dla Francji.

Protest odrzucony

Francuzki odwoływały się. - Protest składały Francuzki na Brytyjki. Rzekomo Brytyjki specjalnie puściły Polki. Jury w ogóle nie uznało tego protestu. Możemy w tym miejscu wrócić do historii wojen brytyjsko-francuskich. To będzie najlepsze określenie - przyznał Chamera.

Nerwy przed środowym wyścigiem medalowym były wyjątkowo duże. Mimo że większość rywalizacji Ogar-Hill i Skrzypulec prezentowały się znakomicie. - Regaty można przegrać pierwszego dnia, ale na pewno nie można ich wygrać. Ta rywalizacja trwa zawsze kilka dni. Emocje były duże. Wczoraj słabszy dzień po wcześniejszych wspaniałych wyścigach. Dzisiaj dziewczyny wróciły do pełni formy. To był doskonale przypilnowany wyścig pod kątem tych zawodniczek, które były dla nas najgroźniejsze - mówił Chamera.

Nie było pewności

Czy prezes wierzył w medal naszej dwójki przed igrzyskami? - Były wśród załóg, co do których liczyliśmy na dobry występ. Może nawet medalowy. Podczas testu olimpijskiego w Tokio dziewczyny były trzecie. Aczkolwiek w ostatnich trzech latach nie zdobywaliśmy medali w żadnych konkurencjach, także 470 i nie było wiadomo, jak to wyjdzie - przyznał.

Chamera opisał na koniec, jak ważny to medal dla polskiego żeglarstwa: - To niezwykle ważny medal. Nasza historia nie jest aż tak imponująca. To dopiero piąty medal olimpijski w historii polskiego żeglarstwa. Zdobywamy je co drugie igrzyska. Moim celem jest, by z każdych igrzysk wracać z medalami.

Więcej o: