Ten szczegół pokazał siłę Wojciecha Nowickiego w rzucie młotem. "Jak na obozie"

- Ja się tu czuję jak na obozie w Spale - mówi Wojciech Nowicki, który wygrał eliminacje rzutu młotem. I to mimo faktu, że młot w jego rzucie otarł się o siatkę. W finale igrzysk wystąpi też Paweł Fajdek, który prześlizgnął się przez olimpijskie kwalifikacje pierwszy raz w karierze.

Najpierw rzucał Fajdek. Męczył się okrutnie. Męczył się już w niedzielny wieczór. Słabo spał, czekając na eliminacje. Ale - uff! - czterokrotny mistrz świata pierwszy raz w karierze awansował do olimpijskiego finału.

"Widziałem, że Paweł ma wielki stres. Miałby taki sam albo nawet większy"

Nowicki czekał na start grupy B, gdy rzucała grupa A. - Byłem w call roomie [pomieszczenie, w którym zawodnicy oczekują na swoją kolej] i widziałem, że Paweł ma wielki stres. Nie dziwię się. Dwa razy odpadał na igrzyskach w eliminacjach, myślę, że na jego miejscu miałbym taki sam stres albo nawet większy - mówi Wojtek.

On stresu nie miał. On ma już olimpijski brąz wywalczony w Rio de Janeiro. Wtedy się nie cieszył, czuł, że mógł mieć złoto. Może powalczy o nie teraz. Jest w gazie! Dobrze pokazuje to też jeden mały szczegół. Konkretnie chodzi o to, że Polak wygrał eliminacje na dużym spokoju, w dodatku w czasie jego rzutu młot otarł się o siatkę i na pewno wytracił nieco prędkości, co przełożyło się na słabszy wynik. Mimo tego był najlepszy. 

"Chyba nie mam się czego wstydzić"

- Zrobiłem swoje i tyle. Bardzo się cieszę. Bardzo dobre koło tu jest. Mam nadzieję, że w finale będzie jeszcze znacznie lepiej. Również u Pawła - mówi. Swoje Nowicki zrobił już w pierwszym rzucie. 79.78 m to najlepszy rzut eliminacji (76.46 m Fajdka było dziewiątym wynikiem). Minimum przekroczone aż o 2.28 m.

- Jestem przygotowany, czuję, że mam formę. Podszedłem do eliminacji bardzo luźno. Jak nigdy. Jestem spokojny, pewny tego, co mam robić. To się przekłada na rezultaty. Jeszcze szkoda, że troszkę po siatce młot poszedł. Ale chyba i tak nie mam się czego wstydzić - mówi Nowicki.

Dwa medale dla Polski?

Plan na środowy finał (13.15 czasu polskiego) jest jasny. - Mam nadzieję, że z Wojtkiem i odwalimy kawał dobrej roboty, zdobywając dwa medale - mówi Fajdek. - Bardzo liczę, że obaj z Pawłem staniemy na podium. To by było spełnienie marzeń - zgadza się Nowicki.

Najgroźniejsi rywale? Amerykanin Rudy Winkler, numer 2 eliminacji (78.78) i numer 2 tegorocznych światowych list (82.71 m), Francuz Quentin Bigot (4. w eliminacjach), Ukrainiec Mychajło Kochan (5. wynik), pewnie też Norweg Eivind Henriksen, który w kwalifikacjach pobił rekord swojego kraju (78.79 - dalej rzucił tylko Nowicki).

Ale najbardziej doświadczeni i utytułowani są nasi siłacze. I ten rok dla obu jest świetny. Fajdek rzucił w sezonie aż 82.98, to najdalej na świecie. Nowicki ma trzeci najlepszy wynik - 81.36. I mówi, że za chwilę może go poprawić.

- Pogoda jest dla mnie bardzo dobra. Pocę się, ale świetnie się w tej pogodzie czuję. Śpię też bardzo dobrze. Ja się tu czuję jak w Polsce, na obozie w Spale - mówi. - Śmiem twierdzić, że jestem w stanie pokusić się tu o życiówkę [81.85] - kończy zwycięzca eliminacji.

Więcej o: