Debata po występie tenisistów. Co z tą ręką? "Chłodził ją za każdym razem"

Dominik Senkowski
Wysłaliśmy na igrzyska do Tokio sześciu naszych najlepszych tenisistów. Żaden z nich nie doszedł do strefy medalowej. Łącznie odnieśli tylko trzy zwycięstwa. Kibice czują się rozczarowani. Czy mają podstawy? - Brak medali to nie jest rozczarowanie - twierdzi Tomasz Wolfke, komentator Eurosportu.

To koniec występów polskich tenisistów w turnieju olimpijskim rozgrywanym w Ariake Tennis Park w Tokio. Nasi zawodnicy wygrali łącznie trzy spotkania. Po jednym Hubert Hurkacz i Iga Świątek w singlu oraz para Iga Świątek - Łukasz Kubot w mikście. Ci ostatni przegrali w czwartek wieczorem czasu lokalnego w ćwierćfinale par mieszanych z rosyjską parą Asłan Karacew - Jelena Wiesnina.

Zobacz wideo

Bartosz Kurek i Vital HeynenBartosz Kurek zagrał słabszy mecz i mówi: Fajnie

Jak oceniać występy Hurkacza i Świątek?

Porażki Kamila Majchrzaka z Serbem Miaomirem Kecmanoviciem, Magdy Linette z Białorusinką Aryną Sabalenką oraz pary Alicja Rosolska - Magda Linette z Amerykankami Bethanie Mattek-Sands - Jessica Pegula nie były zaskoczeniem. Ich rywale byli faworytami i nie dali naszym reprezentantom większych szans.

Jak ocenić występ naszych najlepszych singlistów: Igi Świątek i Huberta Hurkacza? Czy słusznie część kibiców oczekiwała od nich medali? - Brak medali u Huberta i Igi to nie jest rozczarowanie. Trzeba jednak pamiętać, że w miarę wymiernie można oceniać tenisistów jedynie patrząc na ranking. Jeśli ktoś jest rozstawiony w turnieju tak, jak w Tokio Iga i Hubert, to zgodnie z tym rozstawieniem zawodnicy z numerami 1. - 16. powinni dojść co najmniej do 1/8 finału. Wtedy plan jest wykonany, nie można nic zarzucić - twierdzi Tomasz Wolfke, dziennikarz radia 357 i komentator Eurosportu, który przebywa obecnie w Japonii.

- Iga przegrała z rywalką, która grała znakomicie, a i sama zaprezentowała się lepiej niż w pierwszej rundzie z Moną Barthel. Do niej nie można mieć zastrzeżeń. Te w lekkiej formie można mieć zaś do Huberta - dodaje Wolfke. Świątek odpadła w drugiej rundzie z Paulą Badosą, jedną z objawień tego sezonu, a Hurkacza zatrzymał Liam Broady, 143. tenisista świata.

Świątek przegrała z objawieniem, Hurkacz trochę zawiódł

Do naszej najlepszej obecnie tenisistki trudno mieć pretensje. Porażka z Badosą, ćwierćfinalistką ostatniego Roland Garros, mistrzynią z Belgradu czy półfinalistką z Madrytu i Charleston boli, ale trzeba było ją brać pod uwagę. Świątek miała trochę pecha, bo Hiszpanka oficjalnie jest 29. w rankingu WTA, a faktycznie jej pozycja jest wyższa - gra ostatnio jak zawodniczka z top „10". Taka rywalka już w drugiej rundzie turnieju to zawsze spore wyzwanie.

Więcej wątpliwości przyniosła przegrana Hurkacza z Broadym. Wydawało się, że Polak zyskał olbrzymią dawkę pewności siebie po dojściu do półfinału ostatniego Wimbledonu. Tymczasem w Tokio znów grał niepewnie, znów nie potrafił przejąć inicjatywy. Tłumaczył po meczu z Brytyjczykiem, że od początku przylotu do Japonii nie służyło mu jedzenie i był zatruty. Dodatkowo choć sam zapewniał, że z jego ręką jest wszystko w porządku, to zastanawiające było, jak chłodził ją prawie za każdym razem w przerwach między gemami.

Ze sporym rozczarowaniem przyjęto w Polsce występy naszych par: Łukasz Kubot - Hubert Hurkacz oraz Iga Świątek - Łukasz Kubot. Panowie odpadli już w pierwszej rundzie debla z para Alexander Zverev - Jan Lenard Struff. Czy można było liczyć na więcej? Niby tak, ale na jakiej podstawie? Hurkacz i Kubot rozegrali do tej pory razem siedem spotkań. Pięć z nich przegrali. Poza kortem dobrze się dogadują, ale w czasie spotkań tej chemii na razie nie widać.

Trudno jednoznacznie ocenić występ w mikście Kubota i Świątek. Z jednej strony doszli do ćwierćfinału, z drugiej wystarczyło w tym celu wygrać jedno spotkanie. Poziom turnieju par mieszanych w Tokio był niebotyczny. Wystarczy przypomnieć, że zgłosił się m.in. najlepszy na świecie Novak Djoković. Porażka z Rosjanami w ćwierćfinale nie jest powodem do wstydu, bo niedawno byli w finale Roland Garros.

Szanse, a realne szanse

Hurkacz, Świątek, Majchrzak, Linette, Linette i Rosolska, Świątek i Kubot oraz Kubot i Hurkacz - na igrzyskach mieliśmy siedem szans medalowych. Ile z tych szans było mocnych, realnych? Wydaje się, że żadna. Jak rozczarowaniem może być np. występ Hurkacza w singlu, który powinien dojść co najmniej do trzeciej rundy, tak trudno było liczyć, że Polacy wrócą z igrzysk z medalem w tenisie. Byłaby to co najmniej miła niespodzianka.

W tenisie jeszcze nigdy nie zdobyliśmy olimpijskiego krążka. Jak to wytłumaczyć? W rozmowie z Kubotem i Świątek odpowiedzi szukał w czwartek jeden z dziennikarzy. Nie znalazł, bo nasi tenisiści odebrali to jak atak. Faktem jest jednak, że kolejne kraje zdobywają na igrzyskach medale w tenisie - w tym roku np. Chorwacja (ma dwie pary w finale debla panów) i Szwajcaria (Belinda Bencić jest w finale singla i debla pań). Polacy muszą poczekać co najmniej do Paryża, gdzie za trzy lata odbędą się kolejne igrzyska.

Myśląc o naszych młodych gwiazdach niesprawiedliwe wydaje się zarzucanie im braku medalu. Świątek i Hurkacz należą od niedawna do światowej czołówki, ale w Tokio było co najmniej pięć - sześć postaci, które miały większe szanse medalowe niż nasi tenisiści. Hurkacz ma najlepszy sezon w karierze, ale wciąż daleko mu do Alexandra Zvereva, Daniła Miedwiediewa czy Stefanosa Tstitsipasa, nie mówiąc już o Novak Djokoviciu. Podobnie Świątek, którą oczami wyobraźni kibice widzą ze złotem olimpijskim na szyi, ale nie należała do tak mocnych faworytek jak np. Naomi Osaka i Ashleigh Barty.

Zdjęcie Bartosza Kurka stało się hitem internetuZdjęcie Bartosza Kurka zrobiło furorę! Zawodnicy i kibice oszaleli. "Naaaajaaaaak!"

Presja nie pomaga

Trudno też pozbyć się wrażenia, że naszym największym gwiazdom nie służy szum wokół nich. Największy sukces Hurkacza? Półfinał Wimbledonu poprzedzony sześcioma porażkami z rzędu. Oczekiwania przed Londynem nie były wysokie. Największy sukces Świątek? Triumf w Roland Garros poprzedzony porażką w pierwszej rundzie w Rzymie, gdy w całym sezonie przed Paryżem rozegrała tylko to jedno spotkanie, a do Roland Garros przystępowała jako 53. zawodniczka świata bez większej presji. Na igrzyskach presja była gigantyczna, co dziwić nie może, bo odbywają się raz na cztery lata, a nie cztery razy w roku, jak turnieje wielkoszlemowe.

Klątwa polskiego tenisa w zawodach olimpijskich trwa. Nie przełamała jej ani Agnieszka Radwańska, ani Łukasz Kubot czy Jerzy Janowicz. Nowe pokolenie na czele z Igą Świątek i Hubertem Hurkaczem na razie też odbiło się od ściany. Skoro jednak młodzi potrafili jako pierwsi wygrać m.in. turniej wielkoszlemowy czy imprezę Masters ATP w Miami, to być może będą także w stanie odczarować nasze występy na igrzyskach.

Więcej o: