Sport.pl Ekstra. Polski skok na kasę

Od Tajnerów - sto marek. Od Kawuloków - sto marek. Od właściciela baru w Wiśle - dwieście. Tak się Adam Małysz wybierał na pierwszy Turniej Czterech Skoczni. Blisko 20 lat później narciarstwo klasyczne jest warte miliony. Z manufaktury wyrosła fabryka - pisze w Sport.pl Ekstra Paweł Wilkowicz.

Zaczęło się na wariackich papierach. Od jazdy nocami w samochodzie trenera, który był wtedy człowiekiem od wszystkiego. Startów w sprzęcie, na który dziś grymasiłyby dzieci w klubie. Czasem za sąsiedzkie pieniądze, bo czeski trener Pavel Mikeska się uparł, że jakoś te 800 marek znajdzie, żeby Małysz w 1994 roku wystartował w Turnieju Czterech Skoczni. W Polskim Związku Narciarskim jeszcze straszyło 400-tysięczne manko po Uniwersjadzie w Zakopanem, a działacze z Tatr żarli się z działaczami z Beskidów, choć nie było czego dzielić poza biedą. Z polskiego narciarstwa zostały po czasach przełomu zgliszcza. I cztery talenty: Adam Małysz, Wojciech Skupień, Robert Mateja, Łukasz Kruczek.

Po wygraną w Turnieju Czterech Skoczni Małysz leciał już w kombinezonach szytych na miarę, a nie branych z przeceny. Krawcy z niemieckiego Meiningera słynny srebrny strój na mistrzostwa świata w Lahti dostarczyli dopiero do Finlandii, bo im się nie opłacało spieszyć, gdy głównym rywalem Małysza był Niemiec Martin Schmitt. Narty też Adam miał już wtedy dobrej klasy, ale celnicy ciągle nie wierzyli, że w Polsce ktoś takich potrzebuje. Apoloniusz Tajner utknął kiedyś na granicy austriacko-czeskiej z pięcioma parami od Elana. Celnik myślał, że wiezie je na handel, też chciał mieć z tego tysiąc szylingów. Po trzech godzinach negocjacji stanęło na trzystu szylingach wziątki. A Małysz na jednej z tych par wygrał niedługo później Turniej Czterech Skoczni.

O budowie potęgi polskich skoków pisze Paweł Wilkowicz. Więcej w poniedziałkowej "Gazecie Wyborczej" albo w Magazynie Sport.pl Ekstra

W numerze także m.in.:

Brzydsza twarz Artura Boruca. Kolejna wpadka reprezentanta Polski.

Niewinny zabójca rekordów - jakie rekordy już pobił, a jakie jeszcze na niego czekają. Sylwetka Sebastiana Vettela.

Klub niewykorzystanych szans czyli Lechia Gdańsk w przededniu zmiany właściciela.

Legia w lidze znów się bawi. W ekstraklasie nie mają sobie równych, ale w Lidze Europejskiej nie strzelili jeszcze gola. Legia po zwycięstwie z Pogonią Szczecin, a przed meczem z Lazio Rzym.

Wszystkie teksty znajdziesz w poniedziałkowej "Gazecie Wyborczej" albo w Magazynie Sport.pl Ekstra

Więcej o: