Soczi 2014. Prasa rosyjska: Zadźgani fińskim nożem

Dwa największe sportowe dzienniki Rosji prześcigają się w dramatycznych opisach klęski rosyjskich hokeistów. "Sowieckij Sport" pisze o fińskim nożu wbitym w Rosjan, a hokeistów Suomi rozbijających ataki Sbornej porównuje do węża boa duszącego króliki. "Sport-Ekspress" nazywa mecz "przeklętym finałem" i o wszystko obwinia trenera Zinetułę Bilaledtinowa.

"Tysiące ludzi stawiło się na trybunach, rozemocjonowanych, których serca wypełniała nadzieja. Nadzieja, z początku rozniecona, stopniowo gasła, by zamienić się w grobowe milczenie. Z końcową syreną tego przeklętego ćwierćfinału umarło marzenie, którym kraj żył od dłuższego czasu. Od momentu, kiedy Soczi przyznano organizację igrzysk, od chwili sromotnej porażki w Vancouver, od tego dnia, kiedy Owieczkin, Małkin i Kowalczuk zapowiedzieli: - W lutym 2014 na pewno przyjedziemy na zimową olimpiadę, by sprawić Rosji radość" - pisze Andriej Kuzniecow ze "Sport-Ekspressu".

Ubogi warsztat trenera

"Ucieszyli tak, że jeszcze długo nie przyjdzie nam ochota, by oglądać hokej w wykonaniu "sbornej". Teraz, gdy krew z przebitego finką hokejowego serca jeszcze nie przestała lecieć, korci, żeby napisać ironicznie: tak niewiele czasu do następnych igrzysk.(...) Przegraliśmy nie dlatego, że to jest hokej i wszystko jest możliwe. A dlatego, że do tego ćwierćfinału prowadził ją nieodpowiedni sztab szkoleniowy. Soczi przegrał nam Zinetuła Bilaledtinow. Przegrał "dzięki" swemu ubogiemu warsztatowi, niezdolności zrobienia drużyny z grupy wielkich gwiazd, jakie mieliśmy w składzie. Nieodpowiedni człowiek został trenerem reprezentacji. Na naszej ławce trenerskiej, podczas meczu, nie było widać krzty pomysłu, zaangażowania, próby rozdzielenia zawodzącego duetu Owieczkin-Małkin, planu taktycznego przy stanie 1:3!

Fiński nóż w plecach

"Fiński nóż wbity w Rosję. Nasza drużyna pożegnała się z myślą o medalach" - pisze "Sowieckij Sport". - "Wszyscy widzieliście - najpierw nasze dziewczęta przegrały z kretesem z Finkami mecz o 5. miejsce 0:4. A teraz to... Nasz hokej rozbił wielki, niebieski krzyż. Taki, jaki widać na fińskiej fladze..." - żali się autor gazety Dmitrij Ponomarienko. Przypomina, że równo dziesięć lat temu na mistrzostwach świata juniorów zachwycała trójka Owieczkin - Małkin - Siomin. Ale w ćwierćfinale przegrali z Finami 3:4. "Może już wtedy było im w jednej linii zbyt ciasno?" - zastanawia się Ponomarienko.

Gdzie są trzej muszkieterowie?

"To, co rzuciło mi się w oczy w środowym meczu, to, że Małkin i Owieczkin na lodzie wcale się nie zauważali. O coś się pokłócili? A trener Bilaledtinow uparcie wysyłał ich razem... Marzyło nam się, że Bilaledtinow napisze nową powieść - 'Trzej muszkieterowie, 10 lat później'. No, Sasza [Owieczkin - red.] i Żenia [ Małkin - red.] patrzyli na siebie zezem, jak Rochefort na D'Artagnana. W tej trójce nie było widać braterstwa. "Ponomarienko chwali Finów, którzy tradycyjnie, czyli skromnie i po cichu, osiągnęli sukces. Tak, jak zachowywali się od początku turnieju. Na treningi jeździli nie jak wszystkie drużyny - autokarem, a na rowerach. "Z minuty na minutę w oczach kibiców gasł olimpijski żar. Fiński bramkarz odbijał wszystkie nasze strzały, a fińscy hokeiści dusili nasze ataki jak wąż boa króliki. Znikąd nie było pomocy" - pisze Ponomarienko.

Nieudacznicy z NHL

"Oglądałem tę beznadzieję i zdałem sobie sprawę, że to już koniec. Koniec mojej wiary, że wciąż jesteśmy hokejową potęgą, która może rywalizować z najlepszymi. I było mi po prostu żal, że przyjechałem na igrzyska. Zapewne jak wszystkim rosyjskim kibicom. Bo nasi hokeiści w czwartek opuszczą Soczi. Pierwszym czarterem, dla nieudaczników z NHL. A ja będę musiał tu zostać, obejrzeć jeszcze półfinały i finał. Bez naszych. I zastanawiać się, jak wiele trzeba zmienić. Nie tylko trenera. Znacznie więcej" - kończy Ponomarienko.

Więcej o: