NHL. Ameryka na lodzie

Tylko w hokeju historia rywalizacji dwóch najsławniejszych amerykańskich miast była uboga. Do dzisiaj. Do starcia NY Rangers i Los Angeles Kings

Los Angeles i Nowy Jork Amerykanie porównują obsesyjnie: gdzie są niższe podatki, gdzie lepsze restauracje, gdzie ładniejsza pogoda, gdzie łatwiej zrobić karierę, gdzie mniejsze korki, bardziej sentymentalne filmy, lepsze piosenki.

"New York, New York" Sinatry czy "L.A. Woman" Doorsów? W sondażu przeprowadzonym przez "Vanity Fair" wyszło, że Amerykanie przedkładają Big Apple (46 proc.) nad LA (40 proc. ankietowanych). I co z tego? Porządnej odpowiedzi nie było. Będzie teraz, przynajmniej w hokeju.

W finale Pucharu Stanleya zagrają Los Angeles Kings, najlepszy zespół zachodniej ligi NHL, z New York Rangers, najlepszymi na Wschodzie. Jak już piszą w Ameryce: "Wayne Gretzky - najlepszy hokeista w historii, grał w obu klubach - powinien śledzić serię gdzieś w połowie drogi". Pierwszy mecz - w Los Angeles - dziś w nocy.

- Nie odejdziemy po cichu! - zapowiadał Darryl Sutter, trener Kings, po trzeciej kolejnej porażce z San Jose Sharks w I rundzie play-off (gra toczy się do czterech zwycięstw). Narobili mnóstwo hałasu, stali się czwartą drużyną w lidze, która odrobiła taką stratę. Potem wyrzucili z gry Anaheim Ducks i broniących tytułu Chicago Blackhawks. Za każdym razem w siedmiu meczach. Mało tego - mecz nr 7 zawsze grali i wygrywali na wyjeździe - takiej sztuki w NHL nikt wcześniej nie dokonał!

- Nigdy nie mówimy, że jesteśmy załatwieni. Ktoś powiedział o nas "banda karaluchów". Nie można się nas pozbyć - powiedział wtedy obrońca Kings Alec Martinez, strzelec decydującego gola w dogrywce.

Kings są w lidze od 1966 roku, ale Kalifornijczycy zainteresowali się poważnie hokejem, gdy do LA przeprowadził się Gretzky. Publika i gwiazdy Hollywood, dotąd zainfekowane koszykówką czy futbolem, odkryły hokej. "The Great One" tylko raz zdołał doprowadzić LA do finału, w 1993 roku. Potem przez 17 lat Kings zdołali wygrać jedną (!) serię play-off.

Odmienił Królów Sutter zatrudniony w grudniu 2011. Pół roku później w Los Angeles cieszyli się z pierwszego Pucharu Stanleya. - Nic w życiu nie ma za darmo - mawia, wyciska z graczy soki, a Kings grają najtwardszy hokej w Ameryce.

Wspomnienia LA o finale są świeże, Rangers na finał czekali 20 lat. - Świetny bramkarz, defensywa, napastnicy, gra w przewadze i w osłabieniu - tak Sutter komplementuje rywali. To faceci po przejściach. Dominic Moore podczas fazy play-off 2012 roku opuścił San Jose Sharks, by być ze swoją żoną chorą na raka wątroby. Odeszła 7 stycznia 2013 r. Moore nie zdecydował się na powrót. Dopiero przed obecnymi rozgrywkami związał się na rok z Rangers (za 1 mln dol.), gdzie zaczynał karierę. Jego gol przeciwko Canadiens dał wygraną 1:0 i awans do finału. - Dziękuję, że pomogliście mi przejść przez to wszystko - mówił do kolegów. Bez Martina St. Louisa też by się nie udało wywalczyć finału, grał, choć w trakcie rywalizacji zmarła jego matka.

Żaden ekspert nie daje Rangers szans na Puchar. Stacja ESPN typuje wygraną Kings w 7 meczach, prestiżowy magazyn "The Hockey News" - w 6, specjaliści z CBS Sports wskazują na triumf Los Angeles w 5, 6 i 7 starciach.

W całej lidze nie ma tak głębokiego składu, jakim dysponują Kalifornijczycy. Nikt nie gra tak twardo - w dziesiątce najczęściej "bodiczkujących" graczy w play-off aż sześciu jest z Los Angeles. Do tego Kings, słynący z żelaznej defensywy, strzelają najwięcej goli (3,48 na mecz), połowa z czołowej dziesiątki najskuteczniejszych zawodników gra w tej drużynie. Najlepszy nowojorczyk jest dopiero 15.

Co można przeciwstawić Królom? Bramkarza. Szwed Henrik Lundqvist puszcza w play-off zaledwie 2,03 gola na mecz, broni ze skutecznością 0,928 proc. "Rangers będą się liczyć, jeśli Lundqvist będzie tak bronił" - ocenia strona NHL.com.

Być może lekką przewagą NYR będą trzy dni odpoczynku więcej przed finałową serią, choć w ostatnich latach taki przedłużony relaks nie zawsze pomagał. W 2011 r. Vancouver Canucks odpoczywali przed finałami sześć dni, w 2008 r. Pittsburgh Penguins - pięć, a w 2006 r. Edmonton Oilers aż siedem. Żadna z tych ekip nie wygrała wtedy Pucharu Stanleya. A poza tym, jak powiedział Drew Doughty, jeden z najlepszych i najważniejszych zawodników Kings: - Serce się nie męczy. f

Więcej o: