Strach przed Tokio. Sportowcy koczują na lotnisku, sponsorzy rezygnują. "Nie radzą sobie"

- Pierwsi sportowcy, którzy dolecieli do Tokio, musieli siedzieć przez pięć godzin na lotnisku - mówi Marcin Nowak, szef polskiej misji olimpijskiej na igrzyska Tokio 2020. Na dwa tygodnie przed ich rozpoczęciem Japończycy wprowadzili w mieście stan wyjątkowy i postanowili, że święto sportu odbędzie się przy pustych trybunach. - Nie radzą sobie. Japonia to słabo zorganizowany kraj - opowiada nam Magdalena Osumi z "Japan Times".

W liczącym 14 milionów mieszkańców Tokio w środę 7 lipca zanotowano 920 przypadków zachorowań na COVID-19. Ktoś powie, że niedużo? A jednak najwięcej od maja. Tyle wystarczyło, by władze miasta zdecydowały o wprowadzeniu stanu wyjątkowego, a organizatorzy igrzysk - o całkowitym zakazie wstępu na igrzyska dla kibiców.

Kiedy olimpiada w Tokio? Jak wygląda harmonogram?Nie będzie kibiców na igrzyskach w Tokio! Czwarty poziom stanu wyjątkowego

Tych kibiców jest w Japonii coraz mniej. W sondażach aż 70 proc. Japończyków nie chce igrzysk. Powody niechęci wymienia w rozmowie ze Sport.pl Magdalena Osumi, czyli Polka, która od 16 lat mieszka w Japonii. - Może zaskoczę, ale Japonia to wbrew pozorom słabo zorganizowany kraj. Nie potrafi się przygotować na scenariusz, którego nie zna. Japonia ma zawsze dopracowany do perfekcji plan A, ale gdy pojawiają się komplikacje, a w pandemii są one codziennością, to Japończycy zupełnie sobie nie radzą - mówi nam dziennikarka "Japan Times".

Zobacz wideo Polska kadra siatkarzy przygotowana na igrzyska. "Gotowi jesteśmy praktycznie od roku"

Kilka godzin w zamkniętym pomieszczeniu: olimpijski standard

Skalę problemów ciągle poznajemy. Ale już wiemy, że jest bardzo duża. - Kilka dni temu do Tokio dolecieli pierwsi sportowcy. To żeglarze i wioślarze z Niemiec oraz Anglii. Mówią, że nie jest łatwo. Pięć godzin siedzieli na lotnisku, w zamkniętym pomieszczeniu - opowiada Marcin Nowak, szef polskiej misji olimpijskiej.

Nie inaczej było w piątek 9 lipca z pierwszą grupą polskich sportowców. - Ponad 50 osób odsiedziało swoje na lotnisku. Niestety. Ale najważniejsze, że wszyscy uzyskali negatywne wyniki testów i rozjechali się na zgrupowania zaplanowane w różnych miejscach Japonii - mówi nam Nowak.

Procedury antycovidowe ustanowione przez organizatorów igrzysk mówią, że każdy, kto na nie przyleci, zostanie wypuszczony z lotniska dopiero po tym, jak przejdzie test na COVID-19. A żeby w ogóle wylecieć do Japonii, trzeba mieć ze sobą dwa negatywne testy - wykonane na 96 i na 72 godziny przed podróżą.

- Myślę, że za tydzień, dwa oni procedury dotrą i na lotnisku trochę lepiej będzie to wyglądało - ma nadzieję Nowak. - Również mam nadzieję, że to się poprawi, ale ogólnie na lotniskach jest kiepska organizacja pracy i od dawna standardem jest, że każdy przyjezdny czeka trzy, cztery godziny po przylocie, zanim będzie mógł wyjść z lotniska. Niestety, przy dodatkowych zaostrzeniach są przeróżne problemy z procedurami imigracyjnymi. I z dogadaniem się - dodaje Osumi.

Protest przeciwko igrzyskom w Tokio, 17 maja 2021 r.Kolejne państwo wycofuje się z IO w Tokio. "Muszę przekazać to zawodnikom"

Tylko 15 proc. zaszczepionych. Wolontariusze bez odporności

Niestety, to nie są problemy największe. - Tylko 15 proc. populacji zaszczepiono na COVID-19. W ostatniej chwili są szczepieni wolontariusze olimpijscy, czyli nie nabędą odporności, mogą roznosić wirusa - mówi Osumi. - Społeczeństwo uważa, że rząd obrał nie te priorytety, co trzeba, że cała uwaga powinna być poświęcona walce z pandemią, a nie robieniu wielkich sportowych zawodów za wszelką cenę. Ostatnio coraz więcej ludzi mających bilety na różne zawody olimpijskie twierdziło, ze ich nie chce. - dodaje dziennikarka "Japan Times".

Czy w Tokio wirus atakuje tylko po godzinie 20?

Teraz już wiadomo, że wobec stanu wyjątkowego, który będzie obowiązywał w Tokio od 12 lipca do 22 sierpnia (a igrzyska odbędą się od 23 lipca do 8 sierpnia) kibiców na olimpijskich arenach nie będzie. - To już czwarty w tym roku stan wyjątkowy w Tokio. Dziwny, taki na pół gwizdka. Na przykład restauracje będą czynne, ale nie będą mogły sprzedawać alkoholu. I o godzinie 20 będą zamykane. Takie zasady zaczęły obowiązywać podczas poprzednich stanów wyjątkowych i od dawna spotykają się z krytyką w kraju. Tak, jakby wirus atakował tylko po 20. Dodajmy, że wciąż mnóstwo ludzi będzie jeździło do pracy zatłoczonymi pociągami. Naprawdę dużo jest tu problemów, których nie rozwiązano - tłumaczy Osumi.

Sponsorzy płacili, a teraz płaczą

Coraz większy problem mają sponsorzy igrzysk. Dla nich stan wyjątkowy oznacza kolejne straty. Ogromne. "Japońskie firmy odwołują wydarzenia promocyjne i wycofują się z akcji, które planowali. Sponsorzy są sfrustrowani decyzjami, które organizatorzy igrzysk Tokio 2020 podejmują w ostatniej chwili" - czytamy w korespondencji Reutersa z 8 lipca.

Z depeszy dowiadujemy się, że 60 japońskich firm za prawa sponsorskie zapłaciło Międzynarodowemu Komitetowi Olimpijskiemu w sumie ponad 3 miliardy dolarów. A rok temu, wobec przełożenia igrzysk, te firmy musiały dopłacić jeszcze 200 mln dolarów, by ich umowy zostały przedłużone. "Jedno ze źródeł określiło działania organizatorów jako improwizowane. Chodzi zwłaszcza o wielomiesięczne opóźnienie decyzji o obecności kibiców" - pisze Reuters.

Jeszcze gdy obowiązującym ustaleniem było wypełnianie kibicami 50 proc. trybun poszczególnych olimpijskich obiektów (jednak z zastrzeżeniem, że na Stadionie Olimpijskim zasiąść będzie mogło nie więcej niż 10 tys. osób, mimo że jego pojemność to 80 tysięcy miejsc), firmy płacące za tytuł sponsora igrzysk Tokio 2020 zaczęły rezygnować z tworzenia swoich stanowisk na olimpijskiej promenadzie. To dlatego, że organizatorzy wyraźnie wzywali, by ludzie przemieszczali się bezpośrednio na obiekty i omijali wszelkie punkty przypominające strefy kibica.

Liga Narodów: Polska - Brazylia, siatkówkaCo dalej z pracą Vitala Heynena w reprezentacji Polski? "Niepewność"

Coraz więcej firm dochodziło też do wniosku, że przy tych igrzyskach lepiej będzie jednak się nie pokazywać. "Sondaże mówią, że większość Japończyków jest przeciwna igrzyskom. Źródło w jednej z firm sponsorującej igrzyska powiedziało, że istnieje obawa, że opinia publiczna uzna za niesprawiedliwe, że sponsorzy mogą być na trybunach, a wielu kibiców nie. To niezręczna sytuacja" - pisze Reuters. I cytuje dyrektora jednej z firm, który obawiał się, że znane twarze prezesów z pewnością źle by się wyróżniły, gdyby kibice zobaczyli je w transmisjach telewizyjnych.

Media idealizują. Bo sponsorują

Magdalena Osumi mówi ciekawie o innej roli mediów. - Generalnie Japonia jest inna w mediach,  wyidealizowana. Szczególnie w publicznych. Dlaczego media się głośno nie wypowiadały na temat tego, czy igrzyska powinny się odbyć, czy nie? Bo większość jest sponsorami igrzysk. "Asahi" jako jedyne się wyrwało i napisało, że w tych warunkach igrzyska powinny zostać odwołane - mówi dziennikarka "Japan Times". - Myślę, że wielu ludzi poza Japonią nie ma świadomości, jak tu wygląda sytuacja - dodaje.

Oczywiście w teorii wszystko może się udać. Teoretycznie wielka antycovidowa bańka na igrzyska może się okazać szczelna. W teorii Japończycy mogą w ostatniej chwili znaleźć odpowiedź na wszystkie pytania, na które odpowiedzi nie mają (bardzo trudno jest uzyskać odpowiedź na cokolwiek, nawet kiedy jest się dziennikarzem akredytowanym na te igrzyska). Ale jeśli na dwa tygodnie przed startem igrzysk ich uczestnicy nie wiedzą nawet, jak często będą na miejscu testowani na COVID-19, to znaczy, że raczej trzeba się spodziewać nie wzorowej organizacji, tylko działań improwizowanych, jak to ujął jeden ze sponsorów igrzysk.

Śledzą, kontrolują i denerwują

- Logistycznie to wszystko jest bardzo trudne, igrzyska wiążą się z ogromną liczbą ograniczeń i ciągłymi niewiadomymi. Te wszystkie procedury są męczące. Nie wiemy, czy testy będą wykonywane codziennie, czy nie - potwierdza Marcin Nowak.

Wiadomo za to, że każdy uczestnik igrzysk musi mieć w swoim telefonie dwie aplikacje, z których jedna po prostu cały czas będzie go śledzić (przez drugą trzeba raportować o stanie zdrowia). Chodzi o to, by nikt nie poruszał się poza wyznaczonymi obszarami. Olimpijskie korytarze są bardzo wąskie. Dla sportowców - wstęp tylko do wioski oraz wyłącznie na arenę ich dyscypliny. A pobyt w wiosce maksymalnie pięć dni przed startem i dwa dni po. Dla dziennikarzy i pracowników obsługi wstęp tylko do miejsc wcześniej zgłoszonych w specjalnych planach. Wstęp i pobyt pod specjalnym nadzorem. Wszędzie trzeba będzie nosić maski, co w temperaturze ponad 30 stopni Celsjusza i przy wilgotności przekraczającej 90 procent będzie jak wejście w maseczce do sauny.

Jasne, że covidowa rzeczywistość jest piekielnie trudna. Jasne, że japońskim organizatorom należy się nie tylko krytyka, ale i wdzięczność, że wzięli na siebie ogrom trudnej pracy. Ale też - niestety - jest oczywiste, że mnożące się niewiadome nie służą nikomu, kto weźmie udział w tak wielkim wydarzeniu, jakim są igrzyska. One po prostu wymagają jak najlepszego przygotowania. Pod każdym względem. A tym razem to niemożliwe.

Więcej o: