20 punktów, 8 zbiórek i 11 asyst. Luka Doncić rozkręcał się w tym meczu powoli, ale jak już się rozkręcił, to momentami - czasem na dwie, trzy minuty - zmieniał tryb gry z organizatora na dominatora i sekwencją kilku akcji pokazywał swoją wielką klasę. Jak zwykle, niby od niechcenia – trójka po kroku w tył, świetne rozrzucenie piłki, skuteczne wejście pod kosz. Kontrolował mecz z Niemcami, zresztą razem z całym swoim zespołem.
Pierwsze punkty rzucił właśnie Doncić, ale Słoweńcy szybko pokazali, że ich zespół to dużo więcej niż on. Znakomicie grał od początku Zoran Dragić, młodszy brat Gorana, innej gwiazdy słoweńskiego basketu. Zoran kończył błyskawiczne kontry, trafiał z dystansu, do przerwy miał 12 punktów, pierwszy rzut spudłował dopiero w 23. minucie. W sumie zdobył w meczu 27 punktów.
Na początku drugiej kwarty Słowenia prowadziła już 27:14, ale zryw Niemców i kolejne trójki Maodo Lo pozwoliły im wyjść na prowadzenie 32:31. Ale tylko na momencik, bo trójką odpowiedział naturalizowany Amerykanin Mike Tobey i Słowenia szybko odzyskała prowadzenie.
W połowie trzeciej kwarty Doncić wchodząc pod kosz podał nad głową do tyłu, a Tobey trafił swoją kolejną trójkę i Słoweńcy wygrywali już 56:42. I choć Niemcy próbowali gonić, to nie byli w stanie zagrozić rywalom. Końcówka spotkania była już słoweńskim popisem – strzelecką formę pokazał ponownie niesamowity tego dnia Dragić, czwartą kwartę jego zespół wygrał 28:16.
- Tworzymy historię – powtarza od początku turnieju Doncić i każdy kolejny mecz jego zespołu potwierdza te słowa. Jego zespół ma na igrzyskach bilans 4-0, on sam śrubuje swój wynik w meczach Słowenii o stawkę – gwiazdor Dallas Mavericks grając dla swojego kraju ma już bilans 17-0.
W półfinale rozpędzeni Słoweńcy zagrają ze zwycięzcą meczu Francja – Włochy. I w obecnej formie może być bardzo ciężko ich zatrzymać.