Szczepienia stoją, sondaże lecą. "Odwołajcie igrzyska, aby chronić nasze życie"

W sondażach już nawet 70 proc. Japończyków nie chce igrzysk. Gubernator Tokio dostał właśnie petycję z podpisami ponad 350 tys. obywateli żądających odwołania imprezy. Kraj ogarnia czwarta fala pandemii koronawirusa, szczepienia stoją, do tego stopnia, że pełnej dawki preparatu nie otrzymała nawet jedna trzecia lekarzy. W szpitalach w wielkich miastach kończą się miejsca.

- Tym razem pytanie brzmi: jaki jest nasz priorytet? Czy jest nim życie, czy igrzyska? - tymi słowami zwrócił się na konferencji do dziennikarzy Kenji Utsunomiya, adwokat i były kandydat na gubernatora Tokio. Pytał, prezentując petycję, wzywającą do odwołania igrzysk w Tokio. Dokument z apelem "Odwołajcie igrzyska, aby chronić nasze życie", podpisało 352 tys. obywateli. Utsunomiya wezwał też obecnego gubernatora Tokio Yuriko Koike, by zapoznał z petycją władze MKOl-u i podjął rozmowy dotyczące anulowania zawodów. - To MKOl podejmuje decyzję o odwołaniu igrzysk, ale gospodarz imprezy, powinien wezwać komitet, by tak uczynił - powiedział prawnik.

Od 60 do 70 proc. Japończyków nie chce igrzysk

Grupa wzywająca do odwołania największej światowej imprezy, sama również wysłała petycję do MKOl-u oraz Międzynarodowego Komitetu Paraolimpijskiego (IPC) i ogłosiła, że przekaże ją też do licznych międzynarodowych organizacji, japońskiego rządu i komitetu organizacyjnego Igrzysk w Tokio.

To, że pismo podpisało kilkaset tysięcy Japończyków, raczej nie dziwi. Ostatnie sondaże opinii publicznej, pokazują, że przeciwko igrzyskom jest już od 60 do 70 proc. obywateli tego kraju. Najnowsze badanie zlecone przez lokalną gazetę "Yomiuri Shimbun" informuje, że dokładnie 59 proc. respondentów opowiedziało się przeciwko zawodom.

Zobacz wideo Igrzyska w Tokio przełożone. "Słuszna i odpowiedzialna decyzja"

To wszystko w sytuacji, w której kraj ma przedłużyć stan wyjątkowy. Ten obowiązuje obecnie w sześciu departamentach, w tym w Tokio, ale będzie rozszerzony na trzy kolejne departamenty. To dlatego, że liczba przypadków Covid-19 w kraju nadal rośnie. Najnowsze dane pokazują, że czwarta fala pandemii dziennymi infekcjami już dorównała trzeciej i nie ma tendencji spadkowej. Każdego dnia przybywa po sześć, siedem tysięcy zainfekowanych. Nawet jeśli z perspektywy Polski te liczby nie wydają się wysokie, to Japończyków bardzo martwią.

Tamtejsza służba zdrowia dochodzi właśnie do granic możliwości normalnego funkcjonowania. Dla przykładu w Osace zajętych jest 96 proc. łóżek na oddziałach intensywnej opieki medycznej. Wszyscy pacjenci tych oddziałów przechodzą COVID w sposób ostry. Dodatkowo w Osace coraz więcej jest danych o osobach umierających w domach lub czekających na hospitalizację. Odsetek zmarłych z powodu COVID do tej pory nie był w Japonii wysoki. Według informacji pojawiających się w tamtejszych mediach niechęć do igrzysk spowodowana jest tym, że obecnie nikt nie ma pewności czy obciążany system opieki zdrowotnej da radę leczyć dodatkowych gości podczas igrzysk? Pewne jest za to, że do rozpoczęcia igrzysk, Japończycy nie będą dużo lepiej chronieni szczepionkami. Program szczepień w tym kraju niemal stoi w miejscu.

Koronawirus w Japonii, graf. MKKoronawirus w Japonii, graf. MK graf. MK

Dwie trzecie lekarzy bez pełnej odporności na COVID

Japonia jest obecnie jednym z najsłabiej chronionych przed koronawirusem państw wysoko rozwiniętych. Pełną dawkę szczepionki dostał tam niecały 1 proc. obywateli (w Polsce 7 proc.). Co więcej, na walkę z chorobą ciągle narażony jest personel medyczny. Pełne szczepienie przyjęła bowiem mniej niż jedna trzecia z 4,8 miliona priorytetowych pracowników służby zdrowia. Osoby starsze szczepi się tam dopiero od połowy kwietnia. Mimo że cały program ruszył w połowie lutego. Ruszył, ale żółwim tempem. Jak pisał Reuters "w takim tempie Japonia zaszczepi swych obywateli za 100 lat". Powodów jest kilka.

Obecnie przede wszystkim brakuje wykwalifikowanego personelu medycznego, który mógłby wykonywać zastrzyki. W Japonii mogą to robić tylko lekarze i pielęgniarki. Rozwiązania znane z innych krajów, choćby USA czy Wielkiej Brytanii - w których preparaty podają farmaceuci, czy przeszkoleni wolontariusze - u Japończyków nie mają racji bytu. Rząd, który przy szczepieniach obiecywał program turbo, ledwo włączył pierwszy bieg. Jeszcze w marcu i kwietniu tłumaczył, że program idzie wolno, bo opóźnione są dostawy preparatów. Gdy jednak w maju duże partie produktu Pfizera, wylądowały w kraju gospodarza igrzysk, to nie zostały szybko wykorzystane. Teraz leżą w zamrażarkach. Ostatnie dane ministerstwa zdrowia pokazały, że nie zagospodarowanych jest około 7 milionów dawek preparatu.

Kolejnym czynnikiem jest kulturowa niechęć Japończyków do szczepionek, spotęgowana, gdy chodzi o produkty zagraniczne. Dominowane jest to przeszłością. Japończycy pamiętają jak w latach 70. i 80., cały kraj dyskutował o skutkach ubocznych szczepień na błonicę, krztusiec i tężec, które spowodowały nawet śmierć kilkorga dzieci.

Szczepionka przeciwko COVID-19"Gest w duchu olimpijskim". Chińczycy traktują szczepionkę jako element polityki zagranicznej

W 1994 roku rząd Japonii zrezygnował zresztą z obowiązkowych szczepień po orzeczeniu sądu, który uznał, że państwo odpowiedzialne jest za skutki uboczne kilku szczepionek. Obowiązek prawny szczepień zamieniono wtedy na obowiązek obywatelski. Niedawno azjatycki kraj przestał nawet zalecać szczepionkę przeciwko wirusowi brodawczaka ludzkiego (HPV), bo w mediach pojawiło się kilka informacji o skutkach ubocznych preparatu.

Nie dziwi zatem fakt, że w takiej atmosferze, zagraniczne szczepionki na koronawirusa badano w Japonii uważnie. Jest to zresztą regulowane dość restrykcyjnymi przepisami. W ich konsekwencji Japończykom nie wystarczyły standardowe testy przeprowadzone przez Pfizera. Producent od lipca do listopada 2020 roku przeprowadził szczepionkową dokumentację z około 44 tys. osób z sześciu krajów, w tym około 2 tys. Azjatów. Japonia zażądała dodatkowych, lokalnych testów na samych Japończykach. Zajęły one kilka miesięcy. Szczepionki Moderny i AstraZeneca wciąż oczekują tam na zatwierdzenie. Ma się to stać w tym miesiącu. Japończycy również pracują nad szczepionkami na COVID. Zajmują się tym cztery firmy. Ta, która w swych pracach jest najbardziej zaawansowana, ogłosiła właśnie, że przetestowany produkt może być gotowy w grudniu tego roku.

"Chcę grać, ale mamy pandemię"

Jeśli igrzyska w czasie pandemii odbędą się zgodnie z planem, Japończycy przystąpią do nich - jak pisaliśmy ostatnio - wyposażeni głównie w maseczki i testy. Być może zastosują szybkie testy polegające na pluciu, czy ekspresowe testy antygenowe. Na pewno będą chcieli, aby uczestnicy igrzysk testowali się każdego dnia. Nikt o priorytetowym szczepieniu własnych sportowców czy wolontariuszy na razie nie mówi, choć MKOl przyznał, że chciałby dać możliwość szczepienia dla wszystkich przyjeżdżających do Tokio delegacji.

IO 2036 w Niemczech i Izraelu? Zaskakująca propozycja na oddanie hołdu ofiarom hitleryzmuSportowcy w Tokio będą pod specjalnym nadzorem. Nie będą mogli nawet kibicować kolegom

Temat igrzysk staje się dla Japończyków tematem coraz trudniejszym, spodziewane kilka lat temu święto obecnie zamienia się udrękę, dostarcza codziennych problemów. Niedawno przez pandemię koronawirusa z dróg publicznych zdjęto sztafetę ze zniczem olimpijskim, która poruszała się akurat w prefekturze Osaka i Ehime. Tam wskaźnik nowych infekcji niepokojąco się powiększał. Bez publiczności odbyła się też uroczystość odsłonięcia statuetek maskotek olimpijskich, z okazji 100 dni do igrzysk. Nieco ponad dwa miesiące przed igrzyskami coraz głośniej słychać też samych japońskich sportowców.

- Szczerze, to nie mam co do tych igrzysk pewności - powiedziała wiceliderka światowego rankingu tenisistek Naomi Osaka, która szykuje się na debiut na tej imprezie i ma szanse na medal. - Jako sportowiec powiedziałabym, że chcę grać, ale jako człowiek powiedziałabym, że mamy pandemię - odparła dziennikarzom BBC Sport.

Najwyżej sklasyfikowany japoński tenisista Kei Nishikori, też nie ominął tematu przemawiając podczas Italian Open.

- Na igrzyskach nie jest tak jak choćby na tym turnieju, gdzie mamy 100 osób. Tam będzie 10 000 ludzi w wiosce olimpijskiej. Oczywiście możesz próbować zamykać ich w bańce. Być może nawet dasz radę, ale łączy się z tym większe ryzyko. Bo co się stanie, jeśli w wiosce będzie sto przypadków infekcji. Albo tysiąc - pytał.

"Japan Times" cytuje też najlepszego japońskiego golfistę Hidekiego Matsuyamę, który wygrał niedawno turnieju Masters. Zawodnik opisywał, że w sprawie organizacji igrzysk ma "mieszane uczucia".

- Jeśli byłyby przeprowadzone w sposób bezpieczny, to chętnie powalczę tam o medal. Tyle że w Japonii liczba infekcji cały czas rośnie, a sytuacja w naszym kraju się pogarsza - dodał wyraźnie smutny.

Igrzyska mają rozpocząć się 23 lipca i potrwać do 8 sierpnia.