Kulisy skandalu z polskimi pływakami. "Do uratowania były trzy osoby. Ale prezes musiałby się pokajać"

- Zaniedbań i błędów było mnóstwo. Mam całą listę - mówi Alicja Tchórz. To najbardziej znana pływaczka z polskiej szóstki, która musiała opuścić igrzyska Tokio 2020 jeszcze przed ich rozpoczęciem. Tchórz od lat narzeka na Polski Związek Pływacki, który teraz jest krytykowany przez wszystkich.

Alicja Tchórz, Aleksandra Polańska, Dominika Kossakowska, Mateusz Chowaniec, Jan Hołub i Bartosz Piszczorowicz w niedzielę wrócili z Japonii. Polecieli na igrzyska w Tokio, ale nie wystartowali w nich. Podczas obozu w Takasaki okazało się, że z 23 polskich pływaków powołanych do olimpijskiej kadry na oficjalnych listach startowych znalazło się 17.

W ocenie zawodników skandaliczny błąd w zgłoszeniach popełnił Polski Związek Pływacki kierowany przez Pawła Słomińskiego, w przeszłości wybitnego trenera, który m.in. doprowadził Otylię Jędrzejczak do złotego medalu igrzysk olimpijskich Ateny 2004. Pływacy wzywają prezesa do dymisji. Jednak on nie zamierza rezygnować ze stanowiska.

Zobacz wideo Olbrzymi problem polskich pływaków przed IO w Tokio. "Nie chcę szukać winnego"

Łukasz Jachimiak: Złożyłaś ślubowanie, odebrałaś akredytację i poleciałaś na igrzyska olimpijskie, z których wróciłaś, jeszcze zanim się zaczęły. Od lat krytykujesz działania Polskiego Związku Pływackiego, ale czegoś takiego nawet ty się nie spodziewałaś.

Alicja Tchórz: A najgorsze przed nami. Teraz dopiero tak naprawdę do nas dotrze, co straciliśmy, co nam zostało odebrane. To się stanie w momencie, gdy ruszą igrzyska, a my siądziemy przed telewizorami i będziemy mogli tylko kibicować koleżankom i kolegom, a nie razem z nimi startować. Nie umiem opisać słowami, co czujemy. I jak się poczujemy za kilka dni.

Ta sprawa będzie się ciągnęła jeszcze bardzo długo. Bo zamierzacie pójść do sądu.

Z całą pewnością to się skończy dopiero po kilku latach. Chcę, żeby zostały wyciągnięte konsekwencje, żeby w Polskim Związku Pływackim w końcu nastąpiły zmiany. Jedyna pozytywna rzecz, która wynika z tej afery, to zjednoczenie środowiska pływackiego. Zaczęliśmy mówić razem, że zmiany są konieczne.

Czyli już nie jesteś traktowana jak jedna oszołomka, która wszystkiego się czepia?

Zgadza się. Mogę dziś powiedzieć: "a nie mówiłam?". Niestety, od sześciu lat pokazywałam, że źle się w polskim pływaniu dzieje, ale trzeba było aż takiej tragedii, żeby wszyscy zauważyli, jak jest źle. To jest tragedia dla polskiego sportu. O tej sytuacji mówi się na całym świecie. Z przeróżnych zakątków świata dostaję głosy wsparcia i pytania od dziennikarzy. Nieudolność polskich działaczy jest skandalem na skalę światową.

Ministerstwo KDNiS reaguje na skandal w polskim pływaniu przed igrzyskami w TokioMinisterstwo KDNiS reaguje na skandal w polskim pływaniu przed igrzyskami w Tokio

Czego będziecie się od nich domagać w sądzie? Odszkodowania finansowego?

Jeszcze nie wiem. Na razie nie jestem nawet w stanie określić, czego możemy oczekiwać, bo jestem przed rozmową z prawnikiem. Nic nam nie zwróci olimpijskiego startu, ale nie zostawimy tej sprawy. Planujemy pozew zbiorowy, chcemy działać razem, bo wszyscy zostaliśmy tak samo potraktowani.

Pewnie bardziej niż na pieniądzach zależałoby wam na tym, żeby winni do winy się przyznali i żeby złożyli dymisje?

To jest bezwzględne minimum. Tymczasem prezes Polskiego Związku Pływackiego wydał oświadczenie, w którym stara się wybielić. To jest absolutnie nie na miejscu. Człowiek z odrobiną honoru powinien uderzyć się w pierś, przyznać do zaniechań i zrezygnować ze stanowiska.

Pływacy odpowiadają na skandal w Tokio! Punktują związek, żądają dymisji prezesaPływacy odpowiadają na skandal w Tokio! Punktują związek, żądają dymisji prezesa

To prawda, że waszym zdaniem sprawa byłaby załatwiona z mniejszą szkodą dla was, gdyby prezes Paweł Słomiński inaczej rozmawiał z FINA?

Na pewno do uratowania były trzy osoby z naszej szóstki, która z igrzysk musiała wrócić. A to bardzo dużo. Ale do tego PZP musiałby się choć odrobinę pokajać. Niestety, prezes PZP wolał wytykać błędy Światowej Federacji Pływackiej i ją atakować. Na miejscu FINA też bym takiego odwołania nie rozpatrzyła pozytywnie.

Cała afera dotyczy zawodników z minimum B. Wiesz, że pojawiają się i takie opinie, że tak naprawdę nie stało się nic strasznego, bo przecież mogliście pływać szybciej, zdobyć minima A i mieć pewny start w Tokio?

Oczywiście, że takie komentarze widzę. I powiem tak: priorytetem dla nas były sztafety, a nie starty indywidualne. W sztafetach znajdowaliśmy się na miejscach 6-9 i mielibyśmy możliwość walki o olimpijskie finały. A w finałach już wiele razy pokazywaliśmy pazur. Na mistrzostwach Europy w Glasgow w 2019 roku nikt nie widział w nas kandydatek do medalu, a my z dziewczynami wywalczyłyśmy złoto. To jest sport, tu się walczy. My w drużynach jesteśmy silni. Byliśmy. Bo teraz rękawicę muszą podjąć sztafety w mocno osłabionych składach.

Chcesz powiedzieć, że minimum A mogłabyś sobie wywalczyć, gdybyś skupiała się na trenowaniu pod starty indywidualne, a nie pod sztafetę?

Trenowanie w pływaniu generalnie polega na tym samym. Ale do sztafety trzeba się zgrać, potrafić zrobić dobre zmiany. To trzeba ćwiczyć.

Powiedz szczerze: lecąc do Tokio, nie zastanawiałaś się nawet przez moment, czy aby na pewno związek wszystkiego dopilnował? Przecież od lat masz jak najgorsze zdanie o działaczach.

Ale ta sytuacja przebiła wszystko. Myślę, że scenarzyści filmowi obdarzeni wielką wyobraźnią czegoś takiego by nie wymyślili. Nie pomyślałabym, że Polski Związek Pływacki może nie znać przepisów Światowej Federacji Pływackiej odnośnie do zgłoszeń do igrzysk. Okazuje się, że PZP nawet tak podstawowych spraw nie pilnuje i robi błędy w zgłoszeniach.

Po przylocie do Takasaki na krótkie przedolimpijskie zgrupowanie zobaczyłaś warunki trudne do zaakceptowania, ale zaakceptowałaś je, bo liczyłaś, że to będzie jedyna wpadka PZP?

Tak było. Pomyślałam "znowu to samo", bo w złych warunkach trenowaliśmy już choćby przed igrzyskami w Rio w 2016 roku. Nie chcieliśmy robić afery, postanowiliśmy, że jak najmocniej się skupimy i będziemy pracowali na tyle, na ile możemy. Ale kiedy okazało się, że sześcioro z nas jest poza oficjalnymi listami startowymi na igrzyska, już nie miałam oporów.

Alicja TchórzTak polscy pływacy mają przygotować się do igrzysk! "Grozi skręceniem kręgosłupa"

Wysłanie was na basen o głębokości 1,4 m, tak naprawdę uniemożliwiający skakanie na główkę, czyli trenowanie startu, jest chyba tym samym, czym byłoby wysłanie również trenujących w Takasaki polskich siatkarzy na boisko z betonu, gdzie musieliby trenować tak, żeby nie upadać i nie robić sobie krzywdy.

Właśnie o to chodzi. My musimy mieć możliwość trenowania startów, nawrotów, zmian w sztafecie. Zupełnie nie mogliśmy ćwiczyć elementów technicznych. To zgrupowanie było jak z poradnika pod tytułem "Czego nie robić przed igrzyskami".

Krąży informacja, że polskie związki sportowe dostały od Takasaki zapłatę za wysłanie tam swoich olimpijczyków. Od kogo to usłyszeliście?

- Nie wiem, kto pierwszy to powiedział, ale rzeczywiście słyszy się o tym. To bardzo możliwe. Takasaki mogło zaoferować pieniądze, bo to dla tego miejsca forma reklamy. I promocji sportu. My też się widzieliśmy z japońską młodzieżą trenującą pływanie. My jako jedyni nie powinniśmy tam być, bo akurat dla nas warunków tam nie było. Siatkarze czy judocy mają tam wszystko, czego potrzebują, a pływacy po prostu nie. Nie rozumiem, jak można szukać pieniędzy dla związku kosztem zapewnienia warunków pracy olimpijczykom.

Jakie problemy mieliście tuż przed igrzyskami Rio 2016?

Wtedy też trenowaliśmy na basenie odbiegającym od standardów. Nie było szatni, nie było prysznica, żeby się po treningu umyć. Po prostu był odkryty basen i koniec. Ale tamten basen przynajmniej miał odpowiednią głębokość.

Mówisz, że już sześć lat punktujesz złe działania PZP. Powiedz więc, co do tej pory było szczytem niekompetencji prezesa Pawła Słomińskiego albo jego poprzednika, bo przecież ten prezes rządzi pierwszą kadencję.

Prawda jest taka, że pan Słomiński rządził też wcześniej. Nie boję się mówić, że w poprzedniej kadencji rządziła osoba przez niego podstawiona. Zaniedbań i błędów było mnóstwo. Na igrzyskach w Rio do startu nie zgłoszono Konrada Czerniaka [na jednym z indywidualnych dystansów], a w ostatniej chwili przed wyjazdem Diana Sokołowska dowiedziała się, że została błędnie zgłoszona. Było też przeoczenie, że jedna ze sztafet zakwalifikowała się do finału juniorskich mistrzostw świata. Bardzo poważnym błędem było też to, że Polski Związek Pływacki jako jedyny w Polsce związek sportowy nie napisał wniosku o sponsoring od spółek skarbu państwa. Ja mam całą listę błędów i pomyłek. Ale teraz ona jest nieważna, bo po tym, co się właśnie wydarzyło, już chyba nikt nie broni władz PZP.

Dlaczego PZP jako jedyny sportowy związek w Polsce nie chciał pieniędzy ze spółek skarbu państwa?

Nasz związek nie wyrobił się ze złożeniem wniosku. Chyba działacze mają za dużo na głowach.

Za dużo, żeby zadbać o pieniądze dla zawodników?

To nigdy nie było ważne.

Kiedyś toczyłaś spór z prezesem Słomińskim o to, czy możesz mieć na kostiumie logo sponsora.

- Chodziło o to, że na mistrzostwach świata pan prezes przyszedł i powiedział, że tak nie wolno, że na strojach możemy mieć tylko nazwę firmy Arena, czyli producenta strojów. Prawda była inna. Każdy zawodnik może mieć na swoim stroju logo jednego sponsora. Pan Słomiński bronił swojego zdania, powołując się na regulamin FINA. Stary. Niestety, żadne regulaminy przez PZP nie są aktualizowane. Nie pomagało też, że pokazywałam mu, że pływacy z innych krajów mają sponsorskie loga na strojach. Działacze zupełnie nie chcą nam pomagać, zasłaniają się starymi przepisami, nie chce im się śledzić zmian. A gdy nie mamy możliwości pokazania sponsora, nic nie oferujemy firmie, która jest zainteresowania sponsorowaniem nas. I wtedy żadna firma nie ma interesu w tym, żeby nam dawać jakieś pieniądze.

To z czego żyjecie? Ze stypendiów z ministerstwa sportu za dobre wyniki w mistrzostwach Europy albo świata?

Rzadko kto ma ministerialne stypendium. To naprawdę wąska grupa.

Jesteś aktualną mistrzynią Europy (w sztafecie 4x50 m stylem zmiennym) i nie masz stypendium?

Teraz już nie mam. Takie stypendium jest przyznawane na rok, a po roku trzeba uzyskać kolejny dobry wynik w kolejnych mistrzostwach. I to naprawdę nie są wielkie pieniądze. Dobrze, że młodsi zawodnicy są wspierani w ramach takich akcji jak Team 100 [sportowcy dostają po 40 tys. złotych rocznie] i że spora część kadrowiczów jest wojskowymi. Dzięki temu dajemy radę wiązać koniec z końcem.

Możesz powiedzieć, ile wynosi ministerialne stypendium dla mistrzyni Europy w pływaniu?

Na moje konto co miesiąc wpływało 1400 złotych. Ale ministerstwo wobec nas zachowało się bardzo w porządku, bo gdy przez pandemię igrzyska przełożono o rok i w ubiegłym roku nie było żadnych mistrzostw, to stypendia przedłużyło nam do maja bieżącego roku.

Alicja TchórzPolscy pływacy mogą dostać kilkumilionowe odszkodowanie. "Zostali upokorzeni"

Pawła Słomińskiego uważasz za największe zło polskiego pływania, ale pewnie w 2004 roku widziałaś w nim ojca sukcesu, gdy na igrzyskach w Atenach prowadzona przez niego Otylia Jędrzejczak zdobyła złoty medal i dwa srebrne?

Wtedy byłam bardzo młodziutka i jeszcze nie zdawałam sobie sprawy z tego, że za sukcesem stoi więcej ludzi niż tylko bardzo dobry zawodnik. Pływanie już trenowałam, ale miałam tylko 12 lat, to co ja tak naprawdę mogłam wiedzieć? Byłam pod wrażeniem Otylii, podziwiałam ją. A o panu Słomińskim wiedziałam, że jest jej trenerem i na tym zainteresowanie nim się kończyło. Lecz gdy kilka lat później weszłam do kadry, od razu przejrzałam na oczy. Pan Słomiński zawsze musi mieć rację. To zamordysta. Wystarczy porozmawiać z jego byłymi zawodnikami. I z ludźmi, którzy go poznali nawet przed tym jego wspaniałym rokiem 2004.

Otylia Jędrzejczak próbowała wam w tej okropnej sytuacji pomóc, prawda?

Zgadza się. Próbowała przez ciało zawodnicze w FINA. Przez swoją znajomość z Kirsty Coventry [to była mistrzyni pływania z Zimbabwe, która po karierze zajęła się działalnością w FINA i MKOl]. Niestety, to pomogło jedynie i aż na tyle, że z sześciorga źle zgłoszonych można było troje zostawić, a do kraju odesłać inną trójkę. Dzięki tym zmianom była chociaż możliwość złożenia jakichś składów sztafet.

Uważasz, że Otylia Jędrzejczak mogłaby odbudować polskie pływanie?

Na pewno powinniśmy się nią wspierać. Na 100 procent. Przede wszystkim jednak w związku sportowym powinni pracować specjaliści, menedżerowie. Prezes powinien reprezentować związek, powinien sobie dobrać ludzi do działania. To musi być bardzo silna osoba i to może być Otylia. Ale chciałabym widzieć na stanowisku mojego trenera, Grzegorza Widankę. Tylko że on raczej nie będzie chciał, bo chociaż potrafi zjednoczyć środowisko i jest kompetentny, to bałaganem w polskim pływaniu jest zmęczony.

A ty, mimo zmęczenia tym bałaganem, widzisz siebie w roli działaczki? Może po Paryżu, po ostatnich igrzyskach w roli pływaczki?

Jestem gotowa pomagać Polskiemu Związkowi Pływackiemu na tyle, na ile się znam. A znam się na marketingu sportowym. Na tym polu jestem gotowa działać.

Więcej o: