Rio 2016. Siatkarze na dobrej drodze do medalu

- Mecze trwające długo i wygrane w tak dramatycznych okolicznościach jak ten z Iranem są korzystniejsze niż zwycięstwa do zera - mówi były siatkarz i trener reprezentacji Ryszard Bosek. W czwartek polscy siatkarze zagrają z Argentyną (godz. 20.00).

Rozmowa z Ryszardem Boskiem, mistrzem olimpijskim z Montrealu

Jarosław Bińczyk: Polska chce medalu, a męczyła się w spotkaniu z Iranem, który dwa dni wcześniej rozbiła Argentyna. Nasze ambicje są uzasadnione?

Ryszard Bosek: Myślę, że mamy szanse na medal. W porównaniu z innymi faworytami nawet duże. Nasi nie grają jeszcze na 100 proc., ale pokazują hart ducha, są odporni psychicznie i z meczu na mecz coraz lepsi.

Jednak poza pierwszym setem meczu z Iranem słabo serwowali, a bez tego trudno dziś o sukces.

- Może i tak było, ale trzeba pamiętać, że Łomacz miał dwa asy i w sumie zdobył cztery punkty, chyba pierwszy raz w życiu. Ostatnia zagrywka Bieńka w tie-breaku też nam pomogła. Może w sumie nie serwowaliśmy najlepiej, ale w ważnych momentach sobie pomogliśmy zagrywką. Jeśli chłopaki ją poprawią, spokojnie możemy myśleć o medalu.

Jakie widzi pan pozytywy w grze Polaków?

- Siatkarze po ciężkim sezonie w klubach i reprezentacji byli mocno poturbowani, więc musieli się zregenerować. Stąd słaby występ w Lidze Światowej. Nie wszystkim się to udało, co widać po Mateuszu Mice. Trener na razie oszczędza go, jeśli to tylko możliwe. Wydawało mi się, że po dwóch setach rozegranych na 100 proc. Polakom zabrakło sił. Może to było przyczyną słabszej zagrywki. Dlatego dziś wynik 3:2 jest dla nas lepszy niż 3:0, bo grą najlepiej dochodzi się do wysokiej formy. W turnieju takie dramatyczne mecze pomagają drużynie. Wygrywanie po 3:0 sprawia, że gdy w ćwierćfinale ktoś stawi opór, to zespół nie jest mentalnie przygotowany na bicie się z rywalem. Spotkania trwające długo i wygrane w tak dramatycznych okolicznościach budują pewność siebie. Trzeba też pamiętać, że godzina dłużej gry daje tyle, co tydzień treningu.

Pan najlepiej o tym wie, bo 40 lat temu na igrzyskach w Montrealu cztery z sześciu meczów w drodze do złota wygraliście po 3:2.

- A Rosjanie w drodze do finału wygrywali wszystkie spotkania po 3:0 i kiedy ktoś im się przeciwstawił, nie dali rady. Trudne mecze przyzwyczajają do walki. Dziś i tak jest lepiej, bo na wielkich turniejach siatkarze grają co drugi dzień, więc mają możliwość zregenerowania się.

Nasza gra ofensywna wygląda jednak dość prosto. Opiera się na Bartoszu Kurku, który jest mocno eksploatowany. Miałem wrażenie, że w meczu z Iranem po prostu opadł z sił.

- To normalne. Jeśli w najtrudniejszych momentach atakujesz najwięcej, to kiedyś musisz się zmęczyć. Nawet taki atleta jak Bartek Kurek. W trudnych chwilach on jest jak Mr. Wolf z "Pulp Fiction", przychodzi i czyści. Zauważyłem, że taktyka jeszcze nie jest perfekcyjna. Bartek to prawdziwy kiler, ale musi mieć piłkę wystawianą wyżej. Gdy dostaje ją na odpowiednim pułapie, to nie ma problemu nawet przy trzech blokujących. Jeśli jednak piłka jest szybka, lecz za niska, to ma kłopot, bo przy jego parametrach trudno się błyskawicznie zebrać do ataku.

Nawet w transmisji słychać, jak krzyczy do rozgrywającego: "Quick!" (szybko).

- Tak, ale nie może to być podanie 20 cm nad siatką, bo wtedy się gubi. Dla każdego ten "quick" jest inny, dla Kurka musi być wyżej rozegrany.

Sam Kurek nie doprowadzi nas do strefy medalowej.

- Mateusz Mika, który może go wesprzeć w ataku, na razie ma tylko dobre momenty. Trzeba mu jeszcze dwóch meczów, by zagrał tak, jak potrafi. Dobrze, że Michał Kubiak wszystkich pozytywnie nakręca. Zagrywka mu jeszcze nie siedzi, ale w pozostałych elementach jest naprawdę dobry. Z Iranem dobrze graliśmy środkiem. Rywale mają najlepszych zawodników na świecie na tej pozycji, jednak nasi zaprezentowali się znakomicie.

Nie da się uniknąć porównań obecnej reprezentacji Polski z tą z MŚ. Mam wrażenie, że teraz lepiej bronimy.

- Bronimy bardzo dobrze, bardzo dobra jest asekuracja bloku i ataku. To wszystko musi przynieść efekty.

Siatkarze mówią, że igrzyska to zupełnie inny turniej niż mundial.

- Mimo że w Rio brakuje np. Serbów, to jest trudniej niż na MŚ. Pobyt w wiosce olimpijskiej, organizacja, liczba sportowców sprawiają, że turniej jest szczególny. Odpowiedzialność, oczekiwania i nakręcanie się jeszcze zwiększają trudność.

W czwartek Polska gra z rewelacyjną dotychczas Argentyną, która pewnie pokonała Rosję i Iran. Kto jest faworytem?

- Już w Lidze Światowej Argentyńczycy grali bardzo dobrze, a gdy doszedł Facundo Conte, są jeszcze trudniejszym rywalem. Nie zakładam jednak, że będziemy mieli kłopoty. Potrzebna jest bardzo dobra zagrywka. Oni też nie mają ogromnego potencjału w ataku. To jednak trudny przeciwnik, na dodatek na fali. Po dwóch wygranych poczuli, że mogą grać o medale. Poprzeczka się podnosi, ale dla Polski to dobrze, bo, jak już mówiłem, przygotuje nas do ćwierćfinału. Myślę, że bez kłopotu wyjdziemy z grupy, kwestia tylko, czy z pierwszego miejsca, czy z drugiego.

Nie zapominajmy o Rosji, która broni złota z Londynu.

- Rosja nie może się pozbierać, bo obecni zawodnicy chyba nie dają rady wznieść się na mistrzowski poziom. Ale nie wolno ich lekceważyć, bo to tradycyjnie silny przeciwnik.

Ciekawe rzeczy dzieją się w grupie A, gdzie USA, jeden z faworytów, mają na koncie dwie porażki, w tym z Kanadą.

- Tam się dzieje coś dziwnego. Amerykanie mogą się znaleźć na piątym miejscu, bo grają jeszcze z Brazylią i Francją. Włosi, których gra polega na silnej zagrywce, sprali Francuzów i trzeba się z nimi poważnie liczyć. Jestem ciekaw też, w jakiej formie jest Francja i czy jej porażka z Italią była tylko wpadką. Dla nas najlepiej byłoby wygrać grupę i trafić na Kanadę, bo wtedy będziemy zdecydowanymi faworytami.

Czyli obstawia pan, że Polska zdobędzie medal?

- Mamy dużą szansę, bo chłopaki bardzo tego chcą. Nie grają jeszcze tak, jak potrafią, lecz z meczu na mecz będzie coraz lepiej, zwłaszcza przy takim nastawieniu, jakie pokazują.

Zobacz wideo

W Rio zrobiło się bardzo gorąco. Fotoreporter Reutersa nie mógł się powstrzymać [ZOBACZ ZDJĘCIA]