"Wiem, czego chciał Vital Heynen". Prezes PZPS-u komentuje zmianę godziny ćwierćfinału Polska - Francja

Łukasz Jachimiak
- Jeśli się chce wygrać mistrzostwo olimpijskie, to trzeba grać o każdej godzinie, o której każą - mówi Jacek Kasprzyk, prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Vital Heynen nie chciał wyobrażać sobie, że ćwierćfinał igrzysk zagramy o godzinie innej niż 9 rano czasu tokijskiego. Jak reaguje na to, że z Francją zmierzymy się dopiero o 21.30?

Zwycięzca grupy A miał grać z czwartą drużyną grupy B w pierwszym ćwierćfinale igrzysk. Trener Vital Heynen mówił nam, że taki zapis widział we wszystkich oficjalnych dokumentach. I nie dopuszczał myśli, że organizatorzy igrzysk mogliby zmienić porę spotkania.

Zobacz wideo Sztafeta już złota - kto teraz przejmie pałeczkę?

- Naszym największym atutem staje się umiejętność grania o godzinie 9. Poważnie, trzy najlepsze treningi z ostatnich trzech miesięcy to te, które mieliśmy właśnie o 9 - przekonywał trener reprezentacji Polski w niedzielę, po wygranym 3:0 meczu z Kanadą w ostatniej kolejce fazy grupowej. Ten mecz zaczynaliśmy właśnie o godzinie 9.

Simone Biles wycofuje się z kolejnych zawodówSimone Biles wraca! Wystąpi w finale! "Nie możemy się doczekać"

"Nie wiem czy o zmianę godziny walczyła tylko telewizja francuska"

Ale ćwierćfinał z Francją zaczniemy dopiero o 21.30 (14.30 w Polsce). Dlaczego? - Wszystko zależało od tego, z kim będziemy grali. Jeżeli grają dwie europejskie reprezentacje, to telewizje chciały to pokazać o w miarę normalnej godzinie w Europie, a nie o drugiej w nocy (9 w Tokio, to 2 w Polsce i we Francji) - tłumaczy Jacek Kasprzak, prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej.

- Nie wiem czy o zmianę godziny walczyła tylko telewizja francuska, czy polska również. Ale z tego, co wiem, to ludzie w Polsce są zadowoleni, że gramy jednak o tej porze. Chociaż dla drużyny lepiej by było grać rano, bo ostatnio chłopcy trenowali rano i są przyzwyczajeni - dodaje szef polskiej siatkówki.

"Nie narzekają"

Na szczęście nasi siatkarze nie zaczęli narzekać na zmianę godziny meczu. - Jeżeli nie zagramy o 9, to też nam żadnej różnicy nie zrobi. Z tego, co wiem, godziny są ustalone, ale może organizatorzy wprowadzą zmiany. To nie zależy od nas i nie ma co się tym zajmować. Teraz trzeba trochę odpocząć przed najważniejszymi spotkaniami i ze świeżą głową przystąpić do ćwierćfinału - mówił nam po meczu z Kanadą kapitan Michał Kubiak

- Nie narzekają - potwierdza Kasprzyk. - Jeżeli się chce wygrać mistrzostwo olimpijskie, to trzeba grać o każdej godzinie, o której każą - dodaje prezes.

Tadeusz Michalik będzie walczył o brąz. Najważniejszą walkę wygrał przed igrzyskamiTadeusz Michalik będzie walczył o brąz. Najważniejszą walkę wygrał przed igrzyskami

"My u siebie też ustawiamy godziny"

Szef PZPS-u zdaje sobie sprawę z tego, że narzekania nic by nie dały. - To są igrzyska, większość zależy od komitetu organizacyjnego i ja się nie będę z nimi spierał, nie będę walczył, bo to nie ma sensu - mówi Kasprzyk. - Jak my mamy u siebie w kraju mistrzostwa Europy, to ustawiamy godziny meczów, jak nam odpowiada. Tu organizator ustalił po swojemu i już - tłumaczy.

Kasprzyk zapewnia nas, że wielkiego problemu ze zmiany godziny ostatecznie nie robi też trener Heynen.

- Nie, nie, trener i wszyscy są skoncentrowani na Francji. Wiem, czego chciał Vital, ale zmiana godzin była dopuszczana, jak na różnych innych zawodach - twierdzi prezes. - Nie ma żadnych głosów, żeby coś się działo. Chłopaki normalnie trenują, normalnie funkcjonują. W dużym skupieniu i to jest najważniejsze - zapewnia.

"Jestem spokojny jak nigdy dotąd"

Kasprzyk liczy, że we wtorek Polska po raz pierwszy od 1976 roku znajdzie się w strefie medalowej igrzysk olimpijskich. - W kwalifikacjach do igrzysk też mówiło się, że nie wiadomo jak będzie z tymi Francuzami, a skończyło się na szybkim 3:0 dla nas, praktycznie bez walki. Myślę, że teraz walka będzie. Ale my mamy komfort, bo na pewno jesteśmy mocniejsi fizycznie mocniejsi, a myślę, że mentalnie też, że wróciliśmy na właściwie tory - ocenia prezes.

Szef PZPS-u przekonuje, że nie stracił wiary w drużynę nawet po jej porażce z Iranem (2:3) w pierwszej kolejce igrzysk. - Podchodziłem do tego tak, że my zawsze dobrze zaczynaliśmy igrzyska, a źle kończyliśmy, więc teraz będzie odwrotnie - uśmiecha się Kasprzyk. - Poczekajmy w spokoju i myślę, że będziemy się cieszyć. Ja jestem spokojny jak nigdy dotąd - podsumowuje.

Więcej o: