Sportowcy mają dość "hipokryzji, kłamstw, korupcji" i masowo odwracają się od swojego kraju

Kacper Sosnowski
Kimia Alizadeh zdobyła dla kraju olimpijski medal w taekwondo, więcej nie chciała. Alireza Firouzja mógł być jednym z najlepszych irańskich szachistów w historii. Saeid Mollaei chciał kłaść na matę kolejnych rywali, ale wiedział, że pod irańską flagą to nierealne. Właśnie został wicemistrzem olimpijskim jako judoka z Mongolii. Od Teheranu odwraca się coraz więcej zawodników. Mają dość wykorzystywania, hipokryzji, kłamstw i antysportowych zasad.

Dla jednych jest bohaterką, dla innych wrogiem państwa. Na pewno jest brązową medalistką olimpijską w taekwondo z 2016 roku i uchodźcą. Właśnie mogła powtórzyć swój sukces z Rio, ale w Tokio zabrakło niewiele. Kimia Alizadeh wyrównane starcie o brąz, przegrała minimalnie. Choć jest Iranką, to na tegorocznych igrzyskach reprezentowała olimpijską reprezentację uchodźców. Była jednym z jej 29 sportowców. Ze swoim krajem, tak jak coraz więcej jej rodaków - sportowców, nie chce mieć nic wspólnego. 

Zobacz wideo Niehumanitarne warunki na IO w Tokio. "Organizatorzy powinni to zmienić"

"Jesteśmy tylko narzędziami"

W styczniu 2020 roku Alizadeh dość odważnie ogłosiła na Instagramie, że nie ma zamiaru dłużej mieszkać w Iranie i przenosi się do Europy. Zaznaczyła, że nie chce być częścią "hipokryzji, kłamstw, korupcji niesprawiedliwości i pochlebstw" - opisywała państwowy aparat, dodając, że "nie ma innego pragnienia niż uprawianie taekwondo, zapewnienie sobie bezpieczeństwa oraz szczęśliwe i zdrowe życie". Potwierdzała również, że państwo wykorzystywało irańskich sportowców do uprawiania propagandy. "Nosiłam to, co mi kazali, powtarzałam każde zdanie, które mi przekazali. Nikt z nas nie ma dla nich znaczenia, jesteśmy tylko narzędziami" - pisała. 

Tak wygląda klasyfikacja medalowa po piątym dniu igrzyskTak wygląda klasyfikacja medalowa po piątym dniu igrzysk

Jej post polubiło 720 tys. osób, choć dostała też pogróżki. Zawodniczka przyznała, że gdyby siedziała cicho i robiła to, co chce rząd, w swym kraju mogłaby żyć dostatnio i robić karierę, ale nie chciała być częścią obłudy. Najpierw wyjechała do Holandii, potem do Niemiec, co irańska agencja informacyjna ISNA skwitowała słowami "szok dla irańskiego taekwondo". W szczegóły ucieczki zawodniczki jednak nie wchodziła. Podobnie jak przyjazny reżimowi "Teheran Times", który kiedyś cytował słowa prezydenta Hassana Rouhaniego o "odwadze i kompetencjach irańskich kobiet", a potem już tylko informował o "opuszczeniu kadry" przez Alizadeh. 

Walka o medal pod flagą uchodźców

Na początku tego roku Alizadeh otrzymała status uchodźcy w Niemczech, były nawet przymiarki, by walczyła pod flagą tego kraju. Irańska Federacja Taekwondo odmówiła jej jednak prawa do reprezentowania innego narodu. 

Alizadeh została zatem członkiem olimpijskiej reprezentacji uchodźców. Rywalizując o miejsce na podium w Tokio, chciała udowodnić wielu krytykom, że jej osiągnięcia nie mają nic wspólnego z paszportem. Że jest równie dobrym wojownikiem jako bezpaństwowiec, jakim była jako reprezentant Iranu, choć porównać to trudno, bo w ostatnim czasie zmagała się z wieloma kontuzjami. 

Alizadeh chciała też pokazać, że zasługuje na szacunek — jako sportowiec, jako kobieta i jako człowiek.  

- Ona po swojej wyprowadzce z Iranu otrzymała wiele negatywnych komentarzy w mediach społecznościowych. Kibice pisali, że byłaby znacznie lepsza, gdyby nadal walczyła za Iran - opisywała telewizji Deutsche Welle Helena Stanek, rzeczniczka Niemieckiego Związku Taekwondo. Medal w Tokio jawił się jako okazja na uciszenie krytyków. Być może dlatego sportsmenka porażkę przeżywała mocno. Ponieważ ma dopiero 23 lata wszystko jeszcze przed nią. 

Fot. Andrew Medichini / AP

Drogę do mistrzostwa zagradzało państwo, nie przeciwnik

Alizadeh to tylko jedna z osób z regularnie powiększającej się listy elitarnych irańskich sportowców, którzy zdecydowali się zerwać ze swym krajem. Już kiedyś uczyniła to Raheleh Asemani, która zdobyła srebro w taekwondo na igrzyskach azjatyckich w 2010 roku. Po tym jak kilka lat później nie opuściła rywalizacji z przeciwniczką z Izraela, zdecydowała się pozostać w Belgii i walczyła pod flagą Światowej Federacji Taekwondo. W końcu dostała obywatelstwo belgijskie. 

Na liście uciekinierów jest też mieszkający w Niemczech kajakarz Saeid Fazloula, który zdobył srebro na Igrzyskach Azjatyckich w 2014 roku. Z ojczyzny jednak uciekł po oskarżeniu go o próbę przejścia na chrześcijaństwo. Został za nią nawet na krótko uwięziony. Dowodem w jego sprawie było odwiedzenie przez niego katedry w Mediolanie. Kajakarz zajrzał do niej podczas Mistrzostw Świata 2015 roku. Teraz 27-letni sportowiec w Tokio będzie rywalizował pod flagą olimpijskiej reprezentacji uchodźców. 

Kolejnym z tych, który nie chciał dalej wkładać narodowych strojów jest judoka Saeid Mollaei, a do ojczyzny wracać się bał. To dlatego pod koniec 2019 roku uciekł do Niemiec. Jego strach wynikał z tego, że ujawnił polityczny skandal. Zdradził, że podczas mistrzostw świata w 2018 roku wiceminister sportu w Iranie, Davar Zani nakazał wycofanie Mollaeiego z rywalizacji, by uniknąć potyczki z Izraelczykiem Sagim Mukim. Choć to niepisana zasada, to Irańczycy muszą unikać rywalizacji z Izraelczykami, bo ich naród nie uznaje tego kraju. To dlatego najczęściej udają kontuzje, kłamią i przyjmują walkowery. Ten teatr służył głównie temu, by nikt się nie miał o co przyczepić. Zwykły bojkot mógłby grozić zawieszeniem krajowej federacji. O problemie pisaliśmy TU. 

13-latka o krok od historycznego złotego medalu. 13-latka o krok od historycznego złotego medalu. "Duże zagrożenie"

Tyle że Mollaei nie chciał kłamać. Chciał w sportowym duchu powalczyć o mistrzostwo świata, wydawał się zdeterminowany. Gdy usłyszał od jednego z działaczy, że irańskie służby już są w domu jego rodziców i gdy skontaktował się z nim przestraszony brat, Mollaei pogodził się z tym, że do finału nie wolno mu awansować. Ale opowiedział o tym, jak na niego naciskano, że szansę na podium mistrzostw świata stracił przez groźby własnego obozu. Sprawa nie uszła uwagi międzynarodowej federacji, która na cztery lata zawiesiła Irańską Federację Judo, za naruszenie kodeksu etycznego i złamanie Karty Olimpijskiej. Zakaz wszedł w życie we wrześniu 2019 roku. 

Mollaei do ojczyzny nie wrócił. Postanowił reprezentować Mongolię. To w jej barwach w Tokio wywalczył właśnie srebrny medal olimpijski! - Zawsze byłem sportowcem. Nigdy nie zajmowałem się polityką - powtarzał od kilkunastu miesięcy, zbierając brawa w izraelskich mediach. Teraz o triumf mógł walczyć bez strachu, że na igrzyskach zatrzyma go Iran, a nie przeciwnik. 

Utrapienie szachistów

Podobnie układały się losy Alireza Firouzji, genialnego 18-latka, który jest już wicemistrzem świata w szachach. On też musiał wycofać się z jednego z turniejów, gdy na jego drodze stanął rywal z Izraela. Gdy Irańska Federacja Szachowa podjęła też generalną decyzję o wycofaniu szachistów z mistrzostw świata w 2019 roku, dla Firouzjego przelała się czara goryczy. Opuścił kraj wraz z ojcem i osiadł nad Sekwaną. Na zawodach najpierw walczył jako bezpaństwowiec, a gdy rywalizowały o niego Stany Zjednoczone i Francja, wybrał ten drugi kraj. Ponieważ szachy to sport, w którym Izrael ma wielu reprezentantów, funkcjonowanie irańskich szachistów i unikanie rywalizacji z "wrogiem państwa" staje się udręką. Niezastosowanie się do procedury też nie jest dobrym wyjściem. Przekonał się o tym Borna Derakhshani, który rozegrał partię z Ołeksandrem Chuzmanem reprezentującym Izrael na zawodach Gibraltar Chess Festival 2017.

Irańska federacja szachowa zabroniła Derakhshaniemu reprezentowania kraju oraz uczestniczenia w przyszłych wydarzeniach szachowych w Iranie. Te same konsekwencje spotkały siostrę Borny, Dorsę. Druga szachistka Iranu została ukarana za to, że na Gibraltarze nie nosiła chusty podczas pojedynków. Po tamtej historii wyjechała do USA. Do podobnych zdarzeń dochodzi cyklicznie. Zresztą po ostatnich mistrzostwach świata w Szanghaju Iran stracił Shohreh Bayatę, międzynarodową arbiter. Do kraju dotarły jej zdjęcie z zawodów bez chusty na głowie. Mimo początkowych tłumaczeń rodziny, że chusta spadła, kolejne dni przynosiły podobne fotografie. Bayat, która sama kiedyś w szachy grała, chce teraz zdobyć obywatelstwo innego kraju i poświęcić się karierze, bez ograniczeń ojczyzny. 

Od wiosny tego roku Irański Związek Szachowy wykreślił też ze swych struktur arcymistrzynię Mitrę Hejazipour (również za rezygnację z hidżabu), która od lipca rywalizuje już pod flagą Francji.  

Przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) Thomas Bach na początku roku wymienił korespondencję z irański ministrem sportu i szefem irańskiego komitetu olimpijskiego. Przypomniał o zasadach sportowej rywalizacji i hasłach zapisanych w Karcie Olimpijskiej. Określił sprawę Iranu jako "toczący się proces", dodał, że druga strona zapewniła go, że chce przestrzegać wszelkich regulaminów.  

Więcej o: