Oto tajemnica szalonych rekordów w Tokio. Sportowcy zdumieni swoimi wyczynami

Lekkoatleci nazywają ją "skaczącą nawierzchnią", jej producent przyznaje: daje do dwóch procent przewagi w stosunku do innych torów. Jeśli niektórzy sportowcy sami byli zaskoczeni swoimi rekordami na igrzyskach w Tokio, to niech nie zdziwią się, że po powrocie do domu znów mogą być wolniejsi.

Z jednej strony to przecież igrzyska. Każdy chce wypaść na nich najlepiej podporządkowując im przygotowania, treningi i szykując na nie optymalną formę. Z drugiej strony kiedy komuś idzie dobrze, albo nawet zaskakująco dobrze, zawsze pojawiają się pytania. Sporo z nich dotyczy biegaczy, którzy najpierw za swe występy w Tokio zebrali gromkie brawa, a potem pojawiło się dociekanie: jakim cudem w Japonii dzień po dniu padło kilka kilkunastoletnich rekordów świata? Na dodatek igrzyska jeszcze się nie zakończyły, przed nami kolejne konkurencje. Angielskie i amerykańskie media szukają wyjaśnienia fenomenalnych wyników patrząc właśnie na olimpijską bieżnię. I to całkiem dosłownie. 

Zobacz wideo "Patryk Dobek ma gaz i chłodną głowę. Medal jest realny"

Rekord za rekordem, padają nawet te sprzed dekad 

Najpierw rekordowe fakty. Jamajka Elaine Thompson-Herah poprawiła w Tokio najlepszy rezultat igrzysk o setną cześć sekundy. 100 metrów przebiegła w 10,6. Niby niewiele szybciej niż kiedyś zrobiła to Florence Griffith Joyner, tyle że tamten rekord wartość miał inną. Przetrwał na igrzyskach 33 lata, aż do teraz. Zresztą w Tokio sześć kobiet przebiegło finał 100 metrów poniżej 11 sekund, co uznano za wynik wybitny. O tempie biegu świadczy fakt, że 10,76 trzeciej w stawce Shericki Jackson, było "najszybszym" trzecim miejscem w historii igrzysk. 

Dzień po rekordzie Thompson-Herah złoto na 100 metrów u panów zgarnął Włoch Marcell Jacobs. Nie był faworytem do medalu, a w Japonii niespodziewanie pobił rekord Europy. Poprzedni wynosił 9,86 i należał od 2004 roku do Portugalczyka Francisa Obikwelu. Jacobs triumfował z czasem 9,8, co zbliżyło go do legendarnego wyczynu najszybszego człowieka na świecie Usaina Bolta (9,58 w Berlinie).

To nie był koniec lekkoatletycznych cudów. Tym największym było 400 metrów przez płotki w wykonaniu utalentowanego Karstena Warholma. Norweg na mecie sam nie mógł uwierzyć w to co się stało, w emocjach rozdarł koszulkę i zaczął szalony taniec radości. Zegar wskazywał 45,94. To oznaczało przełamanie magicznej bariery 46 sekund i pobicie swojego rekordu świata sprzed miesiąca aż o 0,76 sekundy! Wtedy Warholm pobił go po 29-latach niemocy innych biegaczy, a teraz sięgnął nieba. Łzom radości i dzikim podskokom z boku przyglądał się Andrea Vallauri, włoski menedżer firmy Mondo, przedsiębiorstwa odpowiedzialnego za bieżnię olimpijską. 

Bieżnia jak trampolina, czyli magia trójwymiarowych granulek 

Vallauri pracował nad tokijską nawierzchnią trzy lata. W fabryce Mondo w Albie koło Turynu, sprawdzał różne materiały i różne rodzaje gumy. Kombinował, mieszał, kreował, a potem po stworzeniu kilku propozycji zaprosił na testy zawodników. Ich opinie były dla niego wskazówkami do dalszej pracy. W końcu postawiono na trójwymiarowe granulki, które umieszczono w dolnej części cienkiej, bo 14-milimetrowej nawierzchni. To tam tworzą się tzw. kieszenie powietrza. Powierzchnia, którą stworzono, jak zapewnia Vallauri, najlepiej amortyzuje wstrząsy i maksymalnie zwraca energię. Działa trochę "jak trampolina". Zresztą nie są to tylko opinie projektanta, ale głównych aktorów rywalizacji. 

Igrzyska Olimpijskie w Tokio rozpoczną się 23 lipca (zdjęcie ilustracyjne)Najbrudniejsze igrzyska w historii. COVID zatuszował oszustwa. Tysiące bezkarnych

 - Na tym torze można poczuć odbicie – przyznawała Sydney McLaughlin, która w Tokio do finału biegu przez płotki wbiegła z najlepszym czasem. Dodała, że nawierzchnia może być pogromcą kilku historycznych rekordów. Szczególnie tych, które już są na wyciągnięcie ręki. Sama szybko to zrobiła, bo już w finale pobiła swój rekord świata na 400 metrów przez płotki o pół sekundy!

Sportowcy o olimpijskim podłożu mówią "skacząca nawierzchnia". Vallauri w rozmowie z "Guardianem" stwierdził, że daję ona przewagę wynoszącą ok. 1, a nawet 2 proc. w stosunku do normalnych torów, przynajmniej tak wyszło w badaniach. To sporo, szczególnie jeśli dodamy do tego jeszcze przechodzące zmiany i ulepszane buty zawodników oraz gorące powietrze, w którym odbywa się rywalizacja.  

Połowa rekordów z 20 lat na nawierzchniach robionych przez Mondo 

Przyjemność biegania po takiej nawierzchni było dobrze widać na twarzy Marie-Josee Ta Lou. Zawodniczka z Wybrzeża Kości Słoniowej nie wierzyła, w jakim czasie pokonała 100 metrów w półfinale. - Nie spodziewałam się, że będę biegać tak szybko - oznajmiła. W finale zajęła czwarte miejsce. 

Nic dziwnego, że sportowcy po kilku dniach we wspólnych rozmowach często poruszali kwestię olimpijskiej nawierzchni, choć dla kibiców przed telewizorem, mógł być to temat niezauważalny. Nawierzchnie na zawodach z daleka zawsze wyglądają przecież tak samo. A jakie mają znacznie? Mondo chwali się, że ponad połowa światowych rekordów ustanowionych w ciągu ostatnich 20 lat została pobita na torach zaprojektowanych przez ich firmę. To wymowne dane. 

Zresztą w Tokio nowa nawierzchnia pomaga też tym, którzy nie tylko chcą szybko biegać, ale i daleko skakać. Yulimar Rojas z Wenezueli też nie dowierzała swojemu nowemu rekordowi świata (15,67 m). Ten poprzedni (15,50 m) przetrwał przecież 26 lat. Dla Rojas był to zatem cudowny konkurs.  

Nowa nawierzchnia nie budzi jednak entuzjazmu wszystkich sportowców.  

Francuski sprinter Jimmy Vicaut, powiedział, że permanentny trening na takiej bieżni byłby "zbyt niebezpieczny", bo zwiększałby ryzyko kontuzji mięśni. Gavin Smellie z Kanady dodał, że przez tor zmienił sposób, w jaki zwykle przygotowywał się do wyścigu. - On sprawiał, że ciało po treningu było obolałe, szczególnie następnego dnia. To dlatego sprinter przyspieszył swój harmonogram treningów o 24 godziny, by mieć więcej czasu na regenerację przed występem. Jak zaznacza "New York Times" część sportowców w pogoni za rekordami, doznała urazów czy kontuzji, które oznaczały dla nich koniec igrzysk. 

Wpływ nowej nawierzchni na zdrowie sportowców trudno jednak podeprzeć liczbami, bo urazy to sprawa bardziej złożona. W przyczynach kontuzji bardziej można oprzeć się na ich odczuciach, czy osądach. Tak czy inaczej, urazy nie są nośnym tematem. Świat codziennie zajmują za to nowe, robiące wrażenie rekordy. To przez nie sportowcy przechodzą do historii, zgarniają medale i powiększają stan swojego konta. A to czy wspominany Karsten Warholm w innych warunkach poprawiłby 29-letni rekord na 400 m przez płotki za kilka dni zrobi się sprawą drugorzędną. 

Konkurs strzału z armatyNajohydniejsze oszustwo w historii IO: Sam przyznawał sobie punkty. Wpadł przez głupotę

- Nie chcę ujmować temu wspaniałemu spektaklowi, ale myślę, że tor miał tu znaczenie. Gdyby Warholm biegł np. w Oslo, to rekord świata nadal byłby powyżej 46 sekund - oznajmił zgłębiający temat nawierzchni w Tokio dziennikarz Matt Lawton korespondent "The Times". 

Dwa przykazania przy projektowaniu nawierzchni 

Oczywiście, parametry nawierzchni dopuszczanych na zawody dla profesjonalistów, są przez władze Światowej Lekkoatletyki jasno określane w specjalnych podręcznikach. By nie dopuścić do technologicznego dopingu, są tam wpisane wytyczne dotyczące grubości nawierzchni, zakresu amortyzacji, zwrotu energii itp. Choć Vallauri przyznaje, że projektując bieżnię w Tokio dostał dwa przykazania.  - Pierwsze, aby chronić zdrowie sportowców, drugie, by dać im impuls - zdradził.  Zapewnił też, że parametry olimpijskiej nawierzchni są zgodne z wszystkimi wytycznymi. 

- Poza tym ta nawierzchnia jest przecież taka sama dla wszystkich startujących tu sportowców - skwitował z uśmiechem Vallauri. 

Igrzyska w Tokio potrwają do 8 sierpnia.  

Więcej o: