Ojciec Igi Świątek: Zawodnicy podchodzili do Igi po autograf. Dla mnie to zaskakujące

- Nikt z zawodników nie mówił, że jedziemy przywieźć medal, bo tego nigdy nie wiadomo. Doszło do "pompowania balonika" - mówi Tomasz Świątek, ojciec Igi o występie naszych tenisistów na igrzyskach w Tokio.

 - Te igrzyska zapamiętam jak takie niespełnione marzenie Igi. Bardzo chciała osiągnąć medalowy wynik, ale niestety nie udało się. Kilka przeciwności sprawiło, że to się nie poukładało. Natomiast myślę, że to doświadczenie, które Iga zebrała teraz w Tokio, przełoży się na jej przyszłe starty. Nie tylko na igrzyskach, ale także w turniejach WTA - mówi w rozmowie ze Sport.pl Tomasz Świątek, ojciec naszej najlepszej tenisistki.

Zobacz wideo "To była prawdziwa petarda w wykonaniu naszej sztafety"

Zbyt duży ciężar u Igi

Dopytywany, jakie przeciwności ma na myśli, rozwija: „Chodzi o bańkę covidową i pogodę. Głównie o pogodę, która nie pomagała nikomu, córce także. Nie było mnie tam na miejscu w Japonii, a nasze rozmowy z Igą w trakcie turniejów nie są długie. Dopiero po jej powrocie do kraju będzie czas na dłuższą analizę występu olimpijskiego".

- Wiem, że Iga bardzo chciała osiągnąć sukces na igrzyskach. Czasami jest tak, że jak są bardzo duże chęci, to pojawiają się blokady wewnętrzne - wskazuje Tomasz Świątek. 20-letnia tenisistka od paru miesięcy powtarzała, że dla niej start w Tokio jest najważniejszy w tym roku. Ważniejszy od Wielkich Szlemów, turniejów WTA. - Ja jej dodatkowo nie motywowałem. Nie starałem się, by czuła napięcie, bo wtedy łatwo odnieść odwrotny skutek od zamierzonego. Podejrzewam, że ona sama nałożyła na siebie taki ciężar, którego ostatecznie nie udźwignęła w takim wymiarze, w jakim chciała - zauważa ojciec zawodniczki.

Kuriozalna sytuacja"Jak tam było niebezpiecznie!". Święty-Ersetic o "GIF-ie dla ludzi o mocnych nerwach"

Żal straconej szansy

Bardziej żal szansy w singlu czy w mikście? W grze pojedynczej Iga Świątek rywalizuje na co dzień. Z kolei w zawodach par mieszanych w Tokio była wyjątkowa krótka droga do strefy medalowej - wystarczyło wygrać dwa spotkania. Inna sprawa, że poziom turnieju miksta był bardzo wysoki, o czym mówił trener Igi Piotr Sierzputowski. - Trudno powiedzieć, czego żal bardziej. W obu przypadkach można powiedzieć: „Szkoda". Zwłaszcza, że jak spojrzymy na skład finału singla pań w Tokio, to z obiema zawodniczkami Iga potrafiła sobie już poradzić na korcie, ale taki jest właśnie tenis.

Z turnieju miksta Iga Świątek i Łukasz Kubot odpadli w czwartek. W ćwierćfinale przegrali z parą Rosjan Jelena Wiesnina - Asłan Karacew. Z rywalizacji singlowej Polka została wyeliminowana w poniedziałek. Lepsza od niej okazała się Paula Badosa. Po zakończeniu meczu z Hiszpanką Świątek bardzo przeżywała porażkę. - Czułem smutek, gdy oglądałem te obrazki. Popłakałem się tak samo jak ona. Było mi jej żal. Wiem, że robiła wszystko, co mogła - przyznał Tomasz Świątek.

Tenisistka z Raszyna zaimponowała dziennikarzom przebywającym w Tokio, że dość szybko potrafiła się pozbierać i pojawiła się na pomeczowej rozmowie z nami. Nie unikała pytań, była gotowa do rozmów. - To jest trochę tak, że skoro się wypłakała, to w jakiejś mierze rozładowała emocje, które w niej drzemały. Stąd mogła przyjść do dziennikarzy, ale tak, jest po prostu profesjonalistką - wyjaśnił jej ojciec.

Tokio 2020. Barbora Krejcikova (z lewej) i Katerina SiniakovaKolejne medale w tenisie rozdane. Bencić nie będzie podwójną złotą medalistką

Czesi dają przykład

Po porażce Świątek i Kubota w ćwierćfinale miksta polscy tenisiści zakończyli swój udział w igrzyskach w Tokio. Ich bilans w stolicy Japonii to trzy zwycięstwa - siedem porażek. - To głębszy problem. To nie jest wina Igi ani Łukasza. Należy spojrzeć na system szkolenia młodzieży w Polsce, ile jest tej zdolnej młodzieży, kto jak dostaje szanse. Spójrzmy na Czechów - wystawili cztery singlistki, jedna z nich jest w finale, a kolejną parę mają w finale debla - mówi Tomasz Świątek.

- Nic tylko uczyć się od naszych południowych sąsiadów. Przy znacznie mniejszej liczbie ludności od nas są w stanie wyszkolić znacznie więcej młodzieży w tenisie. Podejrzewam, że u nas też nie brakuje talentów, ale nie są szkolone tak, jak w Czechach. Inna sprawa, że to proces długofalowy. Nie da się zbudować jakiegoś systemu w ciągu pięciu lat. Czesi już od wielu lat budują swój tenis i widać, że to przynosi efekty. My niestety raczkujemy w temacie systemu szkolenia - dodaje.

Warto przypomnieć, że Czesi mają obecnie aż 10 tenisistek w top 100 rankingu WTA. Włosi zaś mogą się pochwalić taką samą liczbą tenisistów w pierwszej setce rankingu ATP. Oba kraje nie należy do niedawna do tenisowych potęg.

Oczekiwania, a realizm

W Polsce były duże nadzieje na medal na igrzyskach w tenisie. Czy te nadzieje były realne czy bardziej życzeniowe? - Według mnie to media częściowo sprawiły, że te oczekiwania narosły aż tak bardzo. Nie wypłynęło to od zawodników. Nikt z nich nie mówił, że jedziemy przywieźć medal, bo tego nigdy nie wiadomo. Doszło do „pompowania balonika". Medal byłby z pewnością miłą niespodzianką, ale nie było to nic pewnego - zauważa Tomasz Świątek.

- Trzeba pamiętać, że igrzyska są specyficzne, zwłaszcza w tenisie. Wiem od Igi, że np. inni sportowcy podchodzili do niej w wiosce olimpijskiej i prosili o autografy. Osobiście jest to dla mnie trochę zaskakujące, człowiek może czuć się onieśmielony w takiej sytuacji. Nie ma pełnej swobody, luzu. Miło spotkać się z gwiazdą innej dyscypliny, porozmawiać chwilę, ale nie wiem, czy odważyłbym się prosić kogoś o autograf, choć to oczywiście indywidualne - kończy nasz rozmówca.

Iga Świątek wraca teraz do Polski, ale nie wiadomo jeszcze, na jak długo. Niebawem czekają ją starty w turniejach przygotowujących do US Open oraz występ w nowojorskiej imprezie wielkoszlemowej. Ta rusza już 30 sierpnia.

Więcej o: