Rio 2016. Michael Phelps - jak zdobyć złoto i pozostać człowiekiem

Gdy bił rekordy na igrzyskach w Atenach i Pekinie, nie znał imion kolegów z reprezentacji, teraz utrzymuje kontakt z ludźmi, z którymi był na terapii odwykowej. Trafił na nią, bo jeździł pod wpływem alkoholu. Ale przede wszystkim dlatego, że nie potrafił odnaleźć w sobie człowieka, którego ukrywał przez reżim treningowy. W niedzielę "nowy" Michael Phelps sięgnął po pierwsze złoto na igrzyskach w Rio.

Najbardziej utytułowany olimpijczyk w historii po tym, gdy w listopadzie 2014 roku drugi raz w życiu został złapany na jeździe pod wpływem alkoholu, zamknął się w domu. Z nikim nie rozmawiał, nikogo do siebie nie dopuszczał. Po trzech dniach wysłał SMS-a do swojego agenta. - Nie chcę już żyć - napisał. Kilka dni później poszedł na odwyk i, jak piszą amerykańskie media, de facto rozpoczął przygotowania do igrzysk w Rio de Janeiro.

Phelps cztery lata temu w Londynie miał już zakończyć karierę. Ale nie wiedział co to znaczy być emerytowanym sportowcem. O tym, że życie bez basenu Amerykanina niszczy, widać już było w 2009 roku, gdy jako ośmiokrotny złoty medalista z igrzysk w Pekinie męczące zawody i obowiązki wobec mediów i sponsorów odbił sobie - w pierwszy dzień laby - paleniem marihuany. Zdjęcie Phelpsa z bongiem w rękach obiegły cały świat.

Pływak wyszedł z odwyku, jak mówi w wywiadach i potwierdzają to jego znajomi, odmieniony. W drugim tygodniu terapii dostał symbol przywództwa w jednej z grup wsparcia jako znak jego zdolności lidera. Potem mówił, że ten zwykły patyk był dla niego większym powodem do dumy niż jakikolwiek medal olimpijski.

- Nie myślałem, że on kiedykolwiek się zmieni. On chował swoje człowieczeństwo przez 12 lat. Odwyk go otworzył - mówił w jednym z wywiadów jego trener Bob Bowman, który był przeciwny temu, by Phelps szedł na terapię. Być może go skreślił, bo znał swojego zawodnika - człowieka, którego interesowały tylko zwycięstwa, który wszystko poświęcił sportowi. I gdy tego sportu już nie było, stracił grunt pod nogami. Często nie znał imion swoich kolegów z kadry narodowej, więc gdy zaczął opowiadać trenerowi o historiach poznanych ludziach na odwyku, Bowman był w szoku. Podobno do dziś utrzymuje z uczestnikami terapii kontakt.

Amerykanie piszą, że igrzyska w Rio są dla Phelpsa sprawą osobistą. Nie jest już maszyną zaprogramowaną tylko na złote medale, nie jest też już zużytym sportowcem, który podchodząc lekceważąco do zawodów w Londynie zdobył cztery złota. Nie chce odchodzić ze sportu żałując, że kończy złymi zachowaniami - kilka lat temu odpuszczał treningi nie dlatego, że tak chciał jego organizm, ale dlatego, że były nie do pogodzenia z jego trybem życia, coraz bardziej naznaczanym alkoholem i imprezami.

W magazynie ESPN można przeczytać, że gdy basen latami był dla niego ucieczką od problemów rodzinnych (jego rodzice rozwiedli się, gdy miał dziewięć lat, a Amerykanin dopiero niedawno pogodził się z ojcem), tak teraz po narodzinach dziecka basen dzieli go od budowanej przez niego rodziny. Po ostatnich konkurencjach na olimpijskiej pływalni Phelps ma wziąć ślub ze swoją długoletnią dziewczyną (ten związek miał jednak spore kryzysy), w końcu odpocząć i wciąż być człowiekiem, którego ukrywał, gdy gonił rekordy.

W Rio Phelps wystartuje jeszcze w trzech konkurencjach indywidualnych. Złoto w drużynie (4x100 metrów stylem dowolnym) zdobył w niedzielę i został najstarszym złotym medalistą w pływaniu w historii igrzysk.

Sprawdź klasyfikację medalową

Zobacz wideo