Myślała, że zdobyła złoto i się myliła. "Amatorstwo. Przerażające doświadczenie"

Pięć lat po upadku, który kosztował ją olimpijskie złoto w Rio, Annemiek Van Vleuten znów musiała zmierzyć się z przeciwnościami. Tym razem udało się zdobyć medal. Ale znów nie było to złoto.

Annemiek Van Vleuten na metę kolarskiego wyścigu ze startu wspólnego wjechała z rękoma uniesionymi w geście triumfu. Po chwili wyściskała swoją ekipę. Holenderka była przekonana, że w Tokio wygrała wyścig.

Zobacz wideo Tokio 2020: nie siadaj, bo się poparzysz. I weź tabletkę. Organizatorzy pomagają walczyć z upałem

"Nowe i przerażające doświadczenie"

Nie wiedziała jednak, że jej rywalka Austriaczka Anna Kiesenhofer oderwała się od peletonu na pierwszych kilometrach, utrzymała bezpieczną przewagę nad resztą stawki i to ona dojechała do mety jako pierwsza. 

– Nie wiedziałam. Nie miałam pojęcia – mówiła Holenderka, kiedy poinformowano ją, że dojechała na metę jako druga. Była zdezorientowana, wściekła. - Ruud, myliłam się - powiedziała do trenera Ruuda Zijlmansa zaraz po tym, jak poznała prawdę.

Holenderka Annemiek Van Vleuten po dotarciu do mety myślała, że jest mistrzynią olimpijskąTo nie miało prawa się zdarzyć! Na mecie myślała, że ma złoty medal

– To najważniejszy wyścig od pięciu lat, a ja w trakcie rywalizacji nie mam żadnej informacji. Nie miałam pojęcia, jak wygląda sytuacja na trasie – dodawała załamana holenderska kolarka.

– Nie mieliśmy zbyt wielu informacji w samochodzie, a w wielu miejscach nie było możliwości przekazania czegokolwiek kolarzom. Nie mamy słuchawek, a na ostatnim okrążeniu wokół toru nie mogliśmy poruszać się autem. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że dla kolarek nie było jasne czy ktoś jest przed nami – mówiła trenerka reprezentacji Holandii Loes Gunnewijk.

– Bez słuchawek komunikacja z kierownictwem zespołu w samochodzie byłaby słaba, prawie niewłaściwa lub całkowicie niewłaściwa. Annemiek wyścigi bez słuchawek nazwała amatorskimi. Przypomniało mi to ludzi, próbujących pozbyć się nawyku używania ostatecznego środka komunikacji, telefonu komórkowego. To, że istnieje świat poza łącznością elektroniczną jest nowym i przerażającym doświadczeniem – pisze Peter Winnen dla de Volksrant.

Srebro ze złotym połyskiem

Holenderska drużyna ma wypracowany system komunikacji w trakcie wyścigów. Ale w Tokio zawiódł. Tym razem kodu przekazywanego za pomocą znaków nie było w najgorszym momencie, bo tuż przed ostatnim okrążeniem na torze. Wcześniej Van Vleuten dostała informację od Van der Breggen, że czas dzielący ich od Plichty i Shapiry wynosił 45 sekund. Problem był taki, że to nie one były na czele stawki, a Kiesenhofer, której faktyczna przewaga wynosiła 4 minuty na 10 kilometrów przed metą. Praktycznie nie do odrobienia.

Fatalna sytuacja klubu reprezentantów Polski. Fatalna sytuacja klubu reprezentantów Polski. "Najłatwiej byłoby mi teraz odejść"

Holenderka jechała do końca, myśląc, że jest w walce o olimpijskie złoto. Zawód na mecie był ogromny. - Oczywiście do bani jest to, że myślałem przez chwilę, że jestem mistrzynią olimpijską. Ten ból trochę złagodniał, gdy po finiszu widziałam, że wszyscy zastanawiali się, kto wygrał. Przez chwilę myślałam, że tylko ja tego nie wiem - mówiła zawodniczka. - Możemy dużo narzekać na nieporozumienia, ale jechałam bardzo dobrze. Dlatego dla mnie jest to srebro ze złotym połyskiem.

Mecz siatkówki Polska - Iran"Zadzwonił do mnie Alekno i prosi: daj mi Leona" Niewykorzystany kontrakt "Papa Andre" cały czas ma w szufladzie

Więcej o: