Nietypowe zagrożenie polskich sportowców w Tokio. Nie mogą zapomnieć o dzwonkach

Dobre przygotowanie się do swojego startu podczas igrzysk to nie jedyne zmartwienie dla polskich lekkoatletów, którzy przebywają w ośrodku Zao Bodaira. Nasi reprezentanci, udając się na trening, nie mogą zapomnieć o...dzwonkach.

Już w piątek 23 lipca odbędzie się uroczyste otwarcie XXXII letnich igrzysk olimpijskich w Tokio. Impreza miała się odbyć początkowo w zeszłym roku, ale musiała zostać przełożona z powodu pandemii koronawirusa. Po roku nie udało się jednak poradzić z wirusem i igrzyska odbędą się bez udziału publiczności. Sytuacja w Japonii nadal jest trudna, co sprawia, że impreza spotyka się ze sporym niezrozumieniem ze strony społeczeństwa. 

Zobacz wideo

Dzwonki podstawowym wyposażeniem polskich lekkoatletów. Mają zapobiec niespodziewanemu zagrożeniu

Polscy lekkoatleci swoje ostatnie dni przed rozpoczęciem rywalizacji na igrzyskach olimpijskich spędzają w ośrodku Zao Bodaira, który znajduje się 400 kilometrów od stolicy Japonii. Tam trenują, aby osiągnąć jak najlepszą formę przed swoimi startami.

Okazuje się, że oprócz trenowania polscy lekkoatleci muszą zachować czujność i przede wszystkim poruszać się ze specjalnymi dzwonkami. Jest to podstawowe wyposażenie przed każdym wyjściem na trening. Wszystko to przez zagrożenie ze strony...niedźwiedzi. Specjalne urządzenia, w które zostali wyposażeni reprezentanci Polski, mają odstraszać dziką zwierzynę, na którą można się natknąć w tej górskiej okolicy. 

- Na stadion jeździmy autobusem, ale jest pięknie! Dzwoneczków w prezencie nie dostaliśmy, ale są do wzięcia na stołówce - tłumaczył na Instagramie tyczkarz Piotr Lisek. Biegaczka Alicja Konieczek natomiast nagrała na swojej relacji na Instagramie specjalny filmik, na którym widać urządzenie wydające dźwięki umieszczone tuż przy lesie. - Najwyraźniej jest tutaj wiele niedźwiedzi, dlatego wystrasza się je takim głośnym urządzeniem - napisała polska lekkoatletka.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.