Reporter mu przypomniał, a Polak nie wytrzymał. Sceny w TVP

- Biorę to na klatę. Jak będę płakał, nic mi to nie da. Życie - mówił Marcin Lewandowski przed kamerą TVP, ale po chwili się rozkleił. Jeszcze nie wiedział, że jego protest został uwzględniony.

To był drugi bieg eliminacyjny na 1500 metrów. W pierwszym do półfinału awansował Michał Rozmys. Zajął szóste miejsce. A więc ostatnie dające awans. Wyprzedził Josha Kerra o jedną setną sekundy. Po nim na tartan wyszła druga grupa, a w niej Marcin Lewandowski. Polak trzymał się środka stawki, ale na ostatnim okrążeniu został pociągnięty za koszulkę i upadł.

Zobacz wideo "Świątek, Kubot i Kurek bili nam brawo. Dla mnie to zaszczyt"

"Biorę to na klatę. Jak będę płakał, nic mi to nie da. Życie"

- Biorę to na klatę. Jak będę płakał, nic mi to nie da. Życie - mówił Lewandowski przed kamerą TVP, ale po chwili, kiedy reporter przypomniał mu o tym, że rywale na mecie na niego czekali i nagrodzili brawami, nie wytrzymał i zalał się łzami. - Co z protestem? Nie wiem. Nie myślę o tym - dodawał po chwili, już ze łzami w oczach. Jeszcze wtedy nie wiedział, że jego protest został rozpatrzony pozytywnie.

Złota polska sztafeta 4x400 metrów odbiera medale na igrzyskach w TokioPKOl interweniuje! Zamieszanie ze złotymi medalami polskiej sztafety. "Niesłusznie"

Na szczęście został. Dowiedzieliśmy się o tym chwilę po tym, jak Lewandowski odszedł od kamery. Sędziowie uznali, że nasz zawodnik nie zawinił przy upadku. A to oznacza, że pobiegnie w jednym z półfinałów, które zaplanowano na czwartek.

Więcej o: