Skoki w Kuusamo: Imperium kontratakuje

Austriacy wrócili, Polacy szukają tego, co dobre, Norwegowie pozostali zagadką. A Kuusamo to od zawsze miejsce, w którym przybywa pytań, nie odpowiedzi.

- Staram się wyszukiwać to, co dobre - mówił nam po piątkowym konkursie w Kuusamo Maciej Kot. Opowiadał, że dostali od trenera Łukasza Kruczka jasne wytyczne: skaczemy na luzie, jak w Klingenthal, bo co tam się sprawdziło, to i tu się sprawdzi. - I sprawdza się, jesteśmy dobrze przygotowani, tylko nam po prostu ta skocznia nie pasuje - mówi Kot.

W czołowej dziesiątce był tym razem tylko jeden Polak, Kamil Stoch, więc do euforii daleko. Ale pamiętając, co się na skoczni w Ruka działo przez ostatnie lata, i tak nie było źle. Krzysztof Biegun obronił żółtą koszulkę lidera, choć organizatorzy początkowo źle policzyli punkty i byli już gotowi przekazać plastron Marinusowi Krausowi. Do drugiej serii awansowało pięciu Polaków, a rok temu po dwóch pierwszych konkursach sezonu punkty miało ledwie trzech skoczków Kruczka - uzbierali razem 12 pkt. Teraz polskie punkty liczymy w setkach. A konkurs, choć wiało, był odpoczynkiem dla widzów po torturach w Klingenthal. Kuusamo po prostu trzeba przetrwać, nie tylko Polaków to dotyczy.

W porównaniu do ubiegłego roku, gdy w Finlandii trzeba było zwoływać naradę kryzysową, a skoczkowie i Łukasz Kruczek wypisywali flamastrem na hotelowym lustrze, co zrobić, żeby wrócić na właściwą drogę, w polskim obozie jest sielanka. Choć przed następnymi konkursami w Lillehammer na pewno będą zmiany w składzie, bo choćby Stefan Hula nie wykorzystuje danej mu szansy. Wbrew przedsezonowym planom na zawody do Norwegii pojedzie Krzysztof Biegun. Nawet jeśli w sobotnim konkursie (początek o godz. 17, kwalifikacje o godz. 15.30) jednak straci prowadzenie w PŚ. Biegun na razie znosi zamieszanie wokół siebie z rozbrajającym spokojem. Mówi, że nie robi na nim wrażenia to, że w pierwszej serii jako lider PŚ rusza z belki ostatni. Nauczył się myśleć tylko o skokach. - Apetyty pewnie były większe, ale ja jestem po piątku bardzo zadowolony. Mam miejsce w dwudziestce. Niektórzy kilka lat czekają, żeby w Kuusamo zdobyć punkty - mówił. Ma za sobą trzy konkursy PŚ i w każdym był w finałowej trzydziestce. A jego niespodziewany wyskok zdjął presję z Kamila Stocha. - Nawet powiedziałem w domu po Klingenthal, że Krzysiek nie ma pojęcia, ile dobrego dla mnie zrobił - śmiał się po konkursie Stoch.

Poprawili sobie humory Austriacy. Imperium skoków kontratakuje: Gregor Schlierenzauer po odmowie skakania tydzień temu teraz wygrał w Kuusamo w pięknym stylu, Thomas Morgenstern był trzeci, a upadek Andreasa Koflera w Klingenthal okazał się na tyle niegroźny, że Austriak skakał w Kuusamo. Zagadką pozostają Norwegowie. Nie przyjechał Anders Bardal, który w Klingenthal zrezygnował ze skoku, trenera Alexandra Stoeckla też w Kuusamo nie ma, został w Vikersund, by ćwiczyć razem z Bardalem, Andersem Jacobsenem i Tomem Hilde. Utalentowanych skoczków Norwegowie mają tylu, że nawet gdy przyślą półrezerwowy skład, będą się mieli z czego cieszyć (Rune Velta był piąty, Robert Johansson - 13.). Ale ci, na których najbardziej liczą, z różnych powodów nie są jeszcze gotowi do wielkiego skakania. A w skokach, inaczej niż np. w biegach, omijanie zawodów może się zemścić w chwilach najważniejszej próby: mało punktów PŚ oznacza niski numer startowy na igrzyskach. A skoczkami z niskimi numerami jury przejmuje się mniej niż tymi z czołówki. Ale to na szczęście nie są nasze zmartwienia. Polacy mają inne: nie zepsuć tego, co się tak dobrze zaczęło.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS , na Androida i Windows Phone

Więcej o: