Pięć lat przygotowań i po 1:06.78 nastąpił koniec. Wielka zwyciężczyni igrzysk

Kacper Sosnowski
Jej przetrwanie kiedyś zależało od umiejętności pływania. Uciekając z bombardowanej Syrii przez morze do Grecji, przez kilka godzin napędzała zepsutą łódź siłą własnych mięśni. Potem przeszła jeszcze pół Europy i zamieszkała w Niemczech, zostając przy pływaniu. Właśnie zakończyła zmagania na igrzyskach w Tokio. Choć Yusra Mardini medalu nie zdobyła, trudno powiedzieć, że coś przegrała.

Pięć lat przygotowań, by po minucie, sześciu sekundach i 78 setnych wyjść z olimpijskiego basenu wiedząc, że to już koniec. Że najgorszy w stawce czas nie da awansu do półfinału zmagań na 100 metrów motylkiem. Tyle że Yusra Mardini i tak jest wielkim wygranym igrzysk w Tokio i przykładem jak wiele dał jej sport. Teraz obiektów, na których pływa, nie sięgają już bomby. Każdy kolejny dzień nie jest walką o przetrwanie, a wędrówką, która pomaga spełniać marzenia. Gdyby sześć lat temu ktoś w małym pontonie na Morzu Egejskim powiedział jej, że niebawem dopłynie na igrzyska olimpijskie, pewnie by nie uwierzyła. - Opowiadam swoją historię, ponieważ chcę, aby ludzie zrozumieli, że sport uratował mi życie - powtarza w rozmowach z dziennikarzami.

Zobacz wideo Marzyła o medalu igrzysk, odpadła w 1/8 finału. "Przeszkoda nie do pokonania"

Dziurawym pontonem przez morze

Na tych 100 metrach, Mardini wciąż jest daleko w tyle za najlepszymi pływakami na świecie. Traci do nich dziesięć sekund. Jednak jako członek Olimpijskiej Reprezentacji Uchodźców nie musiała wypełniać standardowych minimów olimpijskich.

Międzynarodowy Komitet Olimpijski wysłał na igrzyska w Tokio drużynę, która składa się w sumie z 29 sportowców. Większość z nich ma w głowach koszmary. Wszyscy nie mogą mieszkać w swojej ojczyźnie. Jednak historia Mardini przepełniona jest heroizmem. W 2015 roku 17-letnia wówczas Syryjka wyruszyła wraz z kilkunastoma innymi uchodźcami na wędrówkę po lepsze jutro. Jej kraj ogarnięty był wojną. Jak kiedyś relacjonowała na spadające bomby musiała uważać nawet gdy chciała odciąć się od smutnej codzienności trenując w ojczyźnie na ukochanej pływalni. Tkwić w tej drodze donikąd nie było sensu. Najpierw pieszo przemierzyła Turcję, a potem na szlaku do Grecji przedzierała się przez morze. Kilkunastu osobom musiał na nie starczyć jeden stary ponton. Podczas podróży silnik łódki wielokrotnie się psuł, a w pewnym momencie ponton zaczął nabierać wody. Mardini wraz ze swą siostrą i dwoma innymi mężczyznami wskoczyła do wody. Przez 3,5 godziny holowała łódkę w stronę brzegu i walczyła o przetrwanie swoje i rodaków.

Pierwszy dom Alphonso DaviesaZ ciemnej chatki w obozie dla uchodźców na Stadion Światła. Jak przyspieszyło życie Alphonso Daviesa

- Powiedziałam sobie, że jestem pływaczką, więc moim obowiązkiem jest popłynąć - opowiadała potem o akcji ratunkowej.

Wytrwałość się opłaciła, a dalsza droga przez pół Europy do Niemiec wydawała się już małym wyzwaniem. Mardini osiedliła się w Hamburgu, cały czas pływała, a że wychodziło jej to dobrze (jest córką trenera pływackiego) udało się jej dostać na igrzyska do Rio w 2016 roku. To wtedy MKOl pierwszy raz chciał wysłać na igrzyska Olimpijską Reprezentację Uchodźców. Informację o przyznaniu w niej miejsca, nastolatka przegapiła, bo jak sama przyznała, nie lubiła zaglądać do poczty elektronicznej. Dobrą nowinę przynieśli dziennikarze.

To wtedy po raz pierwszy Mardini trafiła na okładki gazet. Poruszająca historia o podróży przez osiem krajów, holowaniu dziurawego pontonu działała na ludzie umysły. W Rio wygrała eliminacje na 100 metrów motylkiem, ale do startów finałowych się nie dostała. Ponieważ profesjonalnie trenowała od dwóch lat, to ten wynik i tak uznano za dobry. Zawodniczka była chyba najszczęśliwszą osobą na brazylijskiej pływalni.

Ambasadorka uchodźców i historia na Netfliksa

Przez ostatnie lata jej życie nabrało tempa. Mardini została ambasadorką Agencji Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR). Jako jej reprezentantka miała audiencję u papieża. Jej historia została opisana już w książce, a obecnie powstaje o niej film. Ten w przyszłym roku będzie dostępny na Netfliksie. Zawodniczka chętnie się udziela i rozmawia z mediami.

- Opowiadałam moją historię milion razy, ale jeśli będzie trzeba, opowiem ją dwa miliony. Chodzi w niej o dawanie ludziom nadziei - tłumaczyła. Według magazynu People Syryjka jest obecnie jedną z "25 kobiet zmieniających świat".

W Tokio Mardini zrealizowała już dwa ze swoich wielkich marzeń. Ma na koncie dwa występy na igrzyskach. W dodatku w Tokio spełnił się jeszcze jeden sen. Na ceremonii otwarcia wraz z lekkoatletą Tachlowini Gabriyesos z Erytrei, Mardini niosła flagę olimpijską drużyny uchodźców. "Nie mogę znaleźć słów na to, co czułam" – napisała później pływaczka na Instagramie. Jej konto obserwuje ponad 140 tys. osób. Choć występ w Tokio był prawdopodobnie jej ostatnią przygodą z igrzyskami, 23-letnia Mardini ma już przed sobą nowy cel. Chcę zdobyć niemiecki paszport, skończyć szkołę, a potem otworzyć własną szkołę pływania.

Więcej o: