Soczi 2014. Sylwia Jaśkowiec: "na podbiegu odcięło mi prąd"

Nie wiedziałam, że z wysiłku może tak głowa boleć. Bardzo bolało. Nogi puchły, ręce. Już na ostatniej prostej, kiedy trzeba było dołożyć, inni dokładali, a ja pływałam, pływałam ze względu na zmęczenie. Ciężki finał - powiedziała w rozmowie ze Sport.pl Sylwia Jaśkowiec po sprincie drużynowym, w którym Polki zajęły 5. miejsce.

- Najbardziej pamiętam ostatnie koło, kiedy na podbiegu totalnie odcięło mi prąd. Myślę, że tam straciłyśmy cenne sekundy do Szwedem i Niemek. Kawał dobrej roboty zrobiła Justyna. Szacunek - dodała Jaśkowiec.

- W finale były inne warunki śniegowe, było lepsze trzymanie i na klistrach czułam się pewniej, czułam odbicie. Aczkolwiek całe ciało, mięśnie poczuły trzy razy trzyminutowy bieg w kwalifikacjach. Zadowolona jestem z pierwszej zmiany. Złapałam kontakt z najlepszymi dziewczynami. Pierwsza piątka oderwała się od reszty i na drugim kole robiłam co mogłam, a trzecie to był żywioł. Szłam ponad limit - przyznała Polka.

- Przede wszystkim to wysiłek maksymalny, interwałowy. Zbiera się laktat [toksyczne produkty spalania energii w organizmie podczas krótszych wysiłków, takich jak np. sprinty - rl], w trzech minutach pomiędzy biegami biega się, aby laktat z krwią się rozprowadził po organizmie, a nie zalegał w mięśniach. Za wiele nie można zrobić. Niektórzy mają rowerki stacjonarne i pedałują, nam zostało truchtanie.

- Piąte miejsce na igrzyskach. Wiedziałam, że będzie bardzo ciężko. Ale wiadomo, człowiek czuje niedosyt, bo było blisko. Czuło się zapach medalu, bo ludzie krzyczą, daja różne informacje. To krzepi, ale jak cenne sekundy uciekają, no to jest po biegu najbardziej rozczarowująco. Może w przyszłości uda się powalczyć w sprinty.

Baliśmy się, bo to był klasyk [Sylwia jest specjalistką od łyżwy - rl]. Myślę, że na następnych zawodach, gdy obowiązywać będzie łyżwa, ja będę kończyć, Justyna zaczynać, a na klasykach odwrotnie. I do wyników dojdziemy - zapowiada.

- Jeśli załapię tego klasyka... Nawet trener ocenił, że nie było źle. Na razie wole wchodzić biodrami, a nie kręcić tyłkiem - zakończyła Sylwia Jaśkowiec.

Więcej o: