5.65 metra pokonał w trzeciej próbie tak, że kiedy wylądował na materacu, poprzeczka jeszcze skakała na stojakach. Uff! To była trzecia próba. Odrobinę mniej szczęścia i Liska nie byłoby w finale!
5.75 metra też przeskoczył dopiero w ostatniej próbie. Też z technicznymi błędami, które pewnie wszystkim oglądającym transmisję nad ranem w Polsce podniosły ciśnienie lepiej niż by to zrobił dzbanek kawy.
- Wiecie jak to jest, kiedy się skoczy w trzeciej próbie? Jest się rozwalonym psychicznie. I wtedy strasznie trudno skakać następną wysokość - mówi Lisek. - Szalenie trudny był ten konkurs. Wygrała zimna głowa. Nie dałem się presji, którą sam sobie nakładam i którą wy na mnie nakładacie - dodaje.
Presja jest, bo Lisek to jeden z naszych najlepszych lekkoatletów ostatnich lat. Jest aktualnym brązowym medalistą MŚ z Dauhy z 2019 roku. Na stadionie zdobył na MŚ jeszcze srebro w Londynie w 2017 roku i brąz w Pekinie w roku 2015. Do tego dodajmy dwa brązy halowych MŚ - z 2016 i 2018 roku. Dodajmy jeszcze cztery medale mistrzostw Europy - złoto z 2017 roku, srebro zdobyte dwa lata później oraz brązy z 2015 i 2021 roku. I mamy pokaźny wór z metalami szlachetnymi. Brakuje w nim tylko olimpijskiego krążka. - Igrzyska są najtrudniejszymi zawodami na świecie i w eliminacjach to było widać. Tu się każdy potykał, nawet Mondo - mówi Lisek.
Monto to Armand Duplantis, geniusz dyscypliny, rocznik 1999. Szwed na co dzień walczy tylko ze swoim rekordem świata. Śrubuje go coraz bardziej, już go wywindował na 6.18 m, a fachowcy z różnych dziedzin nauki prześcigają się w wyliczeniach jak wysoko jeszcze doleci.
W sobotę rano na Stadionie Olimpijskim w Tokio Mondo zaczął od zrzucenia poprzeczki wiszącej na 5.50 m. Na tej samej wysokości pierwszy skok zepsuł Thiago Braz, mistrz olimpijski z Rio, a strasznie się męczył Renaud Lavillenie, poprzedni dominator i spadkobierca Siergieja Bubki. Francuz pokonał tę początkową zdawałoby się wysokość dopiero w trzeciej próbie!
Z 30 skoczków startujących w eliminacjach tylko dwóch przeszło przez nie bez zrzutki. A z tych, którzy wyeliminować się nie dali i którzy są typowani do olimpijskiego podium, najbardziej zrzucał Lisek. - Lisek oblizywał poprzeczkę. Ale przynajmniej smakowała - śmieje się nasz tyczkarz. Wysokość 5.75 to dla niego dużo poniżej możliwości. 5.65 tym bardziej. Życiówka Polaka wynosi 6.02. I on przekonuje, że jest tu gotowy na bardzo wysokie skakanie.
- W eliminacjach finezja nie była potrzebna. A finał to będzie nowy epizod. Otworzę nowy rozdział i mam nadzieję, że znów dam wam takie emocje, że nie będziecie musieli pić kawy - puszczak oko Lisek.
O medale z Polaków powalczy tylko on. Paweł Wojciechowski i Robert Sobera odpadli, zaliczając odpowiednio 5.30 i 5.65. Dlaczego Wojciechowski, mistrz świata z Daegu z 2011 roku i od tamtego momentu też czołowy tyczkarz globu, wypadł tak słabo?
- Sam sobie nie potrafię tego wytłumaczyć, a co dopiero innym? Wszystkie przygotowania pokazywały, że będzie dobrze. Nie wiem, czy to fatum igrzysk wisi nade mną, czy o coś innego chodzi - mówi. - Muszę wytrwać jeszcze trzy lata i w Paryżu stanąć na wysokości zadania, bo nie chcę tak kończyć swoich startów na igrzyskach - dodaje były mistrz, który na igrzyskach jest trzeci raz i trzeci raz odpada w eliminacjach.
Sobera też jest podłamany. Nie dokończył kwalifikacji z powodu kontuzji. - Noga się posypała. Dwa i pół tygodnia temu chciałem sobie polepszyć ścięgno achillesa i je pogorszyłem. Wziąłem zastrzyk, zadziałał źle - tłumaczy Sobera.
- W efekcie mimo końskiej dawki leków przeciwbólowych nie dałem rady dokończyć kwalifikacji. Z zaciśniętymi zębami skoczyłem 5.65, ale na 5.75 musiałem odpuścić - żałuje.
We wtorkowym finale nie będzie polskich kolegów Liska i nie będzie jego kolegi a zarazem wielkiego rywala Sama Kendricksa. Amerykanin miał pozytywny wynik jednego z testów na covid. Dwukrotny mistrz świata i brązowy medalista igrzysk z Rio nie ma żadnych objawów choroby, ale igrzyska spędza w przymusowej izolacji. - Rozmawialiśmy z Samem. To strasznie trudne igrzyska przez covid. Staramy się zachowywać dystans i nosić maski. Sam też się starał. To niesprawiedliwe, że go zabraknie - żałuje Lisek. - Mam nadzieję, że mi nie wyjdzie pozytywny wynik na finał - dodaje.
A na jaki wynik Polak w tym finale liczy? Czy Duplantis jest niemal pewny złota, a inni powalczą o medale srebrny i brązowy? - Myślę, że Mondo jest poza konkurencją. Jest w piekielnej formie, na każdym skoku widać, że ma duże przewyższenie. Myślę, że my się bijemy o drugie i trzecie miejsce - szczerze ocenia Lisek. "My się bijemy", czyli kto się bije? - Wszyscy - tu już Lisek nie chce wchodzić w analizy.