Zaskakująca reakcja polskich medalistek po wywalczeniu srebra. "Ten wyścig to już historia"

Dominik Senkowski
Karolina Naja i Anna Puławska wywalczyły srebro w konkurencji K-2 na torze regatowym w Tokio. - Kumulujemy emocje, bo przed nami jeszcze wyścig czwórki. Ten dzisiejszy start to już historia - tłumaczyły, dlaczego w tak stonowany sposób cieszyły się z olimpijskiego medalu.

Polki pewne swojej wartości

Polki startowały w finale ze skrajnego, ósmego toru. Czy to im pomogło w wywalczeniu medalu? - Trener przez startem powiedział nam: Jedziecie teraz w tunelu. Tak rzeczywiście było. Wiedziałyśmy, ze po lewej stronie nie będziemy miały nikogo. Jedynie z prawem strony zostały rywalki. Wiedziałyśmy, że jeśli popłyniemy swoje, to na mecie będziemy się cieszyły - przyznała Naja.

Zobacz wideo "Świątek, Kubot i Kurek bili nam brawo. Dla mnie to zaszczyt"

Na mecie Polki sprawiały wrażenie, jakby rzeczywiście były pewnego tego medalu. Jednak w trakcie wyścigu pojawiło się trochę stresu. - Obawiałyśmy się, że na tym ósmym torze poczujemy pod koniec falę, która odbijać będzie się mocno od brzegu. Wiało trochę z prawej strony i w plecy. Ciężko było ustawić łódkę w dobrej pozycji startowej, a start jest naszym mocnym punktem - tłumaczyła Naja.

W eliminacjach Polki były najlepsze. Wtorkowy półfinał potraktowały jednak z rezerwą, zajmując czwarte miejsce - W finale nie było już po co się oszczędzać. Bardzo mocno w siebie wierzyłyśmy. Przepracowałyśmy ciężko cały okres olimpijski. Zeszły rok też nas wzmocnił. Nie dał nam chwili zwątpienia. Jedyna nowość to większa konkurencja. Na tych igrzyskach pierwszy raz w historii można było wystawić po dwie reprezentacyjne łódki z danego kraju. Węgierki są zawsze mocne i byłyśmy pewne, że będą chciały, by obie ich pary stanęły na podium - przyznaje Naja, dla której to już trzeci z rzędu medal olimpijski. W Londynie 2012 i Rio 2016 sięgnęła po brąz razem z Beatą Mikołajczyk.

„Finały z Anią są wyjątkowe"

- Pamiętałam, że biegi finałowe z Anią są wyjątkowe. Doświadczyłam tego na mistrzostwach świata 2019, gdy walczyłyśmy też o kwalifikację olimpijską oraz na mistrzostwach Europy w tym roku. W przypadku Ani trzeba zawsze czekać cierpliwie na sam finał. Na tyle ją poznałam, że wiedziałam, że w finale będzie ogień - mówiła potrójna medalistka olimpijska.

Wszyscy otrzymali złote medaleCała sztafeta wreszcie ze złotymi medalami. Polacy zorganizowali specjalną ceremonię

Dopytywana, jak układa jej się współpraca z Puławską, przyznała: „Bo Ania sprzedaje się tylko w finałach. Nie oznacza to, że obija się w eliminacjach czy półfinale. Po prostu jest kobietą, która odpala wtedy, kiedy trzeba - śmiała się".

Dla Naji to trzeci kolejny medal olimpijski, a dla polskiej kobiecej dwójki w kajakach to szóste igrzyska z rzędu zakończone krążkiem. - W 2009 roku weszłam do kadry Tomasza Kryka. Nasz trener od zawsze chciał, by kadra zawodniczek była bardzo obszerna. Starał się traktować wszystkie zawodniczki równo - i te młode, wchodzące do drużyny i starsze. Gdyby kadra nie była tak obszerna, nie było zaplecza młodszych dziewczyn, nie miałabym z kim startować w tej konkurencji. Ania jako młoda utalentowana zawodniczka wbiła się idealnie w te igrzyska - mówiła.

W ilości siła

Trener Kryk zdradził, że kadra była tak wyrównana, iż nawet Naja była w pewnym momencie bliska wypadnięcia z dwójki na Tokio. - Ja swoje przeżyłam, wiem. Trener mógł mieć swoje wątpliwości co do mojej osoby, bo zeszły rok był trudny dla wszystkich sportowców. Dla mnie szczególnie, bo byłam mocno nastawiona na powrót na igrzyska po urodzeniu dziecka. Przez ten rok wszystko się przesunęło, co spowodowało lekkie załamanie i podświadomie odpuszczenie tamtego sezonu, by wykrzesać siły na ten rok - przyznała szczerze Naja, która została mamą w grudniu 2017.

Morris złamała tyczkęKatastrofa wicemistrzyni olimpijskiej w skoku o tyczce. I to już w pierwszej próbie

Który medal ceni najbardziej? - Każdy ma swoją historię. Na pierwsze igrzyska jechałam podobnie młoda, jak dziś jest Ania. Medal był wtedy dla mnie najcenniejszy. Kolejny był okupiony presją, bo wcześniej przez cztery lata stawałyśmy z Beatą zawsze na podium mistrzostw Europy czy świata i pojawiły się oczekiwania, że równie dobrze wypadniemy na igrzyskach. W tym roku droga do medalu była inna. Po urodzeniu dziecka, wyjazdy z dzieckiem i partnerem na zgrupowania, łączenie to z reprezentacją, bo nie trenowałam sama, a z kolegami. Droga do tego medalu była najcięższa - powiedziała.

Stonowana reakcja

Obiekt Sea Forest Waterway w Tokio jest szczęśliwy dla Polaków. To tu kilka dni temu zdobyliśmy pierwszy medal na tych igrzyskach za sprawą czwórki wioślarek. We wtorek z krążka cieszyła się dwójka kobieca K-2. Cieszyła, choć w sposób dużo bardziej stonowany niż wioślarki. Ich reakcja była nieco zaskakująca. - Kumulujemy emocje, bo przed nami jeszcze wyścig czwórki. Musimy oszczędzać siły, bo pogoda jest dość męcząca. Jesteśmy bardzo zmęczone, choć równie szczęśliwe. Cieszymy się ogromnie. Skupiamy się teraz na kolejnym starcie. Ten wyścig to już historia. Mamy w głowach tylko czwórkę - tłumaczyła Puławska. Wyścig K-4 odbędzie się w sobotę. Polki wystąpią w składzie: Karolina Naja, Anna Puławska, Justyna Iskrzycka i Helena Wiśniewska.

Komu nasze mistrzynie dedykują medal? - Całej mojej rodzinie i wszystkim kibicom oraz Karolinie - powiedziała Puławska. - Mojemu partnerowi Łukaszowi, który przez ostatni rok pełnił funkcję mamy, bo wyjeżdżałam na większość zgrupowań już bez dziecka i nie było to łatwe. Zawsze sobie żartował, ze tamtych wcześniejszych medali olimpijskich nie zdobyłabym bez jego pomocy. Śmiało mogę powiedzieć, że gdyby nie jego decyzja i słowa, bym wracała do sportu, dziś by mnie tu nie było. Medal dedykuję także Ani - zakończyła Naja.

Więcej o: