"Jak w Birmingham zdobyliśmy złoto, Amerykanie nie chcieli wejść na podium. Dziś podeszli i przybili piątkę"

- Michael Johnson z Siemianowic - zażartował jeden z dziennikarzy, chwaląc piękny bieg Kajetana Duszyńskiego na ostatniej zmianie sztafety mieszanej 4x400 m. - Jaki kraj, taki Michael Johnson - parsknął mistrz olimpijski. - Chyba dopiero jutro dotrze do nas, co zrobiiśmy - cieszy się Natalia Kaczmarek. - Nie jutro. Za tydzień! - poprawia ją Justyna Święty-Ersetic.

Na pierwszej zmianie Karol Zalewski, na drugiej Natalia, na trzeciej Justyna, a na czwartej Kajetan. Tak biegli. Po medal, po złoto, dla nas, dla wszystkich - aż chce się zacytować Włodzimierza Szaranowicza komentującego sukcesy Adama Małysza.

Zobacz wideo "Dla Świątek i Hurkacza to były igrzyska na przetarcie. Czego więcej od nich wymagać?"

Polecieli pięknie. A gdy przyszli do grupy polskich dziennikarzy, dostali owację i trochę się wzruszyli. Po chwili trochę do siebie doszli i mówili tak:

Natalia Kaczmarek:

- Jak już pobiegłam swoją zmianę, to usiadłam z Karolem i czekaliśmy, co się wydarzy. Gdy przybiegła Justyna, a Kajtek wyszedł na ostatnią prostą, to tylko mówiła: "Czekaj! Czekaj!". On zaatakował, a kiedy dobiegł do mety pierwszy, to tak krzyczeliśmy, że mam zdarte gardło. Chyba nie ma co się nam dziwić? To, co zrobiliśmy dotrze do nas chyba dopiero jutro!

- Nie jutro. Za tydzień! - poprawia, śmiejąc się, Justyna Święty-Ersetic.

Teraz głos ma Karol Zalewski.

- Słanialiśmy się z Natalią na nogach ze zmęczenia, ledwo głowy mogliśmy podnieść, żeby zobaczyć, jak świetnie walczą Justyna i Kajetan. Ale jak zauważyliśmy, że Kajtek ma dwa-trzy metry przewagi, to znów biegliśmy - do niego, żeby razem świętować - opowiada.

- Napędził nas bieg dziewczyn i Dariusza z eliminacji - wtrąca Justyna, chcąc oddać co cesarskie Małgorzacie Hołub Kowalik, Idze Baumgart-Witan i Dariuszowi Kowalukowi. Ta trójka pobiegła w eliminacjach. Wygrała je, ustanowiła nowy rekord Europy i rekord olimpijski. A później ta trójka tylko patrzyła, jak Kajetan z nową trójką wygrywa finał i bije rekordy Europy oraz olimpijski.

Chcieliby wejść na podium w siódemkę. Ale chociaż medali ma być siedem

Z informacji uzyskanych od Polskiego Związku Lekkiej Atletyki wynika, że ta trójka będzie tylko patrzeć, jak na podium wchodzi czwórka z finału. Ale złote medale ma dostać cała siódemka. A to chyba najważniejsze. 

- Na pewno im jest przykro, że nie wystartowali w finale. Ale od początku było wiadomo, że innym składem biegamy eliminacje, a innym finał. Wszystko zależało jeszcze tylko od mojego zdrowia. Na rozgrzewce było okej, więc pobiegłam - mówi Justyna.

- To nasz wspólny, ogromny sukces. Chciałabym, żebyśmy wszyscy weszli na podium. Nie wiem, czy tak się stanie. A nie wyobrażam sobie, żebyśmy medali nie dostali wszyscy - dodaje.

Justyna pobiegła, choć ze zdrowiem nie jest idealnie

Justyna pobiegła, choć jeszcze kilka dni przed igrzyskami z obozu aklimatyzacyjnego kadry napływały złe wieści dotyczące jej zdrowia. Cały czas dokuczał jej mięsień czworogłowy. To kontuzja z zimy, która odnowiła się w ostatniej fazie przygotowań do Tokio. I z tą kontuzją Justyna ciągle się zmaga.

- Nie jest idealnie, ale jest dobrze. Teraz jestem w euforii i kompletnie nie czuję, co się dzieje z nogą. A jutro zobaczymy, jak będzie. Teraz najbardziej chciałam być częścią tej drużyny - mówi mistrzyni olimpijska.

Polacy ze złotem w TokioKlasyfikacja medalowa igrzysk w Tokio. Gigantyczny awans Polski

"Oooo, skromny chłopak!"

Kto by nie chciał być częścią takiej drużyny?! Justyna to już zawodniczka bardzo utytułowana. Natalia dopiero się rozpędzała do wielkich sukcesów, a już ma największy, jaki w sporcie można mieć. No i panowie - Zalewski i Duszyński to szczęściarze, że pobiegli z tak znakomitymi zawodniczkami. A one cieszą się, że trafiły na znakomicie przygotowanych kolegów. Mniej znanych, jeszcze nie tak medialnych. Ale proszę popatrzeć jeszcze raz jak finiszował Kajetan - talent, pasja, wielki charakter!

- Stresowałem się, zdecydowanie. Ale bardziej w eliminacjach, bo trzeba było się zapoznać z rywalami i ze stadionem. O finale myślałem, że dam radę szybciej pobiec i czas pokazuje, że dałem radę [był lepszy o 0,4 s]. Ale ja tylko zwieńczyłem robotę całego zespołu. Nie miałem na tyle trudnej zmiany, żeby jej nie wywieźć na pierwsze miejsce - mówi Kajetan.

- Oooo, skromny chłopak - śmieją się dziewczyny.

- Kolejny dzień w biurze - odpowiada Duszyński z zawadiackim uśmiechem. A chwilę później ze śmiechu parska.

Michael Johnson z Siemianowic - rzuca o nim jeden z dziennikarzy. - Dokładnie! Jaki kraj, taki Michael Johnson! - odpowiada nasz mistrz olimpijski.

Paweł SpisakSpisak wykluczony ze startu w Tokio! "Marzenia prysły jak bańka mydlana"

Czego nauczyli się Amerykanie

26-letni Duszyński to bardzo ciekawa postać. Posłuchajmy. - Skończyłem biotechnologię, aktualnie jestem na doktoracie z krystalografii białek - mówi.

Z czego?

- To bardzo ważna dziedzina nauki, leży u podstaw medycyny, m.in. pomaga walczyć z pandemią, projektować nowe leki.

A teraz zmiana pałeczki i słuchamy Zalewskiego. Jego już znamy. Biega od paru ładnych lat. W 2018 roku był mistrzem świata z hali w sztafecie 4x400 m. I rekordzistą świata. Do tamtego złota i rekordu dołożył teraz złoto olimpijskie, rekord Europy i rekord olimpijski. - No to jeszcze tylko rekordu świata na powietrzu, a nie w hali mi brakuje - śmieje się Karol.

A już na poważnie mówi, że cieszy się z tego, że o medale walczyliśmy z Amerykanami. Ich miało w finale nie być. Źle zrobili jedną ze zmian i w eliminacjach zostali zdyskwalifikowani. Ale później - nie wiedzieć czemu - ich przywrócono. Dominikanę też przywrócono. Jedni i drudzy mają medale. Ale są za Polską - Dominikana druga, USA trzecie.

- Pamiętam jak w Birmingham [na halowych MŚ 2018] zdobyliśmy złoto i pobiliśmy rekord świata, a oni z nami przegrali. Wtedy spuścili głowy, nie chcieli wejść na podium. Pamiętamy, że nie potraktowali nas poważnie. Dzisiaj każdy z nich podszedł do nas i przybił piątkę. Mam wrażenie, że czegoś się nauczyli - mówi Karol.

Niecenzuralne słowa

My na tych igrzyskach uczymy się cierpliwości. To ich druga sobota i dopiero drugi medal dla Polski. A pierwszy złoty.

- Medal dedykuję rodzinie. Kiedy na ostatniej prostej przytrafiła mi się kontuzja, to oni mówili, że dam radę, że już wiele zniosłam. Dziękuję trenerowi i sztabowi medycznemu. Niedawno nawet sama na sobie postawiłam krzyżyk, a oni postawili mnie na nogi. Dziękuję dziewczynom, bo stworzyliśmy fajny team. I chłopakom dziękuję - Justyna się rozkręca.

- I obiecuję, że to nie jest ostatnie słowo na tej imprezie - Justyna pędzi już jak na bieżni. To dobrze. To bardzo dobrze!

Co Wam powiedzieli Wasi trenerzy - kobiet Aleksander Matusiński i mężczyzn Marek Rożej - pytamy.

- Jeszcze nic, jeszcze się z nimi nie widzieliśmy - próbuje tłumaczyć Natalia.

- Myślę, że to by były niecenzuralne słowa! - śmieje się Justyna. I obiecuje, że jak już ekipa odbierze swoje złote medale, to w wiosce olimpijskie wypożyczy je wszystkim chętnym z reprezentacji Polski. Żeby się nimi nacierali. To podobno przynosi szczęście i przyciąga medale do tych, którzy się natarli. - My się nacierałyśmy medalami wioślarek! - zapewnia Justyna. - Efekt jest piękny. Wierzyłam w medal w sztafecie żeńskiej, a tu zaczynamy igrzyska i mamy złoto w sztafecie mieszanej! To coś wspaniałego. Mam nadzieję, że rozwiązaliśmy worek na lekkoatletyczne medale i teraz same będą do niego wpadały - dodaje Święty-Ersetic. My też mamy taką nadzieję.

Więcej o: