IO 2012. Tomasz Krzeszewski nie zobaczył Londynu

Tomasz Krzeszewski wrócił z igrzysk w Londynie, gdzie walczył jego podopieczny - reprezentant Polski Wang Zeng Yi. - Mimo czasu spędzonego w stolicy Anglii nie miałem okazji zwiedzić miasta, gdyż praktycznie nie wychodziliśmy z wioski olimpijskiej i koncentrowaliśmy się na przygotowaniu do rywalizacji - przyznaje Krzeszewski.

Popularny "Wandżi", który trenuje w kadrze pod okiem Krzeszewskiego, rozegrał w turnieju tenisa stołowego na igrzyskach dwa spotkania. W pierwszym po ciężkiej walce pokonał reprezentanta Brazylii Hugo Hoyame, w drugim mimo prowadzenia przegrał z Hiszpanem He Zhiwen. - Myślę, że ogólnie występ "Wandżiego" można ocenić pozytywnie - mówi trener kadry. - Nie udał się co prawda plan, czyli awans do najlepszej "16", jednak rywale, z którymi rywalizował, byli naprawdę mocni. Pierwszy pojedynek z Hoyamą okazał się jeszcze cięższy, niż się spodziewaliśmy, na szczęście udało się wygrać po dramatycznej końcówce. W drugiej rundzie trafiliśmy na Hiszpana, który wyjątkowo nie leży grającemu stylem piórkowym Wangowi - dodaje.

Z He Zhiwenem reprezentant Polski miał już okazję się mierzyć w przeszłości. Przegrał wówczas gładko 0:4. Trener Krzeszewski przyznaje, że liczył na to, iż Chińczyk z hiszpańskim paszportem zlekceważy naszego zawodnika i tym samym otworzy się szansa na zwycięstwo. - Na to spotkanie przygotowaliśmy nieco inną taktykę - tłumaczy Krzeszewski. - Widać było, że przynosiła ona efekty, gdyż "Wamdżi" prowadził już 3:0. Niestety, później wkradło się rozluźnienie. Kolejne sety to, podejrzewam, rozpamiętywanie niewykorzystanych szans i ostatecznie przyniosło to porażkę - dodaje.

Poza sprawami sportowymi szkoleniowiec reprezentacji nie miał zbyt wiele czasu wolnego. Jak przyznaje, oprócz hali i wioski olimpijskiej odwiedził jedynie pobliskie centrum handlowe. - Faktycznie, nie udało się nic zwiedzić, ale takie już życie sportowców i trenerów - opowiada Krzeszwski. - Udałem się jedynie na małe zakupy, żeby przywieźć jakieś pamiątki dla rodziny. Rozejrzeć się po mieście miałem w dniu finału tenisa stołowego, jednak Telewizja Polska poprosiła mnie o komentowanie i ostatecznie znowu udałem się do hali - kończy były reprezentant Polski.

Więcej o: