Swoboda dobrze wystartowała, ale szybko zaczęły jej uciekać bardziej doświadczone rywalki, które w swoim CV miały już biegi w czasie poniżej 11 sekund. Polka celowała w pobicie rekordu Polski, ostatecznie dobiegła do mety w czasie 11.18. Do rekordu troszkę zabrakło, do awansu do finału 100m nieco więcej. Polka zajęła siódme miejsce w swoim biegu. Jej czas nie pozwalał myśleć o finale, bo awansowało osiem biegaczek, wszystkie pobiegły poniżej 11 sekund.
- Jestem zadowolona z siebie. Trochę boli mnie bark i mięsień dwugłowy. W piątek dostałam skurczu. Myślałam, że mi przejdzie, ale tak się nie stało. Były bańki, jak u Phelpsa, bo to podobno fajne i popularne, więc czemu nie - powiedziała po biegu.
- Bieg był szarpany. Na pewno byłam trochę zestresowana, ale jestem z siebie zadowolona . Było ciężko, ale obiecuję, że za cztery lata Tokio jest moje. I finał też jest mój - dodała Swoboda w TVP.
Najlepszy czas biegów półfinałowych miały Jamajki - Shelly-Ann Fraser-Pryce oraz Elaine Thompson, które wygrały swoje biegi półfinałowe pobiegły w identycznym czasie - 10,88 sekundy. Finałowy bieg jest zaplanowany na godz. 3.37.
To był ostatni indywidualny start Swobody w Rio. 19-latka pobiegnie jeszcze w sztafecie 4x100. Wystartuje na pierwszej zmianie. - Nie wiem, jak będzie mi się biegło z pałeczką, jak ustawić się do startu. Ale myślę, ze będzie dobrze - mówiła jak zwykle optymistycznie nastawiona Polka.
Swoboda zastanawia się nad tym, by biegać oprócz dystansu 100m także 200m jak inne sprinterki. - W tym roku postawiłyśmy z moją trenerką na jeden dystansu. Myślę, że zacznę biegać też 200m może w przyszłym sezonie. Jak schudnę - dodała pół żartem pół serio Swoboda.