Bukowiecki, następca Majewskiego: Kilogramy lecą coraz dalej

- Potrafię pchnąć daleko kulą 6-kilogramową, potrafię także zrobić to samo "siódemką". - mówi Konrad Bukowiecki, mistrz i rekordzista świata do lat 20 w pchnięciu kulą.

Bukowiecki był w finale lepszy od Rumuna Andrei Toadera o ponad metr. 19-letni Polak jest kandydatem na następcę Tomasza Majewskiego, dwukrotnego mistrza olimpijskiego.

Wojciech Borakiewicz: Nowy rekord świata juniorów 23,34 metra to świetny wynik. Jeszcze lepsza była twoja czwarta próba, ta spalona. Czy jest sposób, żeby przyrównać ten rezultat osiągnięty kulą o wadze 6 kilogramów z tą cięższą seniorską, której będziesz używał w Rio de Janeiro? Obecnie twój rekord życiowy wynosi 21,14 m

Konrad Bukowiecki: Istnieją takie statystyczne przeliczenia, jak to wygląda. Wynika z nich, że rezultat z Bydgoszczy to mniej więcej 21 metrów i 22 centymetry sprzętem cięższym, seniorskim. Spalone pchnięcie byłoby trochę lepsze. Potrafię pchnąć daleko kulą 6-kilogramową, potrafię także zrobić to samo "siódemką". Teraz jest czas przed igrzyskami, żeby zająć się tylko takim przygotowaniami i przyzwyczaić siebie do takiego sprzętu. Mam nadzieję, że uda mi się fajny wynik tą kulą osiągnąć. Wychodzę z założenia, że jeśli potrafię pchnąć kulę sześciokilogramową ponad 23 metry, to za kilka lat zrobię to samo cięższą. Oczywiście wszystko musi przyjść z czasem. Do tego nie można dążyć zbyt szybko, z głową i spokojnie. Nie widzę jednak przeszkód, żeby w przyszłości to zrobić i zostać także rekordzistą świata seniorów.

Na igrzyska olimpijskie lecicie we trójkę, razem z Tomaszem Majewskim i Michałem Haratykiem. W jaki sposób wygląda wasza współpraca i rywalizacja w bardzo silnym polskim teamie pchnięcia kulą?

- Każdy z nas trenuje gdzie indziej. Tomek w Warszawie, Michał w Krakowie, a ja w Szczytnie. Na treningach więc tej współpracy nie ma, natomiast podczas zawodów wspieramy się, a nasza rywalizacja jest czysta. Jesteśmy kolegami i życzymy sobie jak najlepiej. Wiadomo, że w czasie konkursu trzeba się koncentrować na sobie. Nawet wtedy dopingujemy się wzajemnie. Bardzo dużo się nauczyłem od Tomka i z jego doświadczenia korzystam, przecież to dwukrotny mistrz olimpijski. Na moim pierwszym występie w Diamentowej Lidze, w Oslo, pokazywał mi wszystko. Skupiam się teraz wyłącznie na igrzyskach, aby tam pokazać, że potrafię pchać daleko kulą o wadze 7 kilogramów, a Amsterdam i mistrzostwa Europy to wypadek przy pracy. Cel - być jak najwyżej w Rio.

W Bydgoszczy naciskał cię mocno srebrny medalista, Andrei Toader.

- Wiedziałem, że jest mocny. Pchnął już seniorską "siódemkę" w tym roku na 20,54 m. Taki rezultat w przeliczeniu na kulę o wadze 6 kilogramów daje wynik około 22,5 metra. W mistrzostwach Europy w Amsterdamie był przecież w finale, zajął szóste miejsce. Akurat jednak jeszcze ani razu z nim nie przegrałem. Zresztą tylko raz do tej pory zdarzyło mi się przegrać z kimś młodszym. To był Szwed, Wiktor Petersson, kiedy jeszcze pchaliśmy kulą 4-kilogramową. A z Rumunem jeszcze na pewno spotkam się za rok w Bydgoszczy, podczas młodzieżowych mistrzostw Europy do lat 23.

Byłeś bardzo szczęśliwy po zakończeniu konkursu finałowego.

- Chciałem pobić rekord świata. Gdybym zakończył konkurs z wynikiem 22,46, byłbym rozczarowany, nawet jeśli bym wygrał. A tak plan został zrealizowany w 100 procentach. Jestem mistrzem i rekordzistą świata.

Były też łzy.

- Popłakałem się i nie pamiętam, kiedy wcześniej tak się rozkleiłem. Sądzę, że to przez to, że przyjechała do Bydgoszczy duża część mojej rodziny. Pierwszy raz tylu bliskich przyjechało i to mnie "rozwaliło".