PŚ w skokach. Szturc: Stoch może wygrać Turniej Czterech Skoczni

- Kamil Stoch to mój faworyt Turnieju Czterech Skoczni - mówi Jan Szturc po zwycięstwie mistrza świata w konkursie PŚ w Titisee-Neustadt. Trener współpracujący z kadrą przekonuje, że lider naszej drużyny zaczyna łączyć w swoich skokach to, czym przed laty imponowali Adam Małysz i Sven Hannawald.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS , na Androida i Windows Phone

Łukasz Jachimiak: Kamil Stoch drugi w sobotę i zdecydowanie najlepszy w niedzielę. Po zawodach w Titisee-Neustadt jako trener współpracujący z kadrą powie pan: "wiedziałem, że tak będzie"?

Jan Szturc: Nie mogę powiedzieć inaczej. Wszyscy, którzy są blisko kadry, wiedzieli, że Kamil za chwilę zacznie skakać na swoim normalnym poziomie. Drugie miejsce z soboty utwierdziło go w przekonaniu, że znów może wygrywać. Bardzo szybko zapomniał o niezbyt udanych startach ze Skandynawii. Jestem przekonany, że po tak udanym weekendzie za chwilę potwierdzi, że ten sezon może należeć do niego.

Myśli pan, że zostanie drugim po Adamie Małyszu Polakiem, który wygra Turniej Czterech Skoczni?

- Do tej imprezy zostały dwa tygodnie, a w tak krótkim czasie nie można zgubić formy, jaką ma Kamil. Na dziś to mój faworyt tej imprezy. Za tydzień, po zawodach w Engelbergu, pewnie wszyscy zaczną tak o nim mówić.

W Titisee okazało się, że polski skoczek może być tym, którego sędziowie oceniają najwyżej. Za swoje próby Stoch jako jedyny dostawał noty marzeń. W sobotę otrzymał jedną "20", w niedzielę dwie.

- Sędziowie nie mieli wyjścia, Kamil skakał perfekcyjnie. Adam, wygrywając, bił rywali odległościami, Kamil jest znakomitym stylistą. U niego każda faza lotu i lądowania jest wspaniale dopracowana. Naprawdę nie można się do niczego przyczepić.

Jak to się stało, że w tydzień Stoch zmienił się z 20. i 18. zawodnika konkursów w Lillehammer w wielkiego zwycięzcę z Titisee-Neustadt?

- Bardzo pomogło Zakopane. Niby na Wielkiej Krokwi chłopcy trenowali tylko jeden dzień i oddali zaledwie po siedem skoków, ale widziałem, że Kamil w każdej próbie był coraz lepszy. Poprawiał się błyskawicznie. Ma taką klasę, że doskonale koryguje swoje błędy. Dlatego pod koniec treningu, kiedy już Stoch złapał tempo i kierunek odbicia, to choć jego koledzy skakali daleko, on im odlatywał.

Po zawodach w Niemczech kadra Łukasza Kruczka znów będzie ćwiczyć w Zakopanem?

- Wielka Krokiew cały czas jest gotowa, skakać można już też w Wiśle, na Malince, a od poniedziałku przygotowana będzie również skocznia w Szczyrku. Jest gdzie trenować. I dobrze, bo niektórzy nasi zawodnicy muszą jeszcze pracować nad wyeliminowaniem błędów.

Dużo do zrobienia ma Piotr Żyła?

- Jeśli chodzi o kwestie technicznie, to nie. Piotrek ma wielki potencjał, w pojedynczych skokach pokazuje formę, która powinna pozwolić mu walczyć o zwycięstwa w konkursach. Ale z Piotrkiem trzeba popracować nad jego myśleniem. On musi oddawać dwa równe skoki, a nie nastawiać się na wygrywanie. Oczywiście każdy chce wygrywać, ale wygrywać się nie da, kiedy skacze się z nastawieniem na wynik, a nie na jak najlepsze wykonanie poszczególnych elementów skoku.

Musi pan wysłać Żyłę na rozmowę z Małyszem.

- Na pewno się spotkają, bo Adam naprawdę umie wytłumaczyć, jak mentalnie podchodzić do sprawy.

O czym Małysz mógłby porozmawiać ze Stochem?

- O tym, że młodszy kolega ma to, co miał Adam. Oczywiście Stoch jeszcze nigdy nie dominował tak jak kiedyś Małysz, ale widać, że gdy pozgrywa wszystkie elementy techniczne, to staje się tak niezawodnym skoczkiem, jakim był Adam. Pamiętamy, że kiedy Małysz wchodził na swój najwyższy poziom, to nikt nie był w stanie z nim wygrać. Na Kamila w jego optymalnej formie też nie ma mocnych. On ma kapitalne wyczucie lotu. W powietrzu ma taką sylwetką, jaką w swoich wielkich chwilach miał Sven Hannawald. A dodatkowo, tak samo jak Małysz, świetnie radzi sobie z trudnymi warunkami. Tak było w finałowym skoku w Titisee-Neustadt. Stoch miał wiatr w plecy, a poradził sobie kapitalnie, wyprzedzając drugiego Simona Ammanna wyraźnie - o 7,8 pkt.

Więcej o: