Co z igrzyskami w Tokio? Pierwsza tak mocna wypowiedź: "To jest jak wojna"

- Dziś kwestia igrzysk w Tokio w dużej mierze nie zależy już od Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, ale od sytuacji z koronawirusem - mówi działacz MKOl Dick Pound w wywiadzie dla Associated Press.

To pierwsza tak mocna wypowiedź w tej sprawie z kręgów MKOl, i to od bardzo ważnego działacza, z najdłuższym stażem w ruchu olimpijskim. Dick Pound, kanadyjski prawnik, były szef Światowej Agencji Antydopingowej, zastrzega że nie chce podsycać tą wypowiedzią paniki, tylko realnie ocenić ryzyko. Jego zdaniem, zostały już tylko góra trzy miesiące na podjęcie decyzji, czy igrzyska zaczną się zgodnie z planem 24 lipca.

- Jeśli będzie taka konieczność, na pewno można poczekać z decyzją i oceną, czy sytuacja jest opanowana, do góra dwóch miesięcy przed igrzyskami - mówi Pound agencji AP, wskazując koniec maja jako datę graniczną. - Wiele rzeczy musi zacząć się dziać przed igrzyskami. Trzeba zacząć ustawiać zabezpieczenie, sprowadzać żywność, szykować wioskę olimpijską, hotele. Ludzie z telewizji zaczną już wtedy budować studia - tłumaczy. I jeśli pod koniec maja to wszystko będzie jeszcze niemożliwe do wykonania, wtedy „trzeba pewnie rozważyć odwołanie”.

Zobacz wideo Kurek: Złoto na igrzyskach? Jesteśmy w stanie to zrobić

„To jest jak wojna. I ludzie na dwa miesiące przed zaczną pytać: mogę już teraz lecieć tam bez obawy, czy nie?”

– To jest jak wojna i trzeba to przyjąć. Gdzieś w okolicach tego terminu ludzie zaczną nas pytać: czy sytuacja jest na tyle pod kontrolą, że mogę teraz jechać do Tokio bez obaw? – mówi Pound. Ale uspokaja, że na teraz – w Japonii zanotowano na razie cztery śmiertelne przypadki koronawirusa, ten kraj ma na razie dużo mniejszy problem niż choćby Korea Południowa – wszystko wskazuje, że igrzyska odbędą się zgodnie z planem. – Sportowcy, skupcie się spokojnie na sporcie, MKOl na pewno nie wyśle was tam, gdzie jest pandemia - mówi Pound. Decydujące są konsultacje MKOl ze Światową Organizacją Zdrowia i Organizacją Narodów Zjednoczonych. I jak zapewnia Pound, żadna z nich nie doradziła jeszcze ruchowi olimpijskiemu, by rozważył odwołanie lub przełożenie igrzysk. - Nie przekłada się czegoś tak wielkiego jak igrzyska tak po prostu na inny termin. Tu jest za dużo zmiennych, za dużo krajów, trzeba pogodzić kalendarze różnych sportów, ramówki telewizyjne – mówi Pound w AP.

Co jeśli jednak będzie potrzebny plan B? Pound za najdogodniejsze uważa opóźnienie igrzysk o rok

Opóźnienie igrzysk o kilka miesięcy rozbiłoby ramówki TV, zwłaszcza północnoamerykańskich. Przeniesienie ich do innego miasta to jeszcze większy problem, a rozproszenie po kilku odległych od siebie miastach sprawiłoby, że to już nie byłyby, zdaniem Pounda, igrzyska, tylko pozbawione niezwykłości mistrzostwa. Być może najbardziej realny scenariusz, gdy już trzeba będzie rozważyć plan B, to opóźnienie igrzysk o rok. Wtedy straty organizatora będą najmniejsze, najłatwiej będzie też wpasować ten termin do kalendarza olimpijskich sportów.

Prawa telewizyjne do igrzysk do główne źródło dochodu ruchu olimpijskiego, a igrzyska odwoływano dotychczas tylko z powodu wojen światowych. MKOl, tak jak i FIFA, mają zawiązane rezerwy na wypadek odwołania imprezy, która jest głównym źródłem ich dochodu. W przypadku MKOl ta rezerwa ma już wynosić ok. miliarda dolarów. - Gdy zadziała siła wyższa, nie da się już liczyć na ochronę ubezpieczeniową, każdy będzie musiał się pogodzić z jakimiś stratami - mówi Pound.

Więcej o: