Polki zdobyły olimpijskie złoto, ale na podium ich nie wpuszczono. "Trochę nam przykro"

Iga Baumgart-Witan oraz Małgorzata Hołub-Kowalik nie pobiegły w finale sztafety 4x400 m, ale i tak są szczęśliwe. - Szkoda, że nie można wystawić dwóch sztafet w finale - śmiały się polskie biegaczki.

Choć nie pobiegły w samym finale sztafet 4x400 m, i tak są szczęśliwe. Małgorzata Hołub-Kowalik oraz Iga Baumgart-Witan przyczyniły się do sukcesu naszej drużyny w Tokio. To one spośród biegaczek uczestniczyły w eliminacjach sztafety mieszanej.

Zobacz wideo Ile medali przywiozą Polacy z igrzysk olimpijskich w Tokio?

- Nie dowierzamy jeszcze w to, że zdobyliśmy medal. To wielka radość. Trochę przykro nam było, że nie mogliśmy wejść na podium do kolegów - mówiła Iga Baumgart-Witan. Organizatorzy zadecydowali, że na podium może wejść tylko finałowa czwórka: Justyna Święty-Ersetic, Natalia Kaczmarek, Kajetan Duszyński i Karol Zalewski.

Piotr Myszka po dyskwalifikacji za falstart stracił szansę na brązowy medal na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio, 31 lipca 2021 r."Niewiarygodne. Taki wyścig się przerywa". Myszka komentuje dyskwalifikację

Medal jak energetyczny kop

Po finale Polacy wrócili do wioski olimpijskiej koło 3:00 w nocy. - Obudziłam całą sztafetę kobiet 4x400 m. To były wielkie emocje i trzeba było się pocieszyć. W końcu udało się wykonać plan. Zazwyczaj jestem dość ekspresyjna - tłumaczyła Hołub-Kowalik.

Gdy złoci medaliści wrócili ze stadionu olimpijskiego większość polskich sportowców jednak spała. Ale rano każdy z polskiej ekipy zatrzymywał się i gratulował mistrzom. To drugi medal dla Polski wywalczony na igrzyskach w Tokio. Czy pomoże pozostałym reprezentantom? - Jestem o tym przekonana. Najważniejsze zawsze jest to, żeby otworzyć ten worek z medalami. To zrobiły wioślarki. Mam nadzieję, że daliśmy kolegom i koleżankom takiego kopa energetycznego. Mimo, że nie byliśmy tu brani pod uwagę pod względem szans medalowych, to sięgnęliśmy po krążek i to złoty - mówiła Baumgart-Witan.

Sztafeta równie mocnych zawodników

Na stadionie olimpijskim w Tokio kibicowali sztafecie mieszanej m.in. nasi tenisiści i pozostali lekkoatleci. - To było bardzo miłe. Przeżywali, płakali razem z nami. Były też kajakarki, zapaśnicy, pływacy. Ciężko wszystkich wymienić, niesamowita atmosfera - przyznała Baumgart-Witan.

Tokio 2020. Novak DjokovićNovak Djoković ma dość! Serb zrezygnował z walki o medal

Trener Aleksander Matusiński dbał o to, by wszyscy z drużyny otrzymali medale, nie tylko finaliści. - To ważne. Jesteśmy równą sztafetą. Nie było tak, że w eliminacjach pobiegli słabi, a w finale lepsi. Wszyscy są bardzo mocni. Szkoda, że nie można wystawić dwóch sztafet w finale. Byłoby to ciekawe (śmiech). Ekipa z eliminacji pobiegła równie szybko, jak ci z finału. Wszyscy jesteśmy ważni i trener to podkreśla - tłumaczyła Hołub-Kowalik.

To Amerykanie mieli przez lata wielu zawodników na wysokim, równym poziomie. Dzięki temu dominowali w sztafetach. W Tokio pokonali ich Polacy, którzy jako zespół są teraz jeszcze mocniejsi. - Możemy z nimi śmiało rywalizować - mówiła Baumgart-Witan.

Nasze mistrzynie przyznały, że nie czuły presji przed sztafetą mieszaną. - Nikt nas nie stawiał w roli faworytów. W kuluarach mówiło się może o brązowym medalu, ale na pewno nie o złotym. Potrafimy sobie radzić także z presją - zakończyła Baumgart-Witan.

Przed Polkami jeszcze bieg sztafetowy w ramach żeńskiej rywalizacji na koniec igrzysk. Wcześniej Natalia Kaczmarek jako jedyna z Półek wystartuje w biegu indywidualnym na 400 m.

Saya Sakakibara zaliczyła upadek na igrzyskach olimpijskich w Tokio.Chwile grozy na torze w Tokio. Rowerzystka uderzyła w asfalt i straciła przytomność

Więcej o: