"Co ten gość robi?!". Vital Heynen urządził Polaków tak, że inni łapaliby się za głowy

Jakub Balcerski
- Zawsze próbuję być sobą. Czasem pobiegnę w prawo, czasem w lewo, ale nie staram się zwracać uwagi na to, co robią inni. Bywają momenty, w których wszystko analizuję, ale decyduję za siebie. Robię tak od 50 lat, po prostu jestem Vitalem. I chyba nie wychodzi źle, co? - mówi Sport.pl Vital Heynen, który od soboty będzie prowadził polskich siatkarzy podczas olimpijskiego turnieju w Tokio. Mecz z Iranem rozpocznie się o godzinie 12:40, relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

- Tylko osoby z charakterem mogą liczyć, że będą zdobywać w swojej karierze wielkie trofea. Ta zasada potwierdza się w każdym sporcie. Lekkoatleci, biegacze narciarscy i siatkarze wychowują się na silnych charakterach, to samo tyczy się trenerów. Osoby z charyzmą, które potrafią poprowadzić swój zespół pociągną za sobą resztę. To samo cechowało trenera Aleksandra Wierietielnego, Nikolę Grbicia, Ferdinando de Giorgiego, czy Vitala Heynena - mówił Sport.pl Paweł Brandt, fizjoterapeuta od wielu lat współpracujący m.in. z kadrą siatkarzy.

Zobacz wideo Polski siatkarze są już w Japonii. Podróż relacjonowali na Instagramie

To coś, co łączy Heynena z innymi trenerami. Ale przecież on nie jest taki, jak inni. - Jestem odmieńcem, pod wieloma względami. Nie jestem też zbyt normalny - śmiał się Belg w rozmowie z dziennikarzem Sport.pl, Pawłem Wilkowiczem na początku 2019 roku. Wtedy zaczynał drogę do Tokio, teraz jest tuż przed rozpoczęciem walki o największe osiągnięcie w trenerskiej karierze.

 

Heynen za nic nie chciał zostać trenerem. Mógł zrobić karierę w polityce, a w swoim mieście potrafił powstrzymać nawet "grube ryby"

Vital Heynen w trakcie swojej kariery zawodnika długo nie chciał być trenerem. - Zaakceptował ten pomysł dopiero przed jej końcem. Wcześniej, gdy go pytałem, zawsze mówił, że to zupełnie nie dla niego i nie czuje się gotowy. Dodawał nawet, że "nigdy nie będzie trenował innych". To nie było dla niego, twierdził, że za bardzo by go denerwowało. Potem nagle zmienił zdanie - tłumaczy dla Sport.pl Anders Kristiannson, były trener Heynena, u którego Belg zaczynał jako asystent w Noliko Maaseik.

- Pamiętam, że zawsze interesował się tym, co dzieje się w naszym zespole, ale także w innych drużynach. Był dla nas świetnym szpiegiem. Zdradzał mi przed meczami dokładnie to, co usłyszał w obozie rywala. To sprawiło, że sprawdził się w roli polityka. Kilkanaście lat temu miał czas, żeby realizować się w tym i został wybrany jako radny w Maaseik. Przez jakiś czas brał tam udział w zebraniach mieszkańców - wspomina Kristiansson.

Vital Heynen w rozmowie dla Sport.pl podczas Memoriału Huberta WagneraVital Heynen zdradza szczegóły umowy i mówi, co po igrzyskach

- Vital ciągle potrzebuje nowych wyzwań. Tak było też, gdy został lokalnym politykiem w Belgii, ale nie zaangażował się w to bardziej - wskazuje wieloletni asystent i przyjaciel Heynena, Brecht Van Kerckhove. Pytamy go o słowa Heynena, który kiedyś oświadczył, że mógłby zostać nawet premierem Belgii. - Nie, jest na to zbyt bezpośredni. W Maaseik go znają, ale w kraju nie polubiliby go w pełni. Pewnych rzeczy w sobie nie zmieni. Kiedyś kluby sportowe w Maaseik wspólnie organizowały mały festyn, na którym za cenę biletu masz dostęp do bufetu, ale najpierw musisz odstać swoje w kolejce. Vital czekał, ale przy bufecie pojawił się jeden bardzo znany człowiek w Maaseik. Taka "gruba ryba" miasta. Starał się wepchnąć bez czekania na swoją kolej. Powiedział głośno: "Wszyscy mnie tu znają i jestem tak ważny, że mogę zjeść bez kolejki". Wtedy wyszedł do niego Vital i wskazał mu kolejkę. "Widzisz tych ludzi? Każdy czeka, to ty też poczekasz". Gdy ten próbował protestować, Vital skierował go na koniec sznurka osób czekających na jedzenie. Myślę, że na pewnym szczeblu nie mógłby już wszystkiego rozgrywać po swojemu - ocenia.

Nie przepracował dnia w swoim zawodzie. Na boisku był inteligentny, a nie szalony. I już wtedy zaczął marzyć o igrzyskach

Heynen z wykształcenia jest ekonomistą. - Jestem inżynierem sprzedaży. I nie przepracowałem nawet dnia w swoim zawodzie. Raz byłem blisko zostania dyrektorem małej firmy. Miałem 28 lat i myślałem, czy nie zakończyć kariery i nie pójść w biznes. Wszystko omówiłem z moim klubem, powiedziałem, że odchodzę. Miałem nawet wybrany nowy w drugiej lidze, gdzie grałbym amatorsko, czy nowe mieszkanie. Byłem tak blisko, a jednak to się nie stało. W życiu czasem wiele się zmienia - mówił Belg w programie "Sam na Sam z Wilkowiczem".

A jakim zawodnikiem był Heynen? Tak samo szalonym jak trenerem? - Nie, był wręcz dość zdyscyplinowany. Dobrze nam się rozmawiało i rozumieliśmy się nieźle przez całe trzynaście lat wspólnej pracy. Wraz z Noliko Maaseik zagraliśmy kilka turniejów finałowych Ligi Mistrzów, choć mieliśmy najmniejszy budżet. Zdobyliśmy piętnaście trofeów. Na boisku Vital myślał logicznie i rozumiał, co, dlaczego i kiedy ma robić. Nawet jeśli nie był tak znanym zawodnikiem, bo niewielu wymienia go w gronie najlepszych rozgrywających, to doceniałem go. Zwłaszcza przy wystawach piłek za siebie. Był w tym naprawdę dobry, grał inteligentnie. Jeśli miałeś dobrego atakującego, który umiał się ustawić, to Vital już wiedział, jak znaleźć dużo miejsca do napędzenia akcji - opisuje Anders Kristiansson.

To już wtedy przyszłemu trenerowi reprezentacji Polski w głowie zaczęły się pojawiać marzenia najpierw o występie na igrzyskach, a później na odniesieniu na nich sukcesu. Na początku były jednak niemalże nierealistyczne. - Wtedy miał może jeden procent szans na to, żeby polecieć z belgijską kadrą na tak ważną imprezę - tłumaczy Brecht Van Kerckhove. - Pamiętam, że raz mógł być bardzo blisko kwalifikacji, ale mu się nie udało. Gdy później trenowaliśmy razem belgijskich siatkarzy, też nie mieliśmy wielkich możliwości. Te pojawiły się dopiero, gdy pracowaliśmy z belgijską parą siatkarek plażowych Liesbeth Mouhą i Liesbet Van Breedam. Były na igrzyskach w Pekinie i chciały jechać na kolejne, ale w trakcie przygotowań ta druga odeszła z ich pary. Znaleźliśmy dla Mouhy nową partnerkę i pracowaliśmy przez dwa lata, ale to nie wypaliło. W tym czasie Vital był już trenerem niemieckiej kadry siatkarzy, więc miał dwie szanse na wyjazd na igrzyska w Londynie i ostatecznie pojechał na nie z Niemcami. Pierwszym jego celem był sam udział, zostanie olimpijczykiem. Teraz jego marzeniem nie jest już nawet medal, a złoto - opisuje.

- Jego najważniejszą cechą jest szczerość do bólu. Mówi to, co myśli. Nie jest jedną z tych osób, która zawsze długo myśli o tym, co komuś powie. Dlatego możesz z nim dość zwyczajnie pogadać. Możesz być bardzo bezpośredni i on nie będzie miał z tym problemu - opisuje Heynena inny z jego asystentów, Mark Lebedew, który był w jego sztabie w kadrze Niemiec. - Gdy pracowaliśmy razem, byłem jego asystentem, ale wcześniej sam pracowałem jako pierwszy trener i właśnie to było dla niego kluczowe. Chciał kogoś na tym samym poziomie, co on. Nie zawsze się ze mną zgadzał, bo czasem miał swoje, inne od moich pomysły, ale nigdy nie byliśmy na siebie źli z powodu odrzucenia któregoś z nich. Potrafiliśmy dyskutować i to sobie wyjaśnić. Dzięki temu nasza komunikacja funkcjonowała niemalże idealnie. Nigdy wyraźnie się o coś nie pokłóciliśmy, nigdy nie było między nami sporego napięcia - wskazuje.

Trenerska filozofia Heynena. Na siłę chce być inny? "Od 50 lat jestem sobą, Vitalem"

Jak wygląda trenerska filozofia Heynena? - Zawsze podkreślał, że siatkówka to sport zespołowy i chciał każdego zawodnika wznieść na jak najwyższy poziom jego umiejętności. Zaczynał współpracę z zawodnikiem od pytania o to, "co on chce poprawić w swojej grze". I zaznaczał, że jeśli będzie wiedział, to stanie się lepszym zawodnikiem. Dzięki temu, że pytał o to nawet młodszych zawodników, mógł określić, gdzie będzie jego zespół za miesiąc, ale i za trzy lata. A zawodnicy mieli świadomość, że nie przyszli tutaj tylko po to, żeby ich zespół walczył o mistrzostwo. Przyszli, żeby stać się lepsi w tym, co robią i żeby tak stało się z każdym z zawodników. To określało rozwój drużyn Heynena i mam wrażenie, że tak jest aż do dziś, wszędzie pracuje w ten sam sposób i przynosi to efekty - ocenia Brecht Van Kerckhove.

- W jego pracy z kolejnymi klubami nie zmienia się także to, że zawsze stara się wydobyć jak najwięcej z jak najszerszej grupy zawodników. Robił tak w Maaseik, gdzie miał dwunastu podstawowych graczy i zawsze jeszcze co najmniej kilku rezerwowych, którym stawał się dawać szanse. Podobnie robił w kadrze Belgii, potem u Niemców, co dobrze widać po składach, które wystawiał przed i w trakcie mistrzostw świata w 2014 roku i tym, jak bardzo się od siebie różniły. Teraz wdrożył to także w Polsce. To ryzykowne, bo zazwyczaj możesz mieć sześciu, może siedmiu zawodników, którzy będą grali ciągle i będą bardzo zadowoleni, a reszta nigdy nie będzie w pełni usatysfakcjonowana z czasu, jaki dostanie na boisku. Ale on stara się, żeby to był zespół nie tylko w sensie samego stanowienia grupy. U niego przed każdym kolejnym meczem zawodnicy są na równi. I może wyróżniać jednego za formę, czy innego za doświadczenie, ale będą mieli niemal te same szanse na grę. Dzięki temu każdy czuje się ważny - wskazuje Mark Lebedew.

- Mam wrażenie, że zawsze chciał być nieco inny. Może to wrażenie z początków jego kariery, ale wtedy często chodziło mu o to, żeby się odróżniać. Nie zawsze pójście w innym kierunku niż wszyscy daje sukces tylko dlatego, że robisz coś odmiennego. Dlatego nie zgadzałem się z każdą decyzją, jaką podejmował. Teraz, gdy przed wylotem na igrzyska olimpijskie do Tokio wybierał polskiej kadrze dziesiątego, jedenastego i dwunastego zawodnika, a może powinien się skupić tylko na pierwszych sześciu? Nie wiem. Możemy mieć swoje opinie, ale tu najlepszym sędzią będzie sam Vital - ocenia Anders Kristiansson. - Zawsze próbuję być sobą. Czasem pobiegnę w prawo, czasem w lewo, ale nie staram się zwracać uwagi na to, co robią inni. Bywają momenty, w których wszystko analizuję, ale decyduję za siebie. Robię tak od 50 lat, po prostu jestem Vitalem. I chyba nie wychodzi źle, co? - pytał nas sam Heynen z delikatnym uśmiechem.

Ukraina podczas ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich w TokioRosjanie nie pokazali Ukraińców na ceremonii otwarcia igrzysk. Absurdalne tłumaczenie

"Mówiłem mu: Vital, tu jest 12 tysięcy ludzi, zaraz nic już nam nie pomoże"

W trakcie meczów można dostrzec wiele rytuałów Vitala Heynena. Chodzi, rozmawia z zawodnikami, klaszcze z kibicami, gdy ci śpiewają "Polska, Biało-Czerwoni" w hali. Ale jeden patrząc na jego postać, nasuwa się automatycznie. To kłótnie z sędziami. - Prawdopodobnie ma więcej meczów z żółtą kartką, niż bez. Gdyby tylko sędziowie zawsze potrafili go upomnieć w pierwszych pięciu minutach, potem mieliby względny spokój przez resztę spotkania - śmieje się Mark Lebedew. I od razu przytacza anegdotę z czasu wspólnej pracy. - Dwa lata temu na turnieju Ligi Narodów w Katowicach spotkaliśmy się podczas meczu Polska - Australia, a on od początku spotkania dyskutował o prawie każdej decyzji z arbitrami. Po jednej z akcji sędzia przyznał punkt w Polsce, a ja poczułem, że muszę się uaktywnić. Powiedziałem coś sędziemu o Vitalu i ten dał nam obu po żółtej kartce. A ten moment to zawsze małe zwycięstwo nad Vitalem dla trenera rywali. Po żółtej kartce nie może już tak dużo mówić, musi się przynajmniej trochę uspokoić. I dopiero wtedy graliśmy normalny mecz. Byliśmy tylko trenerami, a sędziowie i zawodnicy mogli wykonywać swoje zadania. Oczywiście wygrała Polska, ale mogłem się nacieszyć moją małą wygraną z Vitalem - mówi Lebedew.

- Graliśmy też jeden mecz z Iranem na ich terenie. 12 tysięcy osób w hali, wszyscy przeciwko nam: krzyki, śpiewy, wuwuzele, skandowanie. Tymczasem ich zawodnicy nie bardzo chcieli z nami grać i zupełnie odpuszczali wiele akcji. Do dzisiaj nie wiem dlaczego, ale prowadziliśmy ze sporą przewagą. A Vital swoje: kłóci się z sędziami, wkurza siatkarzy rywali i tworzy niebezpieczną atmosferę. Zauważyłem to i powiedziałem mu: "Vital, tu jest 12 tysięcy ludzi i jeśli zaczniemy tak reagować częściej, to zaraz już nic nam nie pomoże". Odpowiedział: "Nie, zobaczysz, że oni w którymś momencie za te wszystkie kłótnie oddadzą nam jeden punkt". Przyszedł trzeci set, prowadziliśmy chyba 21:15, a sędzia przy linii wskazał boisko przy piłce, którą jeden z naszych zawodników uderzył wyraźnie w aut. Vital odwrócił się do mnie i z wyraźnym uśmiechem wskazał: "Widzisz, mówiłem, że tak będzie" - zdradza Australijczyk.

- Vital nie jest głupi. Wie, z którym arbitrem może dyskutować, a z którym pójść nawet o krok dalej. Zrobi wszystko, żeby wygrać mecz. Nie będzie dramatyzował aż tak, jak niektórzy piłkarze, ale powalczy o każdy punkt, którego jest pewny. Czasem nie ma racji, ale dopóki myśli inaczej i jest przekonany, że może wywalczyć ten jeden punkt, będzie się o niego starał najbardziej, jak może - tłumaczy nam Brecht Van Kerckhove.

- W pierwszym roku naszej pracy Vital podczas jednego z treningów pokazał zawodnikom bramkarza, który podczas ważnego meczu nie trafił w piłkę, zawodnik rywali do niej podbiegł, strzelił, a ta wpadła do pustej bramki. Potem zatrzymał filmik i zapytał się drużyny: Będąc napastnikiem rywali, zatrzymalibyście się przed piłką i nie oddali strzału, czy zdobyli bramkę? I od razu odpowiedział: w moim zespole zrobilibyśmy wszystko, żeby wygrać. Zrobimy to, grając fair, ale takie sytuacje trzeba wykorzystywać. Jeśli Joandry Leal w meczu Polski z Brazylią dozna kontuzji, to zatrzymamy mecz i powiemy, że nie gramy dalej? Nie, to się po prostu może zdarzyć. Nie będziemy się tym cieszyć i szkoda nam rywala, ale to my mamy szczęście i z tego korzystamy - zdradza belgijski asystent Heynena.

Nienawidził rozgrzewek. Przy jego "Stupid Games" inni trenerzy łapaliby się za głowę

Trener polskiej kadry ma też inny zwyczaj. Uwielbia dziwne formy ćwiczeń podczas rozgrzewania się przed meczem. Zyskały nawet nazwę "Stupid Games". - One wcale nie są takie głupie - śmieje się Brecht Van Kerckhove. - Jego pomysły narodziły się dzięki temu, jak bardzo nie lubił całej nudnej części treningów jako zawodnik. 20 minut rozciągania, kolejne poświęcane na odbijanie piłki w parach. Nienawidził tego. Mówił, że to przecież kompletnie nic nie daje. Tak miał z wieloma kwestiami tzw. "tradycyjnej siatkówki", którą nie zawsze uważał za użyteczną. Wiedział, że może sprawić, że treningi jego zawodników będą dla nich większym wyzwaniem i staną się interesujące - twierdzi.

I opowiada o najdziwniejszej rozgrzewce przeprowadzonej z Heynenem. - Pojawiła się niedawno podczas Ligi Narodów, ale robiliśmy to już w Noliko Maaseik, czy reprezentacji Belgii. Prawie całe boisko zastawiał butelkami i zawodnicy grali dwóch na dwóch. Jeśli jeden z nich wpadł w jedną z butelek, odgwizdywało się błąd. Wiele osób powiedziałoby: Nie róbcie tego, przecież na pewno nabawią się kontuzji. Ale Vital mówił, że są odpowiednio skupieni, żeby nic takiego się nie stało. Jeśli mam być szczery, to na początku też tak myślałem, ale od tego momentu Vital robił tak trzy, albo cztery razy i nie było nawet jednego zawodnika, który jakoś ucierpiał. Wiem jednak, że inni trenerzy na pewno złapaliby się za głowę i krzyczeli: Co ten gość robi?! Ani razu podczas "Stupid Games" nie mieliśmy kontuzji w którymś z naszych zespołów. Ci bardziej tradycyjni trenerzy wolą treningi jeden na jednego z piłkami, ale mogę powiedzieć, że to żadne wyzwanie dla zawodnika. Oni grają w ten sposób przez 20 godzin tygodniowo, więc po co nudzić ich tym jeszcze bardziej? A gra dwóch na dwóch z tymi butelkami, kiedy nie możesz ich dotknąć? To już coś trudniejszego, z czym nie wszyscy sobie poradzą - wskazuje.

Potrafił mówić o dymisji po meczu wygranym 3:0. Zasłużył na medal w Tokio

Jedna sytuacja z udziałem Van Kerckhova jego zdaniem idealnie obrazuje to, jakim trenerem jest Heynen. - Wygraliśmy 3:0 jeden z ostatnich meczów fazy grupowej Ligi Mistrzów. Zawodnicy, kibice i władze klubu byli zadowoleni, ale nie Vital. Podszedł do mnie i powiedział "Nie chcę dzisiaj żadnych wywiadów, ty pójdziesz i odpowiesz na pytania dziennikarzy". Nie podobało mu się to, jak graliśmy, twierdził, że zawodnicy zrobili tylko to, co sami chcieli i w ogóle nie wykonywali tego, co chciał Vital. Stwierdził, że "jeśli będziemy tak dalej grać, to nie dojdziemy nigdzie w Lidze Mistrzów". Zastanawiałem się, czemu tak zareagował, nie mogło to do mnie dotrzeć, że jest niezadowolony, choć przecież mieliśmy dobry wynik i sytuację w zespole. Potem zeszliśmy do szatni, gdzie zawodnicy świętowali wygraną. Vital nie był wściekły. Starał się być bardzo poważny i mówił: "Jeśli dalej będziecie tak grać, to poproszę prezesa, żeby mnie zwolnił i zatrudnił nowego trenera. Nie będę trenował was w taki sposób. Jak chcecie pozostać przy takim stylu, to zapraszam, ale beze mnie". Zaskoczył tym cały zespół. Myśleliśmy o tym przez kilka dni i doszliśmy do wniosku, że ma rację. Zawsze dobrze, żeby zawodnicy i trener realizowali ten sam pomysł. I od tego momentu już tak było - wspomina Belg.

- Gdy pracowałem z nim w Perugii, zauważyłem, że ma jeszcze bardziej indywidualne podejście do zawodników i wszystkich, którzy z nim pracują. Gdy był początkującym trenerem, robił wszystko na zasadzie: skoro tak myślę, to jest właściwe. Wierzył, że to jedyna droga, żeby stać się najlepszym w tym, co robi. W Perugii zauważyłem, że się zmienił. Dostosowywał się do zawodników, ale także radził im i ustalał z nimi osobiście, kiedy i jak trenować. Na początku brał odpowiedzialność tylko na siebie, to były niemal wyłącznie jego decyzje. A teraz? To rozkłada się także na zawodników. Chce, żeby jego drużyna zdobywała trofea, ale także, żeby jego zawodnicy czuli, że przygotowują się do gry w najlepszy możliwy sposób i sami mieli w tym spory udział - tłumaczy Brecht Van Kerckhove. I dodaje, że ma nadzieję, że ten sam model zadziała także w Polsce. A medal, o którym tak marzył Heynen wkrótce zawiśnie na jego szyi. Bo na niego zasługuje.

Rosyjscy sportowcy mają w Tokio bardzo uważać i unikać trudnych tematówBurza wokół strojów Rosjan na igrzyskach w Tokio. Witold Bańka grzmi

Heynen i polska kadra zaczną rywalizację o złoty medal w Tokio o godzinie 12:40 czasu polskiego w sobotę, kiedy zagrają z Iranem. Relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

Więcej o: