Londyn 2012. Siatkówka. Zagrać jak Polska, przechytrzyć Rosję

Czyśćca nie będzie, są tylko niebo i piekło. W ćwierćfinale igrzysk, najważniejszym meczu od lat, Polacy zagrają w środę z Rosją. Początek o 20.30. Relacja na Sport.pl

Rafał Stec bloguje bez przerwy o meczu Polska - Rosja ?

Gest, który wykonał Władimir Romanowicz Alekno, trener Rosji, był wyrazem siły, pewności siebie i spokoju. - Czy czuje pan, że forma zespołu rośnie, że w ćwierćfinale będziecie lepsi niż w grupie? - spytał rosyjski dziennikarz. Blisko dwumetrowe chłopisko rozparte na krześle nie potrzebowało słów. Mina Alekny, taka z przymrużonymi oczami i półuśmiechem na ustach, wyrażała wszystko. Łącznie z zadowoleniem.

Jakże wielki był to kontrast w porównaniu z tym, co dwie godziny wcześniej w tej samej sali konferencyjnej przez zaciśnięte usta i przy nerwowym uśmiechu artykułował Andrea Anastasi. W poniedziałek jego Polska po słabiutkim meczu przegrała 1:3 z Australią, Rosjanie tuż potem rozbili Serbię.

Polska i Rosja startowały w Londynie z różnych pułapów - biało-czerwoni, triumfatorzy Ligi Światowej, zwycięzcy 10 spotkań z rzędu, w pierwszym meczu w świetnym stylu pokonali 3:1 Włochów. Złoty sen brutalnie przerwały porażki z Bułgarią i Australią.

Rosjanie Ligę Światową odpuścili, ogrywali ich Kubańczycy i Serbowie. Szykowali się na igrzyska, ale w nich pierwszy poważny mecz przegrali sromotnie - 0:3 z Brazylią. A po dwóch setach meczu z USA przegrywali 0:2.

Ale podnieśli się, wygrali, w czwartym secie i tie-breaku Amerykanów rozbili. Podobnie jak potem Serbię. Nic dziwnego, że analityk polskiej reprezentacji Oskar Kaczmarczyk stwierdził po losowaniu: - Wolelibyśmy Brazylię...

Z Brazylią Polacy mogą się jednak spotkać dopiero w finale, do którego droga prowadzi przez Rosję i zwycięzcę sensacyjnego ćwierćfinału Bułgaria - Niemcy.

Ale najpierw jest ćwierćfinał. Mecz cel, mecz, o którym siatkarze i Anastasi od tygodni mówią, że jest najważniejszy. Wygrywasz - jesteś w strefie medalowej. Przegrywasz - toniesz w morzu rozczarowań.

Nie liczą się ostatnie cztery lata, nie liczą się wyniki w grupie. Liczy się tylko jeden mecz, w którym o wyniku mogą decydować detale. Pojedyncze piłki, jak cztery lata temu w Pekinie, kiedy biało-czerwoni w ćwierćfinale przegrali z Włochami 15:17 w tie-breaku.

- Musimy wyczyścić głowy - powtarzali siatkarze po meczu z Australią, w którym wygrana 3:0 dałaby im za ćwierćfinałowego rywala Niemców, przeciwnika ogrywanego regularnie. Szansę z rąk wypuścili, grają z Rosją - zespołem usadowionym w światowej czołówce, którego atutem są warunki fizyczne i siła.

Nawet jeśli średnią wzrostu Rosjanie Polaków przewyższają tylko o centymetr, to 218 cm środkowego Dmitrija Muserskiego robi wrażenie. Podobnie jak możliwości fizyczne pozostałych graczy - skocznych, silnych, zasłaniających w bloku pół boiska.

Poza tym - zagrywka. Rosyjski znak firmowy i element gry, który potrafi wbić w parkiet lub odrzucić od siatki, utrudniając rozegranie każdego przeciwnika. Polacy poczuli to w pierwszym secie meczu z Włochami, ale wówczas nawałnicę przeczekali. Potężna, precyzyjna zagrywka ma to do siebie, że utrzymać ją na świetnym poziomie przez cały mecz jest bardzo trudno.

By pokonać Rosję, Polacy muszą przede wszystkim wrócić do poziomu gry z Ligi Światowej lub ze spotkań z Włochami lub Argentyną. Wrócić do gry, w której skoncentrowany zespół nie popełnia prostych błędów, walczy o każdą piłkę i znajduje sposoby na oszukiwanie rywala.

- Słabym punktem Rosjan jest przyjęcie - mówi Kaczmarczyk. A skoro tak, to konieczna jest dobra zagrywka. Dobra, lecz niekoniecznie atomowa. - Powinna był zmienna - raz mocna i dynamiczna, a raz taktyczne floaty [zagrywka szybująca] - analizuje Wojciech Drzyzga, komentator Polsatu Sport.

Zagrywka, a konkretnie asy Jakuba Jarosza, pchnęły Polaków do zwycięstwa nad Rosją w meczu o brązowy medal zeszłorocznych mistrzostw Europy. Biało-czerwoni wygrali wówczas 3:1, dwa poprzednie mecze z Rosją za kadencji Anastasiego przegrali.

Jeśli taktyczna, zróżnicowana zagrywka rywali nie rozreguluje, Polacy muszą walczyć w bloku, którego organizacja w ostatnich meczach nie była na najlepszym poziomie. Progres jest bardzo istotny, bo Maksim Michajłow, Taras Chtiej i Siergiej Tietuchin atakują świetnie.

Kolejne wyzwanie - ominięcie rosyjskiego bloku. - Zróżnicowany atak, inteligentna gra, techniczne obijanie podwójnego czy potrójnego bloku może Rosjan frustrować. Oni są na to podatni - mówi Drzyzga. Rosjanie siły fizycznej nie przekładają na psychikę, w trudnych momentach potrafią się złamać.

Do zróżnicowanego ataku idealnie pasowałby Paweł Zagumny - wirtuoz rozegrania, czołowy rozgrywający świata, którego Anastasi wpasował w rolę rezerwowego, pełniącego rolę dżokera. W przegranych meczach z Bułgarią i Argentyną Zagumny gry Polaków nie odmieniał, choć wchodził na boisko w trudnych momentach, a atakujący grali nieskutecznie. Czy Anastasi zdecyduje się i teraz na roszadę na kluczowej pozycji?

Trener USA Alan Knipe, mówiąc o Rosjanach, podkreśla ich dobrze znane atuty, ale na koniec dodaje: - Najważniejsze, by wystarczająco zadbać o siebie, o własny styl i poziom gry. By w danym dniu być możliwie najlepszym zespołem.

Jeśli dzisiaj Polacy wrócą na swój poziom i będą górą w pojedynczych akcjach, detalach, to po meczu promieniał będzie Anastasi, a w skorupie zamknie się Alekno. Włoch będzie jak mag, który wyciąga czar w najważniejszym momencie bitwy, Alekno dołączy do szerokiego grona poprzedników, którzy nie wykorzystali możliwości drużyny. Polska zagra o medale igrzysk pierwszy raz od 32 lat, Rosja znów zderzy się z rozczarowaniem.

Czyśćca nie będzie, są tylko niebo i piekło. I dla jednych, i dla drugich.

Rafał Stec bloguje na żywo o meczu Polska - Rosja i innych siatkarskich ćwierćfinałach - A jednak się kręci ?

Więcej o: