Najskromniejszy z naszych mistrzów olimpijskich ma żal do komentatorów TVP. "Kibice mogli uznać, że słabo wypadłem"

Łukasz Jachimiak
Swoje pierwsze igrzyska pamięta jako te, na których Piotr Małachowski zdobył srebrny medal. Teraz jest z Małachowskim w kadrze i ma złoto. No właśnie - ma czy nie ma? Jak się czuje Dariusz Kowaluk, który pobiegł w eliminacjach sztafety mieszanej 4x400 m i nie mógł wejść na podium, a organizatorzy chyba zgubili gdzieś jego krążek?

Karol Zalewski, Natalia Kaczmarek, Justyna Święty-Ersetic i Kajetan Duszyński - w takim składzie polski mikst wygrał finał igrzysk olimpijskich Tokio 2020. Ale złote medale wywalczyli też Małgorzata Hołub-Kowalik, Iga Baumgart-Witan i Dariusz Kowaluk, którzy z Duszyńskim biegli w również wygranych - i to w wielkim stylu - eliminacjach.

Zobacz wideo "To była prawdziwa petarda w wykonaniu naszej sztafety"

Małgosię i Igę kibice świetnie znają. To multimedalistki wielkich imprez ze z damskiej sztafety 4x400 m. A kim jest reprezentujący AZS AWF Warszawa, Dariusz Kowaluk?

Patryk DobekSensacyjny finał bezczelnego Polaka! Tę konkurencję trenuje od kilku miesięcy! "Nie mam presji"

Łukasz Jachimiak: Przyszedłeś na spotkanie z mediami jako mistrz olimpijski, ale siedzisz sam z boku. A kilka godzin wcześniej nie mogłeś wziąć udziału w dekoracji. Jak się czujesz?

Dariusz Kowaluk: Jeszcze się nie czuję w pełni mistrzem olimpijskim. Jeszcze nie dostałem medalu. Razem z Małgosią Hołub-Kowalik i z Igą Baumgart-Witan czekamy na nasze medale od rana i nie możemy się doczekać. Liczyliśmy, że podczas ceremonii na stadionie otrzymamy medale. Poza podium, ale otrzymamy. Nie udało się, więc do zdjęć na tle kół olimpijskich pod stadionem podeszła cała nasza siódemka z czterema medalami i tak pozowaliśmy, żeby nie było widać, że komuś brakuje złota. Kombinowaliśmy, żeby się wydawało, że tam jest siedem medali, a nie cztery.

Wiecie, kiedy ostatecznie Wasze medale do Was dotrą?

- Od ludzi z naszej misji olimpijskiej usłyszeliśmy, że dziś do końca dnia mamy te medale dostać. Nie wiem czy organizatorom gdzieś się nasze medale zapodziały, ale w końcu mamy je mieć.

Byliście pewni przed finałem, że jeśli koleżanki i koledzy się spiszą, to będzie siedem medali, a nie tylko cztery dla nich?

- Były takie zapewnienia już przed biegiem eliminacyjnym. Nikt u nas nie miał nikomu za złe, że są zmiany. Wszyscy byli pogodzeni z tym, że cały skład poza Kajetanem zostanie wymieniony.

Jak to się stało, że zostałeś mistrzem olimpijskim? Wielu kibiców na pewno dopiero teraz dowiaduje się, że istnieje taki biegacz Dariusz Kowaluk.

- Moja droga była bardzo długa i kręta. W kadrze jestem od ośmiu-dziewięciu lat, ale dopiero w tym roku zacząłem biegać na wyższym poziomie. Na igrzyska bardzo dobrze trafiłem z formą. Trener mi zaufał i znalazłem się w składzie mieszanej sztafety. Na sprawdzianie w Japonii, na zgrupowaniu przedolimpijskim, byłem drugi. Dzięki temu zakwalifikowałem się do sztafety. I chyba pokazałem się z dobrej strony w biegu eliminacyjnym.

Zdecydowanie! Pobiliście rekord Europy, ustanowiliście olimpijski, a do rekordu świata zabrakło Wam niedużo, 1,10 sekundy.

- Kawał dobrej roboty, prawda?

Iga Baumgart-Witan i Małgorzata Holub-Kowalik podczas eliminacji sztafet mieszanych . Igrzyska Olimpijskie w Tokio, 30 lipca 2021Polki zdobyły olimpijskie złoto, ale na podium ich nie wpuszczono. "Trochę nam przykro"

Aż szkoda, że po czymś takim w finale z Waszej czwórki pobiegł tylko Kajetan. Wiedzieliście, że tak będzie czy do końca mieliście nadzieję, że po takim Waszym biegu trenerzy Aleksander Matusiński i Marek Rożej może jednak nie zmienią składu?

- Wiedzieliśmy, że na pewno będą zmiany. I nie ma czego żałować. Dzięki temu jest nas, złotych medalistów, więcej. Dzięki zmianom wprowadziliśmy do finału świeżą krew. Finaliści byli wypoczęci i to zaowocowało złotym medalem. Gdybyśmy dzień po dniu biegli eliminacje i finał tym samym składem, to moglibyśmy być przemęczeni i mogłoby nie być medalu. Taka jest prawda.

Na dekorację pojechaliście w siódemkę plus trenerzy. Wiedzieliście, że na podium wejdzie tylko czwórka z finału, ale chyba nie spodziewaliście się, że Japończycy będą tak surowi dla Was?

- To prawda.

Dziwiłeś się, że czwórka z finału nie może wejść na podium ze zdjęciami Waszej trójki?

- Tak. Dziwiłem się też, że nas nie chciano wpuścić na trybunę położoną najbliżej podium. Chcieliśmy być obok finalistów. Tak bardzo razem, jak się dało. I zrobiliśmy to. Japończycy chcieli nas wyprosić, a my zostawaliśmy trochę na siłę. Aż w końcu udało się ich ugadać.

Opowiadasz to wszystko trochę tak, jakbyś nie był tu w Tokio, tylko jakbyś patrzył z dystansu.

- Bo dla mnie igrzyska to zawsze był coś niemożliwego. Jako mały chłopak nie wierzyłem, że mogę się tak rozwinąć, żeby kiedyś na nie pojechać. A jeszcze żeby się znaleźć w składzie sztafety, która wywalczy złoty medal? Przecież od 41 lat, od igrzysk Moskwa 1980, Polska nie zdobyła żadnego medalu w biegach. To jest osiągnięcie, w które trudno uwierzyć.

Ile miałeś lat, kiedy zacząłeś biegać?

- 14.

Późno zacząłeś.

- Tak. I to od sprintów na 100 i 200 metrów, a dopiero po czterech latach przekwalifikowałem się na 400 metrów. Jak widać, to była bardzo dobra decyzja.

Piotr Myszka po dyskwalifikacji za falstart stracił szansę na brązowy medal na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio, 31 lipca 2021 r."Niewiarygodne. Taki wyścig się przerywa". Myszka komentuje dyskwalifikację

Co skoro nie igrzyska marzyło Ci się, kiedy miałeś 14 lat?

- Że zdobędę jakikolwiek medal mistrzostw Polski. To było wielkie marzenie. Jak je spełniłem, to zacząłem marzyć o pierwszym medalu imprezy międzynarodowej. Aż w końcu celem stały się igrzyska.

Które oglądałeś jako pierwsze i co zapamiętałeś?

- Rzuty Piotrka Małachowskiego i jego srebrny medal w Pekinie, w 2008 roku.

Miałeś 12 lat.

- I siedziałem z rodzicami, razem oglądaliśmy. Rodzice interesują się lekkoatletyką. Pierwszy telefon po złocie wykonałem do domu. Rodzice byli bardzo szczęśliwi. Nawet bardziej niż ja, bo do mnie to tak szybko nie dotarło. Ciągle nie dociera. Przyjechałem, zadebiutowałem na igrzyskach i od razu zdobyłem złoty medal!

Składając ślubowanie w Polskim Komitecie Olimpijskim i wyruszając do Tokio miałeś jakiś konkretny cel?

- Na pewno nie wyobrażało mi się to, że będę miał medal. Traktowałem ten wyjazd jako naukę. Myślałem, że dostanę lekcję, która mi się przyda na przyszłość. A teraz jestem jeszcze młody, kawał kariery przede mną, a już mam to, co w sporcie najcenniejsze. Piękna sprawa.

Kajetan Duszyński robi furorę, opowiadając wszystkim o krystalografii białek. A jakie Ty masz zainteresowania?

- Studiowałem dziennikarstwo na UKSW w Warszawie, a teraz kontynuuję studia - poszedłem w marketing medialny. Został mi jeszcze rok. Bardzo pozdrawiam uczelnię i mam nadzieję, że w przyszłym roku akademickim zobaczymy się już normalnie, a nie zdalnie.

Słyszałem, jak mówisz, że jeszcze kawał kariery przed Tobą, ale może już wiesz, że po karierze chciałbyś na przykład komentować lekkoatletykę?

- Chciałbym. To by mogła być dobra droga. Jeżeli będę chciał jeszcze zostać w tym sporcie, to taka opcja będzie bardzo fajna. Coś takiego interesowałby mnie o wiele bardziej niż siedzenie w biurze i pisanie artykułów. Chciałbym jeździć na igrzyska przez długie lata. Czułbym, jak sportowcy odbierają różne rzeczy. Myślę, że dzięki temu mógłbym się z nimi łatwiej dogadać i robić lepsze materiały.

Miałeś czas, żeby zobaczyć, jak skomentowano Wasze biegi? "Kapitano Kajetano" Przemysława Babiarza robi furorę.

- Oglądałem raz nasz bieg z eliminacji. I średnio mi się spodobał komentarz, gdyż powiedziano, że oddałem pałeczkę na czwartym miejscu, a to nieprawda. Przekazałem pałeczkę jako pierwszy, to widać. Kibic, który jest mniej wyrobiony, bo nie ogląda lekkoatletyki na co dzień, mógł uznać, że słabo wypadłem w otoczce całej naszej drużyny.

Tokio 2020. Novak DjokovićNovak Djoković ma dość! Serb zrezygnował z walki o medal

Sprostujemy to - wypadłeś świetnie.

- Dzięki. Natomiast finału nie mieliśmy jeszcze czasu sobie odtworzyć. Po finale wróciliśmy do wioski olimpijskiej dopiero o trzeciej w nocy.

Jak Wasza trójka z eliminacji przeżywała złoty bieg koleżanek i kolegów? Opowiadaj!

- Przez całą rozgrzewkę naszej finałowej drużyny my rozgrzewaliśmy się z nimi. Musieliśmy być w gotowości do zmiany, gdyby u kogoś pojawiła się kontuzja. Później odprowadziliśmy ich do call roomu [pomieszczenie przedstartowe] i udaliśmy się na trybuny, żeby kibicować. Czekaliśmy w stresie na bieg pół godziny. Nogi nam chodziły, nie mogliśmy się doczekać. Emocje były takie, że po biegu wszyscy płakaliśmy i się ściskaliśmy. To jedna z przyjemniejszych chwil w życiu. Mimo że nie biegałem, czułem się zwycięzcą.

Jesteś jednym z siedmiorga wspaniałych.

- Jestem.

Więcej o: