"Zadzwonił do mnie Alekno i prosi: daj mi Leona" Niewykorzystany kontrakt "Papa Andre" cały czas ma w szufladzie

Jakub Balcerski
Kibice mówią na niego "Cristiano Ronaldo siatkówki". On sam nie chce, żeby go tak nazywać, ale musi mieć świadomość, że żaden inny zawodnik nie ma takiego statusu, jak on. Decyzję o przyjeździe do Polski podjął po tym, jak Kuba nie awansowała na igrzyska olimpijskie do Londynu. Dziesięć lat później Wilfredo Leon staje przed szansą na zdobycie złotego medalu w Tokio już w barwach Polski.

Wilfredo Leon odebrał polskie obywatelstwo 14 lipca 2015 roku, a w reprezentacji Polski zadebiutował 27 lipca 2019 roku. 26 lipca 2021 roku, czyli niemal dokładnie dwa lata później Leon zagra przeciwko Włochom w Tokio. To jego drugi mecz w drodze po szansę na wywalczenie olimpijskiego złota z drużyną Vitala Heynena. A wszystko zaczęło się od jego "osiemnastki".

Zobacz wideo Wilfredo Leon w programie "Wilkowicz Sam na Sam"

"Papa Andre"

Na małej imprezie na Kubie, na której Leon świętował osiągnięcie pełnoletniości, pojawił się "Papa Andre"". - Pierwszy raz spotkaliśmy się na krótko przed tymi urodzinami, potem na imprezie, na której było jeszcze kilku kubańskich siatkarzy, z którymi też miałem kontakt. Inni zawodnicy nie znali nawet moich danych. On akurat tak, ale dla innych byłem znany jako "Papa Andre". Nie chcieliśmy ujawnić mojego nazwiska - mówi nam Andrzej Grzyb, obecny menedżer Leona. - To było w 2011 roku na Kubie, czekaliśmy, żeby móc podpisać z nim kontrakt, gdy będzie pełnoletni. On był tam już bardzo popularny, ale lokalne władze, a zwłaszcza służby specjalne nie mogły się dowiedzieć o tym, że się widujemy. Zabraliby go do wojska, więc musieliśmy to robić w tajemnicy - zdradza Grzyb.

Grzyb zaczął sprowadzać kubańskich siatkarzy do Europy dzięki koledze, Grzegorzowi Ziębie, który przez piętnaście lat mieszkał we Włoszech, a potem z nim współpracował i był bardzo aktywny w internecie. On pierwszy wyszedł z tematem Kubańczyków i skontaktował się z nimi. Krok po kroku zaczęli z nimi dyskutować o różnych możliwościach. Jeździli razem z trenerami Jerzym Matlakiem i śp. Andrzejem Niemczykiem do Montreux w Szwajcarii, gdzie kubańskie siatkarki grały międzynarodowe turnieje. Tam rozmawiali z nimi i przekonywali. Gdy te zaczęły się zgadzać, to przystępowali do rozmów o wyjeździe do Polski.

Vital Heynen"Co ten gość robi?!". Vital Heynen urządził Polaków tak, że inni łapaliby się za głowy

"Dobra, nie chcesz to nie"

- Leon podjął decyzję o przeniesieniu się do Polski w 2012 roku, kiedy Kuba nie dostała się na igrzyska. Wtedy stwierdziliśmy, że trzeba z tym jeszcze chwilę poczekać. Musiał skończyć studia i odbyć służbę w wojsku, jako reprezentant kraju. Potem zaczęliśmy się zajmować przenosinami do Polski - relacjonuje Andrzej Grzyb, który od początku był przekonany co do potencjału zawodnika. - Po zawarciu pierwszych umów przyjechałem do Polski i zacząłem proponować Leona i Joandry’ego Leala klubom z PlusLigi. Umowy zawarliśmy z około dwudziestoma zawodnikami i zawodniczkami. Oficjalny wyjazd do Polski musiał przejść oficjalną ścieżkę administracyjną, wiązał się ze zgodą i uzyskaniem wizy, taką przyjęliśmy zasadę. Było kilka zawodniczek, które chciały uciec w kraj, gdy pojawiły się w Zielonej Górze na turnieju World Grand Prix. Nie pozwoliłem im na to, bo znałem już przypadek z 2002 roku, gdy w Belgii grupa Kubańczyków uciekła i próbowała się tam zatrzymać i później Kuba zabroniła im wrócić do kraju. Mieli rodziny - dzieci, czy żony, a musieli zostać na emigracji - tłumaczy menedżer.

- Pierwszym klubem, któremu dałem szansę podpisania z nimi umowy była Asseco Resovia, jako że jestem z Rzeszowa. Pokazałem im podpisane przez Leala i Leona kontrakty i mówię: Słuchajcie, możecie mieć tych zawodników. Właściciel powiedział mi wtedy, że nie wierzy w to, że to można jakkolwiek załatwić. Mówię: Dobra, nie chcesz to nie. Zadzwoniłem do Bełchatowa, a tam usłyszałem: Przyjdź, jak załatwisz papiery. Tłumaczyłem im, że przy załatwieniu wszystkich formalności oni nie będą już grali za polskie pieniądze i potrzebujemy pomocy już teraz. Ale nikt nie chciał pomóc - wskazuje Grzyb.

"Ludzie byli niedowiarkami"

- W Polsce prawie nikt nam nie chciał pomóc, zwłaszcza Polski Związek Piłki Siatkowej. Ja się tym jednak nie przejmowałem, bo w sporcie tak jest, że jeśli pojawia się dobry zawodnik, to nagle chce się do niego przypiąć wiele osób, zwłaszcza polityków. Przy Wilfredo pomagały nam wszystkie partie. PSL, PO, PiS, SLD. Wszyscy. Każdy chciał być przy tym procesie i nie będę ukrywał, że dzięki temu przepychaliśmy pewne rzeczy, które mogły zająć nawet do trzech tygodni już w jeden dzień. Byłem bardzo spokojny. Znałem okoliczności załatwiania takich procedur, znałem klimaty kubańskie. Poruszałem się tam bardzo swobodnie, bo styl zarządzania krajem przez tamtejsze władze był podobny do Związku Radzieckiego, gdzie spędziłem sporo czasu. Kiedyś na Kubie w okresie największego sprowadzania Kubańczyków do Europy pojechałem z bratanicą do szefa tamtejszej federacji, udając dziennikarza. Miałem przeprowadzić z nim wywiad w temacie kubańskich siatkarzy, a pokazał mi cały spis zawodników. Wiedziałem, kto będzie wypuszczony, a kto nie będzie, jakie dostał wskazówki od służb specjalnych. Zatem pod pretekstem zrobienia sobie z nim zdjęcia, uchwyciłem na nim wszystkie nazwiska zawodników z Kuby, które mogą wyjechać do Europy - przytacza Andrzej Grzyb.

- Ludzie byli niedowiarkami. Jedynym pomagającym mi w tej sytuacji był Mirosław Przedpełski, były prezes polskiego związku, który działał czynnie w FIVB i CEV. Dzięki niemu szybciej potoczyło się choćby kilka spraw związanych z formalnościami wymaganymi przez FIVB. Pamiętam, jak wyszedł z posiedzenia, które miało miejsce podczas jednej z siatkarskich w Krakowie, na którym decydowano o przyznaniu obywatelstwa sportowego Leonowi i krzyknął "Mamy to! Klepnięte". Z Lealem wcześniej były mniejsze problemy, bo on grał w Brazylii, a Leon musiał udowodnić, że jest zatrudniony, płaci podatki i jest zameldowany w Polsce. Zaraz potem wprowadzono też nowy regulamin, który nakazywał zawodnikowi, który starał się o zmianę macierzystej federacji grę w tym kraju przez dwa lata. Ale wiadomo było, że Leon gra w Zenicie Kazań w Rosji. Udało się to jednak "przebić" i dzięki Bogu - dodaje menedżer Leona.

"Zadzwonił do mnie Alekno i prosi: daj mi Leona"

Temat Wilfredo Leona przespano jednak także poza Polską. Konkretnie w Nowosybirsku, bo to tamtejszy Lokomotiw Romana Stanisławowa jako pierwszy rosyjski klub zgłosił się po niego i zawodnik podpisał nawet kontrakt. - Warunki były identyczne jak później w Kazaniu. Tylko że w międzyczasie prezes chciał zbić cenę Leona o 30 procent, bo "on jest jeszcze taki młody". A nie tak się umawialiśmy, my się nie licytujemy. Zanim oni zdążyli się namyślić, zadzwonił do mnie Wladimir Alekno z Zenitu i prosi: daj mi Leona. Powiedziałem, że jeśli Wilfredo się zgodzi, to kolejnego dnia możemy doagdać warunki. I Wilfredo się zgodził. Trafił do silnego klubu i świetnego trenera z nazwiskiem zaraz po tym, jak ten zdobył złoto igrzysk - wskazuje Grzyb. Niewykorzystany, podpisany kontrakt dla Nowosybirska nadal ma gdzieś w dokumentach.

Leon przyniósł Zenitowi nową jakość, a Zenit Leonowi trofea i nowy status. Wielkiej gwiazdy. - Ten transfer do Rosji robiliśmy trochę z premedytacją. Znałem świetnie tamto środowisko, najpierw z nauki w Instytucie Sportu w Moskwie w latach 80., później z transferowania do Rosji wielu polskich zawodników i zawodniczek. Byli to choćby Kadziewicz, Prygiel, Bartman, Niemczyk, czy Mirek. Wiedziałem, że to się sprawdzi - mówi Andrzej Grzyb. Według niego często było tak, że siatkarze bali się tego, jak się tam odnaleźć i czy działacze im zapłacą, a później i tak zarabiali spore pieniądze, grając na świetnym poziomie. - Może zaskoczyła mnie trochę tylko skala sukcesu. Wiedziałem, że w Kazaniu trafi na dobrą atmosferę, a w dodatku trenerów i skład, którzy pozwolą myśleć o triumfie w Lidze Mistrzów. Ale nie myślałem, że to się stanie cztery razy z rzędu. To wszystko nie było przypadkowe - twierdzi.

polska iranPolska - Włochy. Siatkarze walczą o pierwsze zwycięstwo. Gdzie i o której oglądać? [TRANSMISJA]

"Pociąg odjechał"

W międzyczasie jeszcze jedną szansę na ściągnięcie Leona miała Resovia. Grzyb dał władzom klubu termin, do kiedy mogli dać znać, czy chcą zakontraktować Leona. Mieli czas do Final Four Ligi Mistrzów, kiedy Kazań zajął czwarte miejsce w Ankarze. - Po powrocie dostałem od prezesa Resovii pytanie "Co z Leonem?" Odpowiedziałem im: Niestety, panowie. Pociąg odjechał - tłumaczy Grzyb. I dodaje, że wtedy Leon i Yoandry Diaz naprawdę mieli spore szanse, żeby trafić do Rzeszowa. - Przede wszystkim oni tego chcieli. Podobało im się tam - podkreśla.

Jaki jest Leon? "Wilfredo z Kuby i Wilfredo z Polski to ten sam człowiek"

Teraz Leon wydaje się być w idealnym miejscu swojej kariery. Gra dla Sir Safety Perugii, jednego z najlepszych klubów na świecie, zarabia spore pieniądze, a do tego ma spokój i szczęście w życiu prywatnym. Wystartował nawet z projektami biznesowymi. - Leon jest facetem bardzo inteligentnym. On się nie rzuca na przynętę. Długo rozmawialiśmy o całej perspektywie jego przejścia do Polski, o tym, co może tu na niego czekać i jakie będzie miał możliwości. Wilfredo wiedział o wszystkich procedurach związanych z jego grą tutaj i nie popełnił błędów innych Kubańczyków. Oni szybko zmieniali klub, nie zastanawiali się do końca nad tym, co robią. Dzięki temu teraz jako jedyny oprócz Leala gra w reprezentacji kraju, z którym się identyfikuje. To zawsze był jego wybór, do niego należała ostateczna decyzja. To dlatego jest w miejscu, w którym jest, miał świetną umowę w Zenicie, teraz ma kapitalne warunki w Perugii i Polsce - wskazuje Grzyb.

Czy Leon zmienił się po przenosinach do Polski? - Wilfredo z Kuby i Wilfredo z Polski to ten sam człowiek. Nabrał trochę doświadczenia życiowego. Na Kubie już był osobowością skoro w wieku 17 lat był kapitanem drużyny grającej na mistrzostwach świata. Teraz: jak pozostać taką osobowością? Podejmował wszystkie najważniejsze decyzje sam i tu się nic nie zmieniło. Wiele zobaczył, poznał wiele nowych osób i nabrał innej perspektywy dzięki pobytowi w Rosji, we Włoszech i w Polsce - uważa Andrzej Grzyb.

- Z Wilfredo rozmawialiśmy zawsze bardzo profesjonalnie. Jest pomiędzy nami różnica wieku, więc on jeszcze lepiej rozumie się z moim 33-letnim synem, który też ma żonę i dwójkę dzieci, więc mają, o czym rozmawiać. Poza szampanem na jego osiemnastce nigdy się nie spoufalaliśmy. Jest bardzo rozsądny. Jeśli przetrwał cztery lata w Rosji bez szaleństw i pijaństwa, to znaczy, że musi mieć bardzo silny charakter - mówi o relacjach z Wilfredo Grzyb. Siatkarz dużo czasu poświęca swojej pasji - wędkarstwu, co dobrze widać na jego Instagramie, ale także rodzinie.

A porównania do Cristiano Ronaldo? - Może to są zupełnie inne sporty, czy pieniądze, ale nie wiem, czy mówienie o nim w siatkówce, jak o Messim i Ronaldo w piłce jest niesłuszne. Jest jednym z najlepszych zawodników na świecie, o ile nie numerem jeden, ale to zawsze jest weryfikowane przez wynik drużyny. Jeśli Polacy zostaną mistrzami olimpijskimi w Tokio, to jednocześnie będzie można porównywać Wilfredo do największych gwiazd sportu na świecie. Jeśli nie, to Leal, N’Gapeth, czy Juantorena będą mogli być tak nazywani. To zależy tylko od tego, jak zagra zespół, dokładnie na tej samej zasadzie, jak przyznawanie nagród MVP po meczu PLS - ocenia Andrzej Grzyb.

"Każdy punkt zdobyty na igrzyskach będzie stanowił dużą różnicę"

Same igrzyska przychodzą dla Leona w dobrym momencie. Po nieudanym sezonie jego Perugii jest głodny sukcesu, na który czeka całe życie. - Chciałbym znów cieszyć się wielkim zwycięstwem: wejść na podium, podnieść trofeum, ofiarując je Bogu i dalej zadowalać moich przyjaciół, czy zespoły, z którymi sięgam po kolejne tytuły. Wiele osób może powiedzieć "Wygrałeś już wiele, jesteś zbyt ambitny". Nie obchodzi mnie to. To coś, co lubię i za czym tęsknię. Pracuję i będę pracował jeszcze więcej nad własną formą, choć oczywiście rozumiem, że siatkówka to sport zespołowy - mówił dla Sport.pl pod koniec maja.

Mistrzostwa Europy siatkarz. Wilfredo LeonWilfredo Leon odejdzie do giganta siatkówki? "Ostatnie słowo należy do zawodnika"

- Igrzyska w Tokio widzę z wielu perspektyw. To będą moje pierwsze igrzyska jako seniora, te młodzieżowe były wspaniałym doświadczeniem. To jednak zupełnie inna impreza i ten wyjazd do Japonii będzie dla mnie bardzo ważny, patrząc na całą moją karierę. Dlatego każdy zdobyty punkt i każdy wygrany mecz na igrzyskach, nieważne, czy z lepszym, czy nieco gorszym przeciwnikiem, będzie dla mnie stanowił dużą różnicę. W kontekście walki całego zespołu będzie podobnie. Będziemy naciskać, żeby pokazać, że przyjechaliśmy tu osiągnąć spory sukces - ocenił Leon. Drugi mecz igrzysk w Tokio dla polskich siatkarzy rozpocznie się w poniedziałek, 26 lipca o godzinie 7:20. Ich rywalem będą Włosi. Relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

Więcej o: